Na
terytorium
słoni

Lola García-Ajofrín

W nocy słoń wybił okno w domu 69-letniej pani Neelammy. Wszyscy domownicy wtedy spali. Do zdarzenia doszło ok. dwóch lat temu w miejscowości Wilachchiya, położonej zaledwie 10 km od Parku Narodowego Wilpattu w północno-zachodniej Sri Lance.

Pani Neelamma opowiada tę historię, siedząc na plastikowym krześle przy wejściu do domu. Obok, na niebieskiej metalowej beczce, na słońcu suszą się cytryny.

Jej mąż próbuje odtworzyć ryk słonia, kiedy zwierzę zderzyło się z domem. „Wybił okno i pobiegł w kierunku pola ryżowego” – opowiada. Znajdująca się w surowej, niepomalowanej ścianie ceglanego domu dziura po szybie została zakryta kawałkami tektury i taśmą izolacyjną.

Bliscy pani Neelammy wyjaśniają, że ​​podobne incydenty zdarzały się raz na jakiś czas przez całe 46 lat, które jej rodzina spędziła w Wilachchiyi. Problemy ze słoniami nasiliły się od zakończenia wojny domowej w Sri Lance (1983–2009). „Dżungla jest teraz bezpieczniejsza, a słonie mogą przechodzić przez nią swobodnie. Wcześniej w lesie kręciło się dużo ludzi” – twierdzi seniorka rodu.

„Niedawno wokół domu wałęsał się inny słoń, wszedł na pola ryżowe i wpadł do studni” – opowiada pani Neelamma. Zwierzę, niestety, nie przeżyło.

PROBLEM: 407 martwych słoni i 106 ofiar śmiertelnych w ciągu roku

Słoń, który wpadł do studni, to tylko jedno z co najmniej 2456 zwierząt tego gatunku, które zginęły w Sri Lance w latach 2008–2018. Można powiedzieć, że średnio jeden słoń dziennie umiera na wyspie z przyczyn związanych z działalnością człowieka. Według Departamentu Dzikiej Przyrody Sri Lanki rok 2019 był najtragiczniejszy – zginęło wtedy 407 słoni. W 2020 r., mimo obostrzeń związanych z koronawirusem, umarło tam 318 słoni i 112 osób. Sri Lanka jest uważana za kraj, w którym toczy się najbardziej śmiercionośny konflikt na linii człowiek–słoń na świecie.

Ofiary śmiertelne są po obu stronach tej walki. W 2019 r. 121 osób zginęło w Sri Lance w wyniku ataków słoni. Wskutek konfliktu poważne straty ekonomiczne ponoszą również podatne na kryzys społeczności rolników, których poziom życia zależy od zebranych plonów.

„Zabijane słonie bardzo cierpią – mówi Jehan CanagaRetna, sekretarz generalny Towarzystwa Ochrony Dzikiej Przyrody (WNPS). – Zazwyczaj giną od strzałów z broni palnej lub w wyniku wybuchów tzw. hakkas paws. To bomby domowej produkcji ukryte w pożywieniu. Ludzie wybierają duże owoce lub warzywa, np. ananasy, aby ukryć w nich materiał wybuchowy” – tłumaczy Jehan.

Tak ukryte bomby wybuchają w pysku zwierzęcia, ale nie zabijają go natychmiast. Śmierć przychodzi powoli, ponieważ słoń nie może jeść ani pić i umiera z głodu oraz z pragnienia.

„Ludzie giną w większości w nocy – kontynuuje CanagaRetna – w wielu przypadkach to pijani mężczyźni”.

Jednym z najgłośniejszych tragicznych wypadków była jednak śmierć Kirushi, 12-letniej dziewczynki, którą słoń zaatakował w listopadzie 2019 r. Dziecko wracało nocą do domu w Alewwie na Polonnaruwie. 48 godzin później w Bogasboballa w podobnym wypadku ze słoniem zginęła 55-letnia kobieta.

Dane liczbowe dotyczące konfliktu między ludźmi a słoniami w Sri Lance uderzają szczególnie w porównaniu z sąsiednim krajem, Indiami, które również mierzą się z poważnym problemem. Liczba zabitych słoni w Sri Lance jest prawie czterokrotnie wyższa niż w Indiach, ogromnym kraju liczącym 1,3 mld ludzi (to 61 razy więcej niż w Sri Lance). Ponadto Indie są domem dla ok. 22 tys. słoni, a w Sri Lance mieszka ich jedynie ok. 6 tys.

