Loading

Rzemieślnik
z miasta pianin
i fortepianów

poznaj jego historię
Kamila Krasowska
Marek Berkowski
Kamila Radka
Łukasz Jaskóła
Ewa Wojtysiak

I Pod okiem wizjonera

Bogdan Pawlak był jednym z 43 uczniów, którzy na początku lat 70. rozpoczęli naukę w pierwszej klasie kaliskiego Technikum Budowy Fortepianów i jednym z 21, którzy pięć lat później ukończyli szkołę.

 

Kaliskie technikum było wtedy wśród trzech szkół w Europie, w których uczono budowy fortepianów, ale jedyną na poziomie szkoły średniej. Dwie pozostałe kształciły na poziomie zawodowym – jedna w Niemczech, druga w Anglii. Szkołę budowy fortepianów w powojennym Kaliszu założył Gustaw Arnold Fibiger, żeby służyła jako zaplecze kadrowe dla fabryki fortepianów i pianin, którą pod koniec XIX w. otworzył jego dziadek, Arnold Fibiger.

 

Fibigerowie byli wizjonerami z wielką klasą, ale też ludźmi praktycznymi. Jeszcze przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości potrafili wykorzystać, że Kalisz leżał tuż przy granicy zaborów do tego, aby rozwijać biznes. Fabryka pod rządami Gustawa Arnolda Fibigera, nawet w czasie II wojny światowej, dawała ludziom pracę, produkując np. skrzynie na amunicję czy drewniane chodaki.

W powojennej Polsce funkcjonowały dwie fabryki pianin i fortepianów: jedna – w Kaliszu, druga na ziemiach odzyskanych – w Legnicy. Zaraz po wojnie obie zostały upaństwowione i zmieniły nazwę. Kaliska stała się wtedy Fabryką Fortepianów i Pianin Calisia”.

W Kaliszu mieszkali fachowcy zajmujący się budową instrumentów, ale w mieście nie było materiałów do budowy fortepianów. –- W Kaliszu, w trakcie działań wojennych, fabryka służyła różnym celom, ale nie konstruowano w niej fortepianów. Materiały były wykorzystywane w innych celach – obronnych, zbrojeniowych – opowiada Bogdan Pawlak.

 

W Legnicy natomiast materiały były, ale nikt nie znał się na budowie instrumentów. Przedwojenny właściciel legnickiej fabryki, Eduard Seiler, oraz niemalże wszyscy pracownicy fabryki w pośpiechu opuszczali miasto, które w 1945 r. zostało włączone do Polski. Legnicę stopniowo zasiedlała ludność z ziem wschodnich, wśród której próżno było szukać rzemieślników, znających się na budowaniu instrumentów. Żeby utrzymać produkcję Legnic, bo taką nazwę przyjęły pianina produkowane przez byłą fabrykę Seilera, próbowano ściągać fachowców z Kalisza, aby uzupełnili braki kadrowe.

 

 

Tylko nieliczni rzemieślnicy chcieli dobrowolnie opuścić dobrze sobie znany Kalisz i w Legnicy zaczynać życie od nowa. – Jak tylko można było ruszyć, to nasi ludzie jechali do Legnicy i przywozili stamtąd elementy do budowy instrumentów. Te najstarsze, wyprodukowane zaraz po wojnie, miały sygnaturę Calisii”, ale ich obudowa to był Seiler. Dopiero w 1950 r. postanowiono to zmienić i jakiś porządek zaprowadzić. Wtedy podjęto decyzję: zaczynamy numerować od jedynki i tworzymy »Calisię«”.

 

Po II wojnie światowej ówczesne władze zainteresowały się działaniami kaliskiej fabryki fortepianów i jej właściciela, Gustawa Fibigera. – Najpierw fabryka została upaństwowiona, a Fibiger z właściciela stał się jej dyrektorem, by w końcu zostać tylko naczelnym konstruktorem produkowanych w niej instrumentów.

 

II Szkoła rzemieślników

Mimo że ówczesne władze odebrały mu fabrykę, a potem – z roku na rok – coraz bardziej degradowały, Gustaw Fibiger nie przestał myśleć o przyszłości Calisii” i rzemiosła w nowej, powojennej rzeczywistości. Na początku lat 50. zrodziła się w nim idea utworzenia Technikum Budowy Fortepianów, którego został założycielem i pierwszym dyrektorem.

