PL | EN

Wcześniejsze wybory w Turcji: czy „dość” zabrzmi wystarczająco mocno?

Kiedy prezydent Turcji Tayyip Erdoğan zapowiedział wcześniejsze o rok wybory, miał zamiar złapać opozycję z opuszczoną gardą, zresztą i bez tego rozbitą. Nie istniała żadna magiczna formuła dająca nadzieję na zjednoczenie świeckich tureckich nacjonalistów, Kurdów, lewicowców i pobożnych konserwatywnych malkontentów. A czas był ku temu najwyższy. I kto by wtedy pomyślał, że wspólne dla wszystkich opozycjonistów hasło zostanie stworzone przez samego Erdoğana?

Uparta postawa Erdoğana wobec krytyków zawsze była jego ulubionym sposobem zachowania. 8 maja podczas spotkania Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) powiedział on, że jedynie ludzie stoją pomiędzy nim a wyborem na kolejną kadencję. – To moi ludzie zaprowadzili mnie do funkcji premiera i prezydenta. Kiedy powiedzą „dość”, wycofam się.

W ciągu kilku godzin słowo „dość” pojawiło się w mediach społecznościowych dwa miliony razy. W języku tureckim „dość” to „tamam” – użytkownicy często pisali „T A M A M”, aby dodatkowo podkreślić jego wymowę. Wyraz ten oznacza również: „OK”, „pewnie”, „w porządku”, „zrobione”. Pole do interpretacji było więc wyjątkowo szerokie.

Proste słowo zostało przejęte przez przeciwników prezydenta Erdoğana. Każdy interpretował je na swój sposób. Osadzony w więzieniu lider prokurdyjskiej Ludowej Partii Demokratycznej Selahattin Demirtaş potraktował sytuację dowcipnie. Główny kandydat opozycji z Republikańskiej Partii Ludowej Muharrem İnce zareagował bezpośrednio i rzeczowo. Liderka nacjonalistycznej Dobrej Partii (İyi Parti) Meral Akşener niepotrzebnie uderzyła w nadęty ton, a Temel Karamollaoğlu, przywódca islamskiej partii Felicity (Saadet Partisi), miał skwaszoną minę.
Wielu użytkowników Twittera używało słowa „dość” jako hashtagu, aby przypominać dziesiątki zabójstw, ataków, masakr i innych nieszczęść, do których doszło w ciągu 16 lat rządów AKP. „Najpierw znajdź morderców Tahira Elçiego. Wtedy będzie «T A M A M»” – napisała na Twitterze Türkan Elçi, odnosząc się do ]moreinfo tag_id=”1301″]zabójstwa w biały dzień jej męża[/moreinfo], wybitnego prawnika i obrońcy praw człowieka, w kurdyjskiej, południowo-wschodniej części Turcji ponad dwa lata temu.

AKP zareagowała z opóźnieniem. Dotychczas w sytuacjach, w których nie miała racji, potrafiła być zjadliwa. Tym razem odpowiedzią był hashtag „devam”, czyli kontynuacja. Znalazł się on w mniej więcej 300 tys. tweetów, chociaż – jak pokazuje analiza – wiele z nich zostało wygenerowanych przez boty.

Erdoğan wie, że najbliższe wybory to kwestia jego politycznego życia lub śmierci. Albo zyska znacznie większą prezydencką władzę, albo zostanie skazany na niebyt. Porażka nie wchodzi w grę. Żeby wygrać, obecny prezydent potrzebuje w pełni oddanej partii, a nie wsparcia armii robotów.

Przyspieszone czy przedwczesne?

W czerwcu Turcy będą głosować w wyborach zarówno prezydenckich, jak i parlamentarnych. Wygraną w pierwszej turze wyborów prezydenckich gwarantuje uzyskanie ponad 50% głosów przez jednego z kandydatów. Przesunięcie wyborów z listopada 2019 r. jest oznaką słabości władzy. Sam Erdoğan powiedział kiedyś, że przyspieszone wybory to sygnał niestabilności.

Mówi się, że Erdoğan zdecydował się przesunąć termin wyborów, ulegając podpowiedziom swojego nowego sojusznika, starszego i nieco zrzędliwego Devleta Bahçelego, lidera nacjonalistycznej Partii Narodowego Działania. Partia, której ważną członkinią była kiedyś Meral Akşener, prowadzi kampanię w sposób energiczny, o wiele atrakcyjniejszy dla zwykłych nacjonalistów. Sojusz z AKP oznacza, że Bahçeli obawia się problemów z przekroczeniem progu wyborczego, który w przypadku samodzielnie startujących partii wynosi 10%.

Odrodzona opozycja odpowiedziała stworzeniem własnej koalicji. W jej skład weszły nawet mniejszościowe partie religijne, mogące liczyć na kilka procent głosów. W Narodowym Przymierzu nie znalazło się natomiast miejsce dla stronnictwa prokurdyjskiego. Ostateczny wynik i tak będzie zależał od tego, czy Ludowej Partii Demokratycznej uda się przekroczyć próg wyborczy. System w Turcji jest następujący: głosy oddane na partie, które nie przekroczą progu wyborczego, trafiają na konto zwycięzcy wyborów. Dlatego porażka HDP umocni najbardziej prawdopodobnego zwycięzcę – AKP.