Liczba ofiar śmiertelnych w obu krajach jest odwrotnie proporcjonalna – podczas gdy w Sri Lance ginie prawie 400 słoni i 100 osób rocznie, w Indiach w takim samym okresie śmierć ponosi średnio 400 osób i 100 słoni.

SKŁADNIKI KONFLIKTU

Aby zrozumieć problem, konieczna jest analiza jego składników.

GĘSTO ZALUDNIONA WYSPA. Powierzchnia wyspy Cejlon, na której leży Sri Lanka, to 65 610 km kw. Jest ona o połowę mniejsza od Grecji, a zamieszkuje ją 21,7 mln ludzi oraz ok. 6 tys. słoni.

WSPÓLNE TERYTORIUM. Sri Lanka to dom dla 10% populacji słoni indyjskich. Lankijskie słonie zajmują zarazem jedynie 2% ogółu obszaru zamieszkanego w Azji przez te zwierzęta – nigdzie na kontynencie azjatyckim gęstość występowania populacji słoni nie jest tak duża. Ponad 21 mln ludzi i blisko 6 tys. słoni oznacza również, że oba gatunki muszą dzielić się terytorium. To współistnienie nie zawsze jest łatwe.

W 2019 r. badacz Prithiviraj Fernando i jego współpracownicy opublikowali pierwszą mapę rozmieszczenia słoni w Sri Lance w poświęconym ochronie przyrody czasopiśmie naukowym wydawanym przez Cambridge University Press. W tym celu podzielili mapę kraju na 2750 części. Każda z nich obejmuje 25 km kw., co jest najmniejszym szacowanym obszarem życia dla jednego lankijskiego słonia. Naukowcy opierali się na rozmowach z mieszkańcami i lokalizacji obroży GPS słoni, aby śledzić ich aktywność. Badanie wykazało, że zwierzęta te zajmują 59,9% terytorium wyspy, a ludzie żyją na 69% obszaru ich występowania. Jednocześnie ludzie i słonie dzielą wspólną przestrzeń na 44% powierzchni Sri Lanki (to ok. 2,8 mln ha, gdzie mieszka ponad 10 mln ludzi).

KURCZĄCY SIĘ OBSZAR WYSTĘPOWANIA. W latach 50. XX w., po odzyskaniu niepodległości przez Sri Lankę, na wyspie mieszkało 8 mln ludzi. W latach 80. populacja ta prawie się podwoiła – wynosiła już 15 mln. Dziś w Sri Lance mieszka 21,7 mln ludzi. Wraz ze wzrostem populacji ludzkiej obszar występowania słoni wyraźnie się zmniejszył. W 2011 r. Departament Dzikiej Przyrody Sri Lanki przeprowadził spis słoni, wg wyników którego na wyspie żyło ich wtedy 5879, w tym zaledwie 122 dorosłe samce słoni z kłami. Spis został przeprowadzony metodą znaną jako „liczenie wodopojów”. W ciągu trzech dni ok. 4 tys. uczestników badania, w tym pracownicy służb ochrony dzikiej przyrody, rolnicy i mieszkańcy wiosek, odwiedziło 1,5 tys. miejsc położonych w pobliżu źródeł wody i pastwisk, aby policzyć słonie, które przyszły się napić chłodnej wody.

WIELKIE, DŁUGOWIECZNE ŻARŁOKI. Chociaż słoń indyjski (Elephas maximus) jest mniejszy od słonia afrykańskiego, który może ważyć nawet 6 t, to i tak należy do największych zwierząt lądowych – waga słonia indyjskiego dochodzi do 5 t. Słonie są wielkimi roślinożercami – odżywiają się trawą, korzeniami roślin i owocami. Potrzebują ogromnych ilości pokarmu i mogą spędzać od 16 do 18 godz. dziennie na jedzeniu. Jeden słoń zjada tyle, co 70 osób. Podczas gdy ludzie potrzebują średnio od 1,5 do 2 kg pożywienia dziennie, dorosły słoń może spożyć średnio ok. 100 kg pokarmu w ciągu jednego dnia. Oznacza to, że bez względu na miejsce pobytu słonie zawsze muszą znaleźć tak dużą ilość jedzenia. Ponadto słonie indyjskie żyją prawie tak długo jak człowiek – do 70 lat, i łatwo adaptują się do nowych warunków. Dlatego gdy zaczyna się ​​konflikt, jest on długotrwały.