 

Szkoła wykorzystywała cały posiadany w tamtym czasie potencjał i zasoby, żeby kształcić specjalistów w swoim fachu. Nauka pod dyrekcją Gustwa Fibigera nie była łatwa. Uczniowie nie tylko musieli opanować kwestie techniczne i merytoryczne, ale także grę na instrumencie. Świadectwo ukończenia otrzymywali tylko najwytrwalsi.

– Ta garstka, która kończyła szkołę, to oni naprawdę chcieli. To byli ludzie, którzy się tym interesowali i chcieli to robić. Z całej Polski przyjeżdżali – konkluduje Bogdan Pawlak.

 

Współcześnie Technikum Budowy Fortepianów kształci podobnie jak za czasów Gustawa Fibigera. Obecnie także trafiają tu pasjonaci, często po szkole muzycznej lub kształcący się jednocześnie na obu fakultetach [technicznym i muzycznym]. Program nauczania w technikum jest zaplanowany tak, żeby odpowiadał na potrzeby lokalnego i europejskiego rynku pracy. Oprócz języka angielskiego jest także niemiecki jako język zawodowy. Podobnie jak za czasów Fibigera uczniowie muszą po polsku i po niemiecku znać słownictwo związane z rzemiosłem. Absolwenci nie mają problemów ze znalezieniem pracy. Kolejne roczniki w znacznej mierze wchłania lokalny rynek pracy, gdzie wciąż funkcjonują pracownie oraz firmy produkujące i naprawiające pianina i fortepiany. Część absolwentów znajduje zatrudnienie w pracowniach w Niemczech i Austrii.

 

Bogdan całe swoje życie związał z kaliskimi fortepianami, choć jego rodzice widzieli dla niego przyszłość w fachu rzemieślnika – miał zostać inżynierem budownictwa. Po szkole podstawowej posłali go do dwuletniej szkoły zasadniczej, po której miał zdawać egzaminy do technikum budowlanego. Ale chłopak miał dobry słuch, grał w zespole muzycznym z kolegami, a jego kuzyn uczył się w Technikum Budowy Fortepianów. W dodatku technikum to różniło się od wszystkich innych szkół w Kaliszu w tamtym czasie – program nauczania był niezwykle różnorodny i zawierał wiele przedmiotów muzycznych i artystycznych, nauczyciele wspierali oddolne inicjatywy swoich wychowanków, a uczniowie jeździli na krajowe i zagraniczne praktyki zawodowe. Bogdan chciał się w tej szkole uczyć. Tym bardziej, że była ona zintegrowana z fabryką fortepianów, w której absolwenci mogli dostać pracę.

 

 

W tajemnicy złożył więc podanie do Technikum Budowy Fortepianów i zdał egzaminy z umuzykalnienia. Rodzice dowiedzieli się o zmianie planów swojego syna dopiero przy okazji pierwszej wywiadówki.

 

Gdy w latach 70. Bogdan zaczynał naukę w Technikum Budowy Fortepianów, w szkole uczyli jeszcze przedwojenni inżynierowie, a to oznaczało wielką klasę i ogromną wiedzę.

 

 

Nienaganna postawa nauczycieli oraz ich ogromna wiedza i zaangażowanie stały się znakiem rozpoznawczym rzemieślników wykształconych w szkole Fibigera.

 

Sam Gustaw Fibiger był nie tylko wizjonerem i świetnym pedagogiem, ale także człowiekiem z wielką pasją. Dzięki niemu uczniowie kaliskiego Technikum Budowy Fortepianów mieli unikalną jak na tamte czasy szansę zetknięcia się z technicznymi rozwiązaniami, stosowanymi w najlepszych fabrykach fortepianów i pianin w Europie.