Erdoğan zakłada wygraną AKP. W Turcji nadal panuje stan wyjątkowy, a rząd kontroluje większość prywatnej prasy. Opozycja kurdyjska i lewicowa są nieustannie dławione. Z drugiej strony wyniki gospodarcze się pogarszają, a partia AKP otwiera kolejne fronty walki, jątrzy otwarte rany i wywołuje następne polityczne konflikty. Nawet jej wierni akolici dostrzegają oznaki kryzysu i wyczerpywania się paliwa w dotąd dobrze naładowanym silniku partyjnym.

Erdoğan z partii AKP: czy ekscytacja minęła?

Warto zauważyć, że wybory odbywają się w następstwie referendum z kwietnia 2017 r., które wzmocniło władzę prezydenta, chociaż zostało wygrane minimalnie, w atmosferze skandali i podejrzeń o oszustwa wyborcze. Nieudany wojskowy zamach stanu w lipcu roku 2016 dostarczył rządowi gotowe wytłumaczenie, że prowadzi on nieustanną wojnę przeciwko „równoległemu państwu” zorganizowanemu przez Ruch Gülena, pod duchowym przywództwem Fethullaha Gülena przebywającego na wygnaniu w Pensylwanii. Doszło do zwolnień setek tysięcy urzędników państwowych podejrzanych o wspieranie tego ruchu. Jednak zamiast oczyścić system z wrogów, te kroki zdają się denerwować wielu konserwatywnych wyborców AKP. Sojusz z Partią Narodowego Działania ma zwiększyć liczbę głosów w zbliżających się wyborach.

Przedterminowe wybory mogą pomóc AKP wykorzystać nową falę nacjonalizmu spowodowaną operacją wojskową przeciwko siłom kurdyjskim w syryjskim Afrinie. Miasto zostało zdobyte 18 marca – to dla Turków symboliczna data zwycięskiej bitwy z flotą rosyjską pod Dardanelami podczas I wojny światowej. Chociaż niezliczone media prorządowe oraz instytucje państwowe prześcigały się tamtego dnia w machaniu flagami, triumfalny nastrój szybko zniknął. Obecnie hymnem wydaje się utwór B.B. Kinga The Thrill Is Gone. Nawet wśród zwolenników AKP.

Nikt nie lekceważy zdolności Erdoğana do manipulowania wyborami dzięki wsparciu całej machiny państwowej. Jego rząd korzysta z uprawnień w trybie nadzwyczajnym oraz z nieustającej propagandy mediów. Czy w warunkach, które trudno określić jako sprawiedliwe, słowo „dość” będzie mogło zabrzmieć wystarczająco mocno?

Demirtaş z partii HDP: aluzja i dowcip

Z celi więziennej w położonym w północno-zachodniej Turcji mieście Edirne lider HDP Selahattin Demirtaş wciąż tweetuje z pomocą pośredników. Kiedyś strażnicy więzienni zastanawiający się, jak udaje mu się tweetować, daremnie sprawdzali jedyne elektryczne urządzenie w jego celi – czajnik. Demirtaş nawiązał do tej sytuacji podczas fali tweetów ze słowem „dość”. „Wystąpił problem z czajnikiem, dlatego się spóźniłem. DOŚĆ” – napisał dowcipnie lider partii HDP.

HDP od czasu ostatnich wyborów powszechnych w listopadzie 2015 r. znajduje się pod ciągłą presją rządu. Miasta zarządzane przez partię zajęli wyznaczeni przez państwo apartczycy, a członków HDP osadzono w więzieniach pod zarzutem prowadzenia działalności terrorystycznej. Podczas ofensywy armii tureckiej w kurdyjskich prowincjach zimą 2015 zostały zniszczone całe dzielnice, w tym [morienfo tag_id=”1306″]historyczna dzielnica Sur w prowincji Diyarbakır[/moreinfo]. Prokurdyjskie media są nieustannie zamykane, a dziennikarze trafiają do więzień.

Demirtaş, mimo że spędził ostatnie półtora roku za kratkami, jest w stanie zachować spokojny i wyluzowany ton. „Moje możliwości są oczywiście ograniczone. Tylko jedna osoba może wziąć udział w wiecu, jeśli go zorganizuję” – żartował w liście skierowanym do zwolenników partii HDP w trakcie oficjalnego ogłoszenia swojej kandydatury w wyborach. Twierdził, że HDP nie powinna prowadzić kampanii na temat własnych problemów, tylko ucieleśniać nadzieję na lepszą przyszłość. – Podczas kampanii nie powinniście mówić o mnie, ale o pięknie życia – powiedział.