MATRYLINEARNE SPOŁECZEŃSTWA SŁONI. Słonie indyjskie żyją w matrylinearnej strukturze społecznej – grupę tworzą spokrewnione samice: babcia, córki i mieszkające razem rodzeństwo oraz samotne, dorosłe samce. Niszczenie plonów to z reguły dzieło pojedynczych dzikich samców słoni (w języku syngaleskim taki słoń to thani aliya). Wynika to z różnych czynników, np. dzielenia siedlisk zwierząt, niedoboru pożywienia lub pojawiającej się u słoni irytacji związanej z działalnością człowieka. W związku z tym jeden sposób na rozwiązanie konfliktu rzadko się sprawdza w przypadku wszystkich słoni.

ROLNICTWO. Sri Lanka znana jest jako „spichlerz Wschodu” – wg Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) jedna trzecia populacji Sri Lanki (33,7%) pracuje w rolnictwie, a blisko połowa gruntów (41,8%) jest przeznaczona pod uprawy. Współistnienie słoni i ludzi na wyspie sięga daleko wstecz. Niektórym społecznościom rolniczym udało się osiedlić w tej części kraju, gdzie występują mniejsze opady deszczu, dzięki pomysłowej technice gromadzenia wody, znanej jako „system zbiorników kaskadowych”. To sieć małych zbiorników wodnych połączonych z kanałami i dużymi zbiornikami, która od III w. p.n.e. pozwalała ludziom żyć i uprawiać ziemię na suchych obszarach Sri Lanki. System zbiorników kaskadowych umożliwia recykling i ponowne wykorzystanie wody, a tym samym tworzy lepsze warunki życiowe, które przyciągają słonie, i zmienia ich siedliska.

RYWALIZACJA O MIEJSCE DO ŻYCIA. Tradycyjne wioski, znane jako „wioski zbiorników”, przez lata nauczyły się dzielić swoje terytoria ze słoniami. Obecnie ekspansja drobnych gospodarstw rolnych, nieplanowane projekty zagospodarowania dzikich terenów i coraz większa liczba ludzi przenoszących się na obszary występowania słoni zmusiły mieszkańców i zwierzęta do konkurowania o miejsce do życia. Według wyników niedawnych badań w ciągu ostatnich 50 lat słonie w Sri Lance straciły ok. 16% naturalnych terenów występowania.

PRZESZŁOŚĆ

Słonie zajmują bardzo ważne miejsce w historii i kulturze Sri Lanki. Udomowione, osobniki były tradycyjnie wykorzystywane podczas uroczystości religijnych, prac rolniczych, wojen i handlu. Na początku XIX w. władze Wielkiej Brytanii, które rządziły wyspą w latach 1815–1948, wprowadziły polowanie na słonie jako sport dla wyższych klas społeczeństwa. W okresie kolonialnym powstały również parki narodowe.

Od czasu uzyskania niepodległości przez Sri Lankę w 1948 r. dylemat rządu polegał na tym, jak połączyć rozwój kraju i ochronę dzikiej przyrody „z kwestią ludzi przenoszących się na terytorium słoni, aby tam żyć i uprawiać ziemię, bardzo często w ramach nieplanowanego zagospodarowania terenów”, jak wyjaśnia CanagaRetna.

Niektóre strategie nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Przenoszenie sprawiających problemy słoni z ich naturalnych siedlisk do ogrodzonych wybiegów okazało się nieskuteczne. Rozdawane mieszkańcom wiosek flary i petardy również nie odstraszały zwierząt. Część badań wykazała, że słonie często wracają do miejsc, z których zostały przeniesione. Ponadto przyzwyczajają się do różnego rodzaju straszaków – nie uciekają już, gdy po raz kolejny zobaczą flarę lub usłyszą petardę.

Sąsiad pani Neelammy pokazuje flarę, którą dostał od władz rządowych. Opowiada, że ​​niedawno podczas snu usłyszał poruszającego się w pobliżu słonia. Odpalił racę, aby odstraszyć zwierzę. Departament Dzikiej Przyrody Sri Lanki co roku dostarcza osobom mieszkającym w strefach konfliktu tysiące rac i petard przeciwko słoniom. Tylko w 2017 r. przekazano aż 734 tys. flar.