 

 

– Któregoś dnia drzwi się otwierają – wspomina Bogdan Pawlak – wchodzi Fibiger na projektowanie i mówi: Chcę wam przedstawić dyrektora technicznego Steinwaya, doktora Dreshera”. A my normalnie… Dla nas w Technikum Budowy Fortepianów firma Steinway, to było coś! Jezu, żeby chociaż gdzieś dotknąć nowego Steinwaya, zobaczyć jego mechanikę na żywo. I kiedy pojawił się dr Dresher, ja myślałem, że Pana Boga za nogi złapałem. A on usiadł, Guciu, zaczął tłumaczyć i się okazało, że to normalny facet, uśmiechnięty, pogodny – opowiada Bogdan.

 

Oprócz rzemiosła Gustaw uczył w szkole jeszcze jednej rzeczy, która potem okazała się nie mniej ważna niż twarde umiejętności i wiedza. – Guciu wpoił nam, że mamy się szanować, że mamy sobie pomagać. I to naprawdę funkcjonowało. Gustaw praktycznie każdego z nas uformował – dodaje Bogdan.

 

 

Duch Gustawa Arnolda Fibigera w Technikum Budowy Fortepianów nawet obecnie jest żywy. Wciąż uczniów i nauczycieli łączy szczególna więź oparta na wiedzy i wzajemnym szacunku. Nazwisko założyciela technikum pojawiło się także w nazwie współczesnego, szkolnego zespołu muzycznego – Tajna Banda Fibigera.

III Calisia

Bogdan Pawlak zdał maturę w 1977 r. Nie od razu rozpoczął pracę przy fortepianach, bo po technikum poszedł na na studia. Wybrał nowy kierunek – historię sztuki ze specjalizacją konserwacja i restauracja instrumentów muzycznych, który zamknięto z powodu małego zainteresowania [na roku było tylko dwóch studentów], a Bogdana przeniesiono na historię sztuki, z której wkrótce zrezygnował. Wrócił do Kalisza i w 1978 r. trafił do Calisii”.

 

Niedługo potem otrzymał pobór do wojska i został skierowany do jednostki w Katowicach. Tam poznał muzyków zespołu Dżem. Ponieważ sam grał na gitarze basowej, zdarzyło mu się na zastępstwo” występować kilkakrotnie z Dżemem. Bogdan potem przez wiele lat jeździł z zespołem w trasy, zapewniając instrumentom serwis techniczny. Z tej współpracy narodziła się też wielka przyjaźń, która stała się fundamentem późniejszej aktywności Bogdana.

 

Po odbyciu służby wojskowej Pawlak wrócił do pracy w Calisii”. Na początku lat 80. znaczną część produkcji fabryka sprzedawała za granicę, a kaliskie fortepiany i pianina trafiały do odbiorców m.in. z Niemiec, Finlandii, Holandii, Włoch, Francji. Dzięki wypracowanej renomie, spuściźnie Gustawa Arnolda Fibigera i licznym zamówieniom Calisia” wciąż dawała pracę całym rodzinom, zatrudniając wtedy ok. 370 pracowników produkcji i ok. 80 pracowników administracyjno-technicznych z Kalisza i okolic.

 

Mimo że fabryka podlegała Ministerstwu Kultury i Sztuki (a nie – jak pozostałe zakłady produkcyjne – Ministerstwu Przemysłu), jego władze nie rozumiały specyfiki funkcjonowania takiego przedsiębiorstwa. Fabryka, podobnie jak inne zakłady w tamtym czasie, poddawana była wnikliwym i absurdalnym z perspektywy przemysłu muzycznego kontrolom, zmuszającym np. do ograniczania zapasów drewna. Zmniejszenie ich nie sprzyjało z kolei planowaniu oraz blokowało produkcję i realizację zamówień.

 

Po wprowadzeniu stanu wojennego warunki pracy w Calisii” stały się jeszcze trudniejsze. – Fabryka nie miała szansy na dalszą pracę, ponieważ nikt nam już nie chciał pomóc – wspomina Bogdan.

 

Z pracy stopniowo odchodzili kolejni pracownicy. Części z nich udało się założyć własne, pierwsze w Polsce, zakłady renowacji fortepianów i pianin. Inni wykorzystali swoje umiejętności w pokrewnych branżach (np. w meblarstwie). Jeszcze inni przekwalifikowali się, porzucając wyuczone rzemiosło na zawsze.