Wpływ jego i jego partii na ostateczny wynik wyborów będzie znacznie większy niż środki, którymi dysponują. Jeśli HDP nie wejdzie do parlamentu, AKP może łatwo zdobyć większość, nawet jeśli ogólnie zanotuje słaby wynik. – Jeżeli HDP pozostanie poniżej progu, AKP zdobędzie co najmniej 70 miejsc. To nie jest problem tylko HDP, to problem sprawiedliwości w demokracji i uczciwej reprezentacji – powiedział za pośrednictwem swoich prawników Demirtaş w niedawnym wywiadzie. – Narodowemu Przymierzu również powinno zależeć na zastanowieniu się, co można zrobić przeciwko AKP, aby nie przejęła ona większości w parlamencie – dodał. Na koniec podkreślił: – Nawet jeśli nie przejdziemy progu wyborczego, nie cofniemy się w naszej walce.

İnce z partii CHP: bezpośredni i spontaniczny

Zamiast popierać lidera partii Kemala Kılıçdaroğlu lub byłego prezydenta Abdullaha Gülę, główna partia opozycyjna, Republikańska Partia Ludowa, stawia na Muharrema İnce, świetnego mówcę i człowieka popularnego w jego środowisku. Uważa się, że ma on szansę trafić do elektoratu, jeśli przejdzie do drugiej rundy. Jest znany z nacjonalistycznych poglądów, nie tracił czasu na złożenie wizyty Demirtaşowi w więzieniu i apel o jego zwolnienie. İnce jest konkretny i taka właśnie była jego odpowiedź na akcję ze słowem „dość”. „Czas się skończył” – napisał kandydat na prezydenta z partii CHP.

Akşener z Dobrej Partii: podejście eksperymentalne i wielopłaszczyznowe

Akşener założyła tę partię jako odłam MHP i zdobyła popularność wśród wyborców popierających turecki nacjonalizm. W latach 1996–1997 pełniła funkcję ministra spraw wewnętrznych. Był to szczytowy okres brudnej wojny, jaką Turcja prowadziła na południowym wschodzie kraju, czas wielu niewyjaśnionych do dziś zabójstw. W związku z przeszłością swojej liderki Dobra Partia z trudem walczy o głosy tureckich Kurdów, którzy stanowią ok. 15% elektoratu, wyborców lewicowych oraz socjaldemokratów. Akşener zdominowała już jednak byłego lidera partii, Bahçelego, a teraz bierze na cel Tayyipa Erdoğana. Nawet jeśli sama nie zdobędzie prezydentury, może wyrządzić partii rządzącej wiele szkód. Jej retoryka jest górnolotna, podobnie jak jej tweet: „Istnieje DOŚĆ, które pochodzi z niebios”.

Karamollaoğlu z partii Felicity: islamista według dobrej starej szkoły

„Dość. Z woli Boga” – napisał Temel Karamollaoğlu, lider partii Felicity, przypominając slogan islamskiego ruchu politycznego w Turcji w latach 90. Jego sprzeciw wobec polityki gospodarczej partii AKP oraz interwencji w Afrinie przemawia do niezadowolonej części elektoratu partii rządzącej. Warto jednak pamiętać, że to Karamollaoğlu był burmistrzem miasta Sivas w środkowej Anatolii w czasie masakry w 1993 r., gdy islamscy fundamentaliści podpalili hotel organizujący konferencję w ramach festiwalu sztuki i kultury. Uczestniczyli w niej alawici (tureccy szyici), pisarze, poeci i śpiewacy. Zginęło 35 osób. Karamollaoğlu może osiągnąć w wyborach wynik lepszy niż przewidywany, jednak cały czas pozostaje na politycznym marginesie.

Trendy w mediach społecznościowych można szybko poznać. Tylko że jesteśmy w Turcji, a tutaj trzeba poczekać, aby zobaczyć, co każdy z kandydatów wymyśli. Wybitna prawniczka i obrończyni praw człowieka Eren Keskin przypomniała, że mówiąc „dość”, nie każdy kandydat ma na myśli to samo. „Ci, którzy nie proponują prawdziwej demokratyzacji, tylko udają” – napisała Keskin na Twitterze.

Taka właśnie jest prawda: gdy będzie po wyborach, odwoływanie się do haseł zawierających słowo „dość” w stosunku do polityki Erdoğana – ale bez zaangażowania się w pokój, demokrację i obronę prawa – okaże się puste.

Taka właśnie jest prawda: gdy będzie po wyborach, odwoływanie się do haseł zawierających słowo „dość” w stosunku do polityki Erdoğana – ale bez zaangażowania się w pokój, demokrację i obronę prawa – okaże się puste.

 

Na zdjęciu: Studenci i pracownicy uczelni protestują przeciwko podzieleniu Uniwersytetu w Stambule na dwie instytucje podczas strajku okupacyjnego, pisząc „tamam” („dość”), aby nawiązać do akcji w mediach społecznościowych.

Więcej informacji: ArtykułyAzjaTurcja