„Jeżeli rzucisz kamieniem w słonia, nie zrobisz mu krzywdy, ale na początku możesz go tym przestraszyć. Tak samo jest z petardami, flarami… Kiedy zaskoczysz go czymś nowym, do czego nie jest przyzwyczajony, słoń ucieknie, czyli nowy środek zadziała. Po chwili jednak słoń zda sobie sprawę, że ten nowy wynalazek to żaden problem, że to tylko światło lub dźwięk, i jeśli poczuje głód, to i tak przyjdzie coś zjeść. Słonie to zwierzęta, które bardzo łatwo się przystosowują” – mówi dr Prithiviraj Fernando, ekspert ds. zachowań słoni i dyrektor Centrum Badań i Ochrony Dzikiej Przyrody.

„Spośród 13 azjatyckich krajów zamieszkanych przez słonie Sri Lanka jest dość wyjątkowa, ponieważ 70% słoni żyje tutaj między ludźmi” – kontynuuje dr Fernando w swoim ogrodzie w Tissamaharama na południu Sri Lanki. Badaniom tych zwierząt poświęcił ponad 25 lat.

„Od ponad 70 lat ochrona słoni, a także próby rozwiązania konfliktu między ludźmi a słoniami w tym kraju koncentrują się na próbie umieszczenia wszystkich słoni na obszarach chronionych, a nie na zarządzaniu nimi tam, gdzie żyją – dodaje nasz rozmówca. – I to się oczywiście kompletnie nie powiodło”.

Czas pokazał, że przenoszenie słoni z miejsca na miejsce nie tylko nie rozwiązało problemu, lecz także zwiększyło agresywność zwierząt.

Translokacja gatunkowa jest powszechną praktyką ochrony przyrody. Polega na zamierzonym przemieszczeniu populacji zwierząt lub roślin z jednego siedliska do drugiego, aby zwiększyć szansę na przetrwanie lub odbudowę danego gatunku. Jej zastosowanie w zarządzaniu konfliktem jest jednak kwestionowane przez naukowców, co zostało wyjaśnione w artykule „Problem-Elephant Translocation: Translocating the Problem and the Elephant?”. Jego autorzy argumentują, że przyczyną stosowania translokacji jest zazwyczaj „presja publiczna i polityczna”.

W 2012 r. dr Prithiviraj Fernando i jego współpracownicy wykorzystali obroże GPS do monitorowania 16 translokacji słoni opisanych jako „problematyczne” przez Departament Ochrony Dzikiej Przyrody Sri Lanki z powodu wcześniejszych incydentów między tymi zwierzętami a mieszkańcami wiosek. Słonie chwytano poza obszarami chronionymi i wypuszczano w parkach narodowych. Badanie wykazało, że 11 z 16 przeniesionych słoni próbowało wrócić do swych wcześniejszych siedlisk w ciągu zaledwie 10 dni od przeniesienia. Dwa z nich zostały zabite na terenie parków, a 14 opuściło ich granice. Ponadto przeniesienie zwierzęcia ważącego tyle, ile pięć samochodów osobowych, również wiąże się z ryzykiem, zwiększa śmiertelność słoni i wzbudza w nich agresję.

POSZUKIWANIE ROZWIĄZANIA KONFLIKTU

Jeżeli więc ludzie i słonie muszą dzielić to samo terytorium, to jak można zorganizować ich wspólne funkcjonowanie? Część naukowców, rolników i zainteresowanych tym tematem stowarzyszeń od lat stara się znaleźć odpowiedź, dzięki której uda się obniżyć temperaturę konfliktu za pomocą „modelu współistnienia człowieka i słonia”.

OGRODZENIA ELEKTRYCZNE
– JAK DOTĄD NAJSKUTECZNIEJSZE ROZWIĄZANIE

„Skoro po 70 latach nieustannych prób umieszczania słoni w parkach 70% tych zwierząt przebywa poza obszarami chronionymi, to coś w tym systemie nie działa” – zwraca uwagę dr Prithiviraj Fernando, który spędził dwie ostatnie dekady, pracując nad innym rozwiązaniem: dlaczego do ochrony ludzi i upraw nie wykorzystać płotów, zamiast grodzić terytoria słoni?