 

– Pamiętam jak starzy pracownicy działu fortepianów płakali, gdy zamykali ten dział. Bo został na pietruchę [całkowicie] zamknięty i już nie było nic. Wiedzieliśmy, że już go nie odtworzymy – wspomina Bogdan.

 

IV Daleko od domu

Bogdan odszedł z Calisii” w 1985 r., ale – tak, jak inni pracownicy fabryki i absolwenci kaliskiego Technikum Budowy Fortepianów – odchodził wyposażony w bezcenny kapitał – w wiedzę i doświadczenie.

 

– Dzięki wymaganiom i przygotowaniu w technikum, które nam ta stara gwardia dała, nie baliśmy się tego instrumentu od gwoździa do ostatniego wkręta – mówi.

 

 

W tamtych czasach nikt nie świadczył usług remontowania pianin i fortepianów. W ciągu kilku pierwszych lat po odejściu z fabryki Bogdan i inni byli pracownicy zaczęli wypełniać tę niszę, naprawiając instrumenty usługowo – najpierw w ramach spółdzielni Ton, potem w jednym z pierwszych w Polsce zakładów – firmie SAP, stworzonej wspólnie przez grupę byłych pracowników Calisii”.

 

Trudne czasy transformacji spowodowały, że w 1990 r. Bogdan zdecydował się na emigrację, zostawiając w Kaliszu żonę i dwoje małych dzieci. Na początek trafił do Austrii, a potem do firmy w Niemczech.

 

V Rzemieślnik na swoim

Tęsknota za rodziną wzięła jednak górę i po pięciu latach, w 1995 r., Bogdan wrócił na stałe do Kalisza i otworzył w swoim domu na obrzeżach miasta zakład naprawy pianin i fortepianów. Zaczął zatrudniać kolegów z Calisii” i nawiązywać współpracę z ówczesnymi pracownikami fabryki, którzy w jego warsztacie dorabiali do pensji. Na rynku pracy pojawiali się także młodzi absolwenci Technikum Budowy Fortepianów, którzy w warsztacie Bogdana odbywali praktyki, a potem znajdowali pracę. W szczytowym okresie firma Bogdana zatrudniała 30 pracowników.

 

Choć Fabryka Fortepianów i Pianin Calisia” w latach 90. i w pierwszej dekadzie XXI w. funkcjonowała w szczątkowej formie, to dzięki licznie powstałym zakładom, założonym przez Bogdana i jego kolegów, Kalisz nadal był zagłębiem przemysłu fortepianowego. W tamtym czasie w mieście i jego okolicach było zarejestrowanych prawie 40 firm, które zajmowały się naprawą instrumentów i wykonywały swoje usługi dla zleceniodawców z całego świata. W Kaliszu pojawiły się też większe, zagraniczne firmy, które ściągały do siebie pracowników obecnych na lokalnym rynku pracy.

 

VI Festiwal

W 2005 r. tragicznie zmarł Paweł Berger, przyjaciel Bogdana z czasów wojska oraz współzałożyciel i klawiszowiec grupy Dżem. Jego nagła śmierć stała się impulsem, żeby stworzyć coś, co upamiętni muzyka – mówi Bogdan.

 

– Poczułem taką konieczność, że muszę coś zrobić – wspomina Pawlak.

 

Powstał pomysł muzycznego wydarzenia, w którego organizację Bogdan zaangażował się wraz z grupą przyjaciół, przy wsparciu rodziny zmarłego przyjaciela. Pierwsza edycja Festiwalu Muzycznego im. Pawła Bergera odbyła się w Kaliszu w 2007 r. Jego założeniem był konkurs dla młodych klawiszowców i zespołów z sekcją klawiszową. Bogdanowi chodziło o coś więcej niż tylko prezentację umiejętności muzycznych, dlatego zespoły przyjeżdżały na eliminacje i brały udział w warsztatach z muzykami Dżemu. Zwycięzca pierwszego festiwalu otrzymał pianino, które dla Pawła Bergera miał naprawiać Bogdan, a które rodzina zmarłego zgodziła się przekazać jako nagrodę. Bogdan uczestniczył w organizacji tego festiwalu do 2015 r.

