pl   -   en

Po trzęsieniu ziemi ludzie wciąż mieszkają na ulicy

W dzielnicy Tlalpan w mieście Meksyk w wyniku trzęsienia ziemi, które miało miejsce 19 września 2017 r., zniszczeniu uległy trzy bloki, a sześć jest zagrożonych zawaleniem. Ich mieszkańcy zostali przeniesieni w środku nocy przez ekipy ratownicze do oddalonego o kilkaset metrów parku. Obcy ludzie zaczęli przynosić im namioty, materace, śpiwory i jedzenie. Wtedy myśleli, że zostaną tutaj tylko przez chwilę i wkrótce wrócą do swoich domów. Od tamtych wydarzeń minęły ponad trzy miesiące, a oni nadal koczują na ulicy.

Lampki na drzewach i gorąca zupa

30-letnia Patricia przyniosła dla poszkodowanych, którzy mieszkają w parku, kilka grubszych swetrów. Sama przez lata mieszkała z babcią i mamą w budynku, któremu grozi zawalenie. Po trzęsieniu ziemi zaprosiła je do kawalerki, którą wynajmuje z chłopakiem. Kilka tygodni później strażacy pozwolili jej wejść do mieszkania 90-letniej babci po najważniejsze rzeczy. Zabrała biżuterię, dokumenty i albumy fotograficzne, bo – jak mówi – to wspomnienia są najważniejsze.

– Moja mama i babcia miały szczęście, bo mogły zamieszkać ze mną, ale co stanie się z tymi ludźmi, którzy nie mają, gdzie się podziać? – pyta Patricia.

W parku pomiędzy namiotami powieszono na sznurkach kolorowe piniaty, a na drzewach palą się barwne lampki, bo tutejsi tymczasowi mieszkańcy chcieli poczuć świąteczną atmosferę. W polowej kuchni, postawionej przy jednym z ogrodzeń, społecznicy rozdają miejscowym jedzenie.

– Od września przychodzę tutaj pomagać – mówi Ivonne de la Longa, nalewając na talerz gorącą zupę dla jednego z poszkodowanych. – W tym parku mieszkają w większości emeryci i młodzi rodzice z małymi dziećmi. Ciepły posiłek z odrobiną uczucia na pewno ich rozgrzeje i doda otuchy – dodaje.

Guadalupe, drobna farbowana blondynka, mieszkała w uszkodzonym budynku przez 40 lat. Teraz śpi z dwiema córkami w dużym namiocie rozłożonym pośrodku parku. Pod sufitem zawieszony jest kabel z żarówką, na podłodze położone są drewniane stelaże, na nich leżą materace i śpiwory. Rodzina myje się w pobliskiej siłowni lub w łazience w kościele położonym przy tej samej ulicy. Jeansy, sweter i puchową kurtkę, które ma na sobie, dostała od darczyńców.

– Po trzęsieniu ziemi rząd dał każdej rodzinie 3 tysiące pesos (166 dolarów) na wynajęcie mieszkania, ale za te pieniądze nie udało nam się niczego znaleźć – narzeka. – My nie mamy nikogo bliskiego w mieście Meksyk i to mieszkanie to była nasza jedyna własność. Dokąd mamy pójść? I tak jestem szczęśliwa, że moje dwie małe wnuczki przygarnęła sąsiadka. U niej jest ciepło i codziennie mogą brać prysznic. Guadalupe razem z sąsiadami, właścicielami innych uszkodzonych domów, wzięła w listopadzie udział w marszu ulicami stolicy Meksyku, domagając się planów odbudowy budynków. Na dowód, że nie mogą sami kupić mieszkań, ludzie pokazywali odmowę przyznania kredytów mieszkaniowych z banku. Prosili też inne kraje, które udzieliły pomocy finansowej, o wywarcie nacisku na meksykański rząd, aby ten ją zrealizował.

Miguel Angel Mancera, burmistrz miasta, starał się ich uspokoić, mówiąc, że rząd przeznaczył pieniądze na rekonstrukcję budynków z funduszu pomocy na rzecz ofiar katastrof naturalnych. Nie podał jednak żadnych szczegółów.

– My nie chcemy, żeby nasz budynek został wyremontowany tylko odbudowany, bo boimy się tam wrócić – tłumaczy Guadalupe i pokazuje mi w komórce zdjęcia z popękanymi ścianami w środku domu. – Gdzie podziały się miliony dolarów, które Meksyk dostał z zagranicy i miały być przeznaczone na wsparcie dla nas? – pyta.

Znikające pieniądze

Rząd Meksyku początkowo nie podawał do publicznej wiadomości, jakie kwoty dostał od innych krajów na pomoc poszkodowanym w wyniku trzęsienia ziemi, więc firmy zrobiły to w swoim imieniu, a prasa doliczyła się 56 milionów dolarów. Wtedy władze poinformowały, że pieniądze skierowały do organizacji zajmujących się bezpośrednią pomocą i nie wiedzą, czy zostały właściwie wykorzystane.

– Wiele osób pyta, gdzie podziały się pieniądze od firm: Coca Cola, Google, Facebook, Apple, Uber czy Samsung – mówił w czasie konferencji prasowej Jose Antonio Meade, sekretarz skarbu. – We wszystkich tych przypadkach otrzymał je Meksykański Czerwony Krzyż i to ich należy prosić o transparentność finansową. Rząd Meksyku nie przyjął ani jednego peso od prywatnego sektora – dodał Meade.

Meksykański Czerwony Krzyż w październiku napisał na swoim Twitterze, że w sumie dostał 144 miliony pesos (7 milionów dolarów) od rządu  i do końca grudnia dostarczył ponad cztery tysiące ton pomocy humanitarnej do ludzi w stanach: Chiapas, Oaxaca, Puebla, Morelos, Guerrero, Tlaxcala, Mexico i mieście Meksyk. Nie wiadomo jednak, jaka kwota została przeznaczona na zakup rzeczy i czy wśród nich znalazły się liczne dary, jakie przynosili do organizacji Meksykanie po trzęsieniu ziemi.

Zamieszania wokół pieniędzy spodziewało się wielu obywateli, którzy uważają, że politycy w ich kraju są skorumpowani. Diego Luna, jeden z najpopularniejszych meksykańskich aktorów młodego pokolenia, w programie telewizyjnym Conan w Stanach Zjednoczonych powiedział tuż po trzęsieniu ziemi, że jest pewien, że pieniądze, które otrzyma rząd w Meksyku, nie trafią do potrzebujących.

Szczury i złodzieje

Guadalupe siada z gorącą zupą przy plastikowym stoliku obok innej sąsiadki. Mówi, że nie czuje się w obozie bezpiecznie. Po parku grasują szczury i zdarzają się kradzieże. Z kościoła złodzieje wywieźli w nocy jedzenie i ubrania, które były przeznaczone dla poszkodowanych. Przez to świątynia jest wcześnie zamykana, a sąsiedzi wyznaczają warty i pilnują parku na zmianę przez całą dobę. Rozdzielają też między siebie darowizny, ale coraz częściej dochodzi między nimi do kłótni. W dodatku pogoda w mieście też jest uciążliwa.

– Przez pierwsze dwa miesiące padały ulewne deszcze i musiałam wybierać szpadlem wodę z namiotu – tłumaczy. – Teraz przyszła zima i w nocy temperatury dochodzą do zera.

Na zdjęciu: namioty rozstawione w publicznym parku w mieście Meksyk. 

Zamknij