Strategia dra Fernanda oraz Centrum Badań i Ochrony Dzikiej Przyrody polega na zastosowaniu dwóch rodzajów ogrodzeń elektrycznych w dwóch głównych sytuacjach konfliktowych. Pierwszy rodzaj to „elektryczne ogrodzenie wiejskie” do ochrony ludzi, a drugi to „sezonowe elektryczne ogrodzenie pól ryżowych” do ochrony upraw.

Dr Prithiviraj Fernando opisuje zalety działania ogrodzeń elektrycznych. „Porażenie prądem jest odczuciem na tyle nienaturalnym, że słonie nie przyzwyczajają się do niego tak łatwo. Co więcej, ponieważ ogrodzenia rozstawiane są wokół wiosek i pól ryżowych, słonie nie kojarzą ich z mieszkającymi tam ludźmi, nie powinny zatem być wobec nich agresywne. Dlatego ogrodzenia elektryczne nie eskalują konfliktu, a są jego rozwiązaniem” – podkreśla ekspert.

Według doktora stawianie ogrodzeń elektrycznych wymaga zastosowania strategii, która zależy od trzech elementów: lokalizacji, specyfikacji i konserwacji.

LOKALIZACJA

„W Sri Lance jest wiele ogrodzeń, ale postawionych w niewłaściwych miejscach. Ma to zresztą historyczne uzasadnienie, ponieważ w przeszłości głównym sposobem załagodzenia konfliktu między człowiekiem a słoniem było umieszczenie wszystkich tych zwierząt na obszarach chronionych. Z czasem ludzie się zorientowali, że przewożenie słoni z miejsca na miejsce i umieszczanie ich w obszarach chronionych nie przynoszą oczekiwanych rezultatów. Zwierzęta opuszczają nowe miejsca pobytu i wracają na stare śmieci. W związku z tym ogrodzenia elektryczne stawia się ostatnio na granicach obszarów chronionych. Tylko jaki to ma sens, skoro poza granicami tych terenów również są siedliska słoni? W rezultacie mamy ogrodzenia elektryczne, a słonie stoją po obu ich stronach” – tłumaczy cierpliwie dr Prithiviraj Fernando.

SPECYFIKACJA

Pół godziny jazdy samochodem od domu dra Fernanda, obok rzadko uczęszczanej drogi w pobliżu Parku Narodowego Yala, niektóre domy są chronione „elektrycznymi ogrodzeniami wiejskimi”. 66-letni Sirisena, rolnik ubrany w kolorowy sarong, wyjaśnia, że ​​ogrodzenia działają od godziny szóstej po południu do szóstej rano, „ponieważ słonie zwykle przychodzą w nocy”. Sirisena uśmiechając się, dodaje, że odkąd postawiono płoty, wypadków z udziałem zwierząt jest znacznie mniej.

Ogrodzenia działają pod napięciem ok. 6–8 tys. V. „Płynie w nich prąd elektryczny o bardzo niskim natężeniu, które wynosi od 4 do 5 mA – wyjaśnia 37-letni Bandara, który współpracuje przy konserwacji ogrodzeń z Centrum Badań i Ochrony Dzikiej Przyrody. – Gdy słoń dotyka ogrodzenia, odczuwa lekkie porażenie prądem, ale ze względu na niskie natężenie nie doznaje obrażeń” – uspokaja.

KONSERWACJA

To najważniejszy element strategii. Centrum Badań i Ochrony Dzikiej Przyrody współpracowało w tej kwestii ze społecznościami, z sekretariatami okręgowymi i tzw. grama niladhari (urzędnikami wiejskimi) na południu i północnym zachodzie wyspy.

„W Perakum, wiejskiej okolicy, gdzie mieszka ok. 80 rodzin (mniej więcej 400 osób), konserwacja ogrodzenia to zadanie, które dotyczy całej wioski” – zapewnia 32-letni Ruwan, lokalny urzędnik. Wyjaśnia, że ​​każdy wieśniak płaci 50 rupii (0,25 euro) miesięcznie za utrzymanie płotów, a raz w miesiącu wybrana grupa mieszkańców sprawdza, czy są one w dobrym stanie.

Oprócz ustawionych wokół wiosek elektrycznych ogrodzeń do łagodzenia jednej z głównych konsekwencji konfliktu między człowiekiem a słoniem – strat ekonomicznych – są wykorzystywane również tymczasowe ogrodzenia pól ryżowych.

