Loading

Gorani

Jakub Górnicki, Agnieszka Wanat
Rozpocznij

Pierwsze dni maja każdego roku to dla mieszkańców kilkunastu wiosek w Kosowie ważny czas.

Zarówno w ciągu dnia, jak i w nocy odbywają się tu tradycyjne uroczystości i spotkania.

Ich ważną częścią jest m.in. wspólny taniec – oro, znany też w innych bałkańskich kulturach. Nie jest skomplikowany – w rytm muzyki poruszają się wszyscy po obwodzie koła.

Spotkania odbywają się przy głównych drogach, przez co gwar rozmów
i dźwięki instrumentów mieszają się z klaksonami samochodów.

Starsi w kawiarniach przypatrują się, jak młodzi się bawią. Wielu z nich wróciło w te rejony specjalnie na te dni.

Jednym z takich miejsc jest Kruszewo. Na ulicy trwa zabawa, a w oddali widać ogień.

Płomień musi dotrwać do rana.

Dogasanie

Ogniem opiekują się dzieci i nastolatkowie. Wśród nich są Erolin, Dzafer i Sadrik.

Zabawa trwa w najlepsze. Gdy tylko płomień przygasa, dorzucane są do niego drewna. Kiedy robi się nudno – do ognia trafiają opony.

Wtedy ogień wybucha, a kłęby czarnego dymu, ku uciesze dzieciaków, stają się gigantyczne.

– Dlaczego tu siedzicie?
– Zawsze tak robimy – odpowiada Elvin.
– Mało kto już pamięta ten zwyczaj.

Słowiańscy muzułmanie” – tak czasem określa się Gorani.

Są muzułmanami, ale część ich zwyczajów i kultury wywodzi się z tradycji pogańskiej.

To mniejszość etniczna, która ma również swój własny dialekt – gorański.

W trójkącie

Gorani zamieszkują wsie na terytorium dzisiejszego Kosowa, Albanii oraz Macedonii. Najwięcej osób żyje w kosowskich górach Szar – nieco ponad 10 tys. Przed II wojną światową było ich ponad 50 tys.

W Kosowie żyją w 18 wsiach, w Albanii – w 10, a w Macedonii – w czterech.
Od miasteczka Draga
sz w Kosowie, prowadzą dwie drogi – jedna do Brod, druga do Restelicë, dwóch największych miejscowości w regionie.

Część wsi jest jednak opuszczona. Mało kto widzi tu dla siebie przyszłość i emigruje. Pustych domów pilnują starsi.

– Przyjeżdżamy coraz rzadziej, ale chcemy pokazać dzieciom, skąd pochodzimy – mówi Sead. – Mamy tu dom, ale na co dzień mieszkamy w Serbii.

Pomiędzy

Tymczasem we wsi Lubivshtë trwa kolejne spotkanie. Ludzi jest tyle, że blokują główną drogę. Przybyli parkują na poboczu i idą tańczyć.

Środkiem przechadzają się kobiety. Pokonują 100 m w jedną stronę i zawracają. I tak przez godzinę.

Mężczyźni stoją dookoła i początkowo tylko się przyglądają.

Jeśli „wybiorą” partnerkę, udają się na bok i rozmawiają. Kiedyś w ten sposób inicjowano małżeństwa. Dziś to tylko zwyczaj i sposób zawierania znajomości.

W tych dniach wiele kobiet, zarówno starszych jak i młodszych, decyduje się na założenie tradycyjnych strojów.

Fragmenty

Tradycyjne stroje Gorani nie są tylko wspomnieniem z muzeum, ale ważną częścią tożsamości.

Mężczyźni przeważnie nie zakładają ich na co dzień, tylko na ważne uroczystości. W większych miastach jak Brod i Restelice – częściej się to zdarza.

Dla starszych kobiet to codzienność. Dziewczęta i młode kobiety również je zakładają, ale okazyjnie.

Tradycyjnie kostiumy były zbliżone wyglądem do części strojów albańskich czy macedońskich. Jednak są wśród nich zauważalne różnice.

W rejonie Gora można rozpoznać trzy różne sposoby zdobienia – od skromniejszych po bardziej „błyszczące”.

Producentów jest niewielu. Niektórzy mają swoje zakłady i sklepy, w których sami szyją. Raz w tygodniu rozstawiają się także na targu w Dragasz.

Szyją też po domach na specjalnych maszynach. Cena stroju męskiego to ok. 200-250 euro, kobiecego – ponad 300 euro.

Z damskiego ubioru dowiemy się czasem, z jakiej miejscowości kobieta pochodzi albo czy jest zamężna. Jeśli tak, zdobienia będą czerwone i żółte. Jeśli nie – białe.

Na zawsze

Według tradycji wesele Gorani trwa trzy dni.

Odmienna rolę pełnią w nim rodziny pana młodego

i panny młodej.

Pierwszego dnia rodzina przyszłego męża przynosi prezenty do domu panny młodej i tam zostaje podjęta obiadem.

Następnego dnia panna młoda zakłada tradycyjny strój. Jest to najhuczniejsza część obchodów. Pan młody jedzie na białym koniu. Panna podąża za nim i czasem zakrywa się białą parasolką.

Rodzina panny młodej zostaje w swoim domu i nie bierze już udziału w ceremonii.

Ulicami podąża cały orszak, gra muzyka. Gdy dotrą do nowego domu, panna młoda siada w kącie, a kobiety przychodzą ją obejrzeć.

W mniejszych wsiach wszyscy są zapraszani na uroczystości. Zjeżdżają też okoliczni mieszkańcy.

Trzeciego dnia panna młoda dostaje prezenty od teściowej, a rodzina męża obmywa jej twarz.

Ze względu na wysokie koszty oraz skomplikowanie uroczystości coraz trudniej zobaczyć tradycyjne wesele w pełni.

Razem

Zanikanie Gorani, globalizację, ale i próbę kultywacji tradycji, najlepiej obrazuje „vlashka”.

Odbywa się również na początku maja. Na polanie położonej między miejscowościami
Dragasz i Kruszewo kilkaset osób bawi się, tańczy i śpiewa.

Można zjeść watę cukrową, podnosić ciężary. Można też posłuchać tradycyjnej muzyki.

Nie czuć tu, że Gorani od lat są też uwikłani w różne polityczne konflikty, choć nie z własnej inicjatywy.

Serbowie chcą zdenerwować Albańczyków i wspierają Gorani. Kosowscy Albańczycy z kolei chcą się zrewanżować i ograniczają na przykład edukację w języku gorańskim.

– Nikt nas nie chce, ale wszyscy potrzebują. Mam na myśli politykę – mówi Nuhirja, lokalny działacz.

Polityka schodzi jednak na drugi plan w te dni. Mężczyźni coraz głośniej grają, a tłum jest coraz bardziej roztańczony. Po całym dniu kontynuują zabawę w swoich domostwach.

Po tym wszystkim część wsi opustoszeje i poczeka na kolejny rok.

Pytanie, jak długo jeszcze?

Autorzy: Jakub Górnicki, Agnieszka Wanat

Opracowanie graficzne: Arkadiusz Sołdon

Wdrożenie: Piotr Kliks

 

 

 

Ty też może nas wesprzeć