Kilka dni temu Premadasa, miejscowy rolnik uprawiający ryż, spał w chatce na drzewie, skąd każdej nocy obserwował swoje pola, kiedy obudził go hałas tłuczonych butelek. Na tym obszarze, w pobliżu Parku Narodowego Yala, mieszkańcy wioski wieszają na drutach wokół domów i pól uprawnych puste metalowe puszki lub szklane butelki, aby wiedzieć, kiedy zbliża się słoń. Tym razem wszystko wydarzyło się w mgnieniu oka – gdy rolnik się obudził i podniósł z podłogi swojej chatki, samiec słonia pochłaniał spory kawał zielonej trawy wprost z pola ryżowego. Po ryżowym bankiecie ważącego 4 t zwierzęcia pozostała tylko pokaźnych rozmiarów dziura w trawie.

Chaty na drzewach od dawna służyły do monitorowania upraw w Sri Lance. W dzisiejszych czasach tak starą praktykę, jak wspólna ochrona plonów za pomocą obserwacji pól uprawnych z konarów drzew, mieszkańcy łączą z nowoczesnymi sposobami ostrzegania się przed słoniami. Premadasa pokazuje tymczasowe ogrodzenia elektryczne pól ryżowych, których używa, obserwując jednocześnie wydarzenia z chatki zbudowanej na drzewie. Ogrodzenia są podłączone do paneli słonecznych i działają tylko w trakcie sezonu uprawowego. W ten sposób mieszkańcy zapobiegają niszczeniu plonów przez słonie. Po żniwach płot jest rozbierany, a resztki ryżu zostawia się zwierzętom. Dzięki temu słonie i ludzie mogą pokojowo współistnieć i nikt nikogo nie krzywdzi.

„Żaden środek nie jest w 100% skuteczny i nie wszystkie z nich działają wszędzie tak samo – podsumowuje dr Fernando. – Uważam, że pokojowe współżycie jest całkiem możliwe, aby jednak znaleźć rozwiązanie, należy badać możliwości współistnienia”. Doktor wyjaśnia, że istnieją dwa zasadnicze czynniki. „Po pierwsze, trzeba przekonać ludzi, że stanowią istotną część rozwiązania. Po drugie, bardzo ważna jest konserwacja urządzeń. Ogrodzenia elektryczne muszą być budowane przez mieszkańców wioski i przez nich utrzymywane”.

NOWE ROZWIĄZANIA:
CHWILOWE OŚLEPIENIE SŁONI

Obok domu pani Neelammy w Wilachchiyi w północno-zachodniej Sri Lance w pniach niektórych palm umieszczono kilka plastikowych gadżetów. To zmodyfikowane prysznice, które zostały założone przez Towarzystwo Ochrony Dzikiej Przyrody (WNPS) po tym, jak słoń wybił okno w domu pani Neelammy.

 

„Testujemy system odstraszania słoni przy użyciu migoczącego światła LED do chwilowego oślepiania i dezorientacji zwierząt” – wyjaśnia CanagaRetna. Mówi, że mieszkańcy wioski pomogli zbudować ten system za pomocą plastikowych głowic prysznicowych, żarówek LED i baterii.

„Jak to działa? Wyobraź sobie, że śpisz i nagle ktoś świeci ci w oczy latarką, tyle że mocniejszą niż standardowa” – dodaje Jehan.

System odstraszania słoni światłem to wynalazek Podkomisji Współistnienia Człowieka i Słonia przy Towarzystwie Ochrony Dzikiej Przyrody oraz pułkownika Sudatha Udayaseny, oficera lankijskiej armii. To właśnie on wpadł na pomysł, aby wykorzystać naturalną cechę budowy zmysłu wzroku słoni i odstraszać je bez konieczności wyrządzenia krzywdy zwierzętom.

Podobnie jak w przypadku innych ssaków lądowych, u słoni występuje zaburzenie rytmu widzenia ​​– ich sposób widzenia zmienia się wraz z porą dnia. Oczy słoni są najbardziej wrażliwe na słabe światło nocne, dzięki czemu widzą w ciemności lepiej niż ludzie. Kiedy więc migające światło LED oświetla oczy słonia, przez chwilę jest on ślepy i zdezorientowany, a wtedy ucieka.

Pani Neelamma przyznaje, że słonie nie zbliżały się do jej domu, gdy urządzenia działały. Teraz nie działają, ponieważ wyczerpały się baterie.

10 lat temu słoń zaatakował i zabił sąsiada Chaandani Damyathi. Teraz gdy zapada zmrok, 37-letnia Damyathi nie wychodzi z domu. „Mój mąż pracuje poza domem, a ja się boję” – przyznaje, trzymając na rękach córeczkę. Ich pokój zdobią zdjęcia ślubne i kolorowy kalendarz. Kobieta wyjaśnia, że ​​trzy miesiące temu „słoń przeszedł przez dżunglę, przedarł się przez gałęzie drzew i podszedł pod dom”.

Damyathi i jej rodzina mają niewielki kawałek ziemi, na którym uprawiają ryż i dynie. Tutaj Towarzystwo Ochrony Dzikiej Przyrody również prowadzi testy systemu odstraszania światłem, który został zamontowany dwa lata temu. Tyle że teraz system nie działa. Damyathi mówi, że zniszczyły go małpy.

„Na tym obszarze konflikt między człowiekiem a słoniem jest spory. Dawniej te tereny należały do słoni, a ludzie przybyli tutaj 13–15 lat temu” – wyjaśnia Jehan CanagaRetna. Damyathi zgadza się, że przed laty skala problemu była mniejsza. „Słonie się pojawiły, gdy ludzie zaczęli uprawiać tutaj ziemię. Przychodzą, ponieważ mogą tu łatwiej zdobyć pożywienie”.

Dom rodzinny Damyathi znajduje się przy drodze, obok której stoi pomalowany na żółto znak z rysunkiem dużego i małego słonia. Napis na znaku ostrzega przed niebezpieczeństwem. Teraz kilka krów blokuje drogę. Po chwili pojawia się na niej żółw. W lipcu 2020 r. w mediach społecznościowych opublikowano film przedstawiający słonia na środku autostrady na południu wyspy.

System odstraszania światłem został tutaj zbudowany w 2019 r. i początkowo liczył 2,5 km. Otaczał pole ryżowe należące do 18 rodzin, z których każda uprawiała ok. 2–3 km kw. Po kilku miesiącach Towarzystwo Ochrony Dzikiej Przyrody stwierdziło jednak, że ​​mieszkańcy nie dbali o baterie zasilające system. W 2020 r. organizacja rozpoczęła bezpośrednią współpracę z rolnikami na trzech obszarach: Galgamuwa, Wilachchiya i Pokunutanne. I wtedy wybuchła pandemia COVID-19.

„To pięcioletni program pilotażowy. Jeżeli zadziała, wdrożymy go na większą skalę” – tłumaczy CanagaRetna. Niedawno odwiedził gospodarstwo w Ahatuwewie, w regionie Galgamuwa, w prowincji północno-zachodniej, gdzie system odstraszania słoni światłem został rozmieszczony wokół plantacji rolniczych na obszarze 1 km kw. „Tutaj rolnik czuwa, aby system działał każdego dnia, a to właśnie ludzie są największą przeszkodą, jaką napotykamy” – dodaje CanagaRetna.

ALTERNATYWNE SPOSOBY UPRAWY ROLI

Gdy w 2016 r. dr Shermin de Silva, założycielka organizacji charytatywnej Trunks & Leaves Inc. zajmującej się ochroną słoni, ustawiła kilka fotopułapek na drodze w pobliżu Parku Narodowego Udawalawe, nie spodziewała się, że dowie się o „tak dużej aktywności tych zwierząt”.

Park Narodowy Udawalawe został założony w 1972 r., aby chronić dzikie słonie, które zostały wyparte ze swoich naturalnych terytoriów w wyniku budowy zbiornika wodnego. Po wybudowaniu tamy teren został wyraźnie przekształcony. Pierwotny krajobraz lasów liściastych ustąpił miejsca uprawom i osadom, zaostrzył się więc konflikt między słoniami a ludźmi.

Dr Shermin de Silva, z wykształcenia ekolożka behawioralna, od 2006 r. prowadzi projekt badawczy o nazwie „Udawalawe Elephant Research”. To długoterminowe badanie procesów demograficznych i zachowań społecznych słoni indyjskich. De Silva rozpoczynała obserwacje, używając kamer wideo w ramach projektu Coexistence, który obejmuje badania i inicjatywy społecznościowe mające na celu znalezienie sposobów pokojowego współistnienia słoni i ludzi.

„Fotopułapki są wrażliwe na ruch na określonej wysokości nad ziemią, więc robią zdjęcia, gdy przechodzi coś dużego, np. ludzie lub słonie” – wyjaśnia dr de Silva. Mówi, że na początku jednym z celów było obserwowanie słoni na obszarze, na którym planowano ustawić ogrodzenia elektryczne. Gdy już działały, pojawiło się kolejne zadanie: zbadać konflikt między człowiekiem a słoniem w tym właśnie miejscu. Obecnie dr de Silva korzysta z 36 kamer.

Badaczka podziela pogląd innych naukowców, że ​​jedynym możliwym rozwiązaniem konfliktu jest „współistnienie”. W swojej pracy szuka sposobów, dzięki którym ludzie i słonie mogliby nadal dzielić wspólną przestrzeń, „spełniając jednocześnie wymogi bezpieczeństwa po obu stronach”. „Współistnienie oznacza bezpieczeństwo ekonomiczne i fizyczne” – wyjaśnia badaczka.

Trawa na polach ryżowych przyciąga słonie, dlatego dr de Silva bada teraz, czy alternatywne metody uprawy roli na niektórych obszarach mogą być sposobem na zminimalizowanie konfliktu.

Na początku 2020 r. organizacja Trunks & Leaves oraz firma zajmująca się eksportem przypraw i olejków rozpoczęły próby opracowania kadzidełka, którego zapach odstraszałby słonie. Gdyby to rozwiązanie zadziałało, mieszkańcy terenów wiejskich czuliby się bezpieczniej, a ponadto mogliby dodatkowo zarobić. Niestety, próby opracowania kadzidełka zostały przerwane. „Wszystko z powodu pandemii COVID-19. Musieliśmy również odroczyć próby korzystania z upraw alternatywnych ryżu. Miejmy nadzieję, że wznowimy je w styczniu 2021 r.” – dodaje dr de Silva, która ma zamiar współpracować z mieszkańcami wioski, aby znaleźć dla nich inne możliwości utrzymania.

„Ten sam motyw powtarza się cały czas: jest siedlisko słoni i są uprawy ryżu, tuż obok siebie. Jeżeli umieszczasz taką pokusę w samym środku siedliska słoni, to czego można oczekiwać od zwierząt? – pyta badaczka. – Nawet polityka rządu dotycząca rozwoju systemu nawadniającego uprawy zachęca czasami do tak nielogicznych rozwiązań” – dodaje de Silva.

„Szukając nowych metod, nie możemy zapomnieć o ludziach – kontynuuje dr de Silva. – Najmocniej w tym konflikcie cierpi właśnie najbiedniejsza część społeczeństwa – rolnicy, którzy nie mają nic poza ziemią, uprawami i plonami do sprzedania” – podkreśla de Silva. Według wyników badań organizacji Trunks & Leaves niektóre rodziny w rejonie Udawalawe ledwo wiążą koniec z końcem – żyją za 200 tys. rupii lankijskich (ok. 915 euro) rocznie.

„Ludzie szczególnie narażeni na kaprysy losu dodatkowo najmocniej cierpią ze względu na szkody wyrządzane przez słonie – dodaje de Silva. – Istnieje więc rozbieżność między tymi, którzy chcą chronić słonie ze względów środowiskowych, akademickich lub ochrony gatunkowej (to w większości mieszkańcy miast i osoby wykształcone), a tymi, którzy muszą żyć w pobliżu siedlisk słoni” – podsumowuje dr de Silva.

To ludzie tacy jak pani Neelamma, Damyathi i jej rodzina, pan Sirisena, Ruwan oraz ich społeczności, a także wielu innych mieszkańców Sri Lanki.

Tekst, zdjęcia i wywiady wideo: Lola García-Ajofrín
Zdjęcia słoni: Marcin Suder
Zdjęcie martwych słoni: Kanchana Kumara Ariyadasa
Nagranie z drona: Sisira Sampath
Fotopułapka: Shermin de Silva
Produkcja: Lola García-Ajofrín, Marcin Suder, Piotr Kliks
Design: Tina Xu
Web development: Piotr Kliks
Tłumaczenie: Grzegorz Kurek
Korekta: Słowne Babki
© 2021 Outriders