 

Rok później powstał kolejny pomysł – cykl wydarzeń pod nazwą „Muzyczny Kalisz – wczoraj, dziś i jutro – 2016”, który miał być hołdem dla fortepianowego dziedzictwa miasta, żeby „oddać cześć tym pracownikom, o których się nigdy nic nie mówi, a oni całe życie poświęcili temu przemysłowi”. Przemysłowi, który przez lata określał tożsamość Kalisza i jego mieszkańców, a także przez dziesiątki lat dawał im pracę.

– Było pospolite ruszenie, nikt za to grosza nie wziął z naszej branży. W Muzeum Okręgowym Ziemi Kaliskiej zrobiliśmy wystawę kaliskiego przemysłu muzycznego, gdzie wszystkie narzędzia – wiertła, dłuta, heble historyczne – ludzie przynieśli. I tym zainaugurowaliśmy cykl wydarzeń. Zaczęły pojawiać się nowe pomysły i zrobiliśmy w sumie cykl imprez przez cały rok – mówi Bogdan o początkach inicjatywy.

Przez cały 2016 r. Pawlak wraz z grupą przyjaciół-rzemieślników zorganizował kilkanaście wydarzeń muzycznych, edukacyjnych i artystycznych oraz spotkań i wykładów, które były impulsem do przypominania i mówienia o muzycznym dziedzictwie Kalisza. Finałem Muzycznego Kalisza był koncert na 21 fortepianów, który odbył się w grudniu 2016 r.

 

VII Instrument w niezłym stanie

W 2015 r. Bogdan rozwiązał prowadzoną przez siebie firmę ze względu na stan zdrowia. Jego żona wyliczyła, że w jego pracowni, prowadzonej przez 30 lat firmy Akord Piano, pojawiło się 3 740 instrumentów.

W warsztacie nadal stoi kilkanaście pianin i innych instrumentów klawiszowych, które Bogdan remontuje w wolnym czasie.

– To jest choroba zawodowa. Jak się to kocha, to się kocha do śmierci – mówi Pawlak.

 

Bogdan Pawlak dopiero niedawno kupił sobie swoją pierwszą Calisię. Instrument pochodzi z lat 70. XX w.

– Cieszę się na tę Calisię, bo nigdy swojej nie miałem. Tę kupiłem za 100 zł. Stała na dworze i wszystko poodłaziło, ale ja to poskładałem w całość, żeby mniej więcej formę zachować. Tu się jeszcze wstawki zrobi, zeszlifuje i polakieruje od nowa – mówi. – To przecież jest instrument w niezłym stanie.

 

VIII Upadek

Fabryka Fortepianów i Pianin Calisia” upadła w 2007 r. W 2015 r. prawa własności do budynku nabyła Firma Budowlana Marek Antczak. W byłej fabryce powstaje luksusowy hotel, część kompleksu zajmą biura i lokale handlowo-usługowe. W nowej przestrzeni zostanie stworzona także izba pamięci”, poświęcona dziedzictwu Fibigerów i Calisii”. Jej wyposażenie wykonawca prac konsultował także m.in. z Bogdanem.

 

Jedna z absolwentek szkoły w Kaliszu, która pracuje w wyuczonym zawodzie:

 

Prawa do marki w 2009 r. nabyła polsko-chińska firma. Instrumenty z logo Calisii” produkowane są poza Polską.

 

IX Dziedzictwo

W mieście dziedzictwo Fibigera i Calisii” jest niemal niewidoczne – budynek fabryki stał się obiektem komercyjnym, w programie kulturalnym miasta próżno szukać nawiązań do spuścizny Fibigerów i fabryki Calisia”, a dziedzictwo niematerialne (marka) została sprzedana. W Kaliszu pozostała szkoła, liczne zakłady renowacji i produkcji instrumentów, ulotna duma kaliszan z miasta pianin i fortepianów” oraz grób rodziny Fibigerów.

Autorzy:

Marek Berkowski
Łukasz Jaskóła
Kama Krasowska
Kamila Radka
Ewa Wojtysiak

 

Podziękowania dla:
Karoliny Olek i Janusza Matuszewskiego, dyrektora TBF

Reportaż zrealizowany w ramach warsztatów „Multimedialny Kalisz” organizowanych przez Fundację Rozwoju Inicjatyw Kreatywnych.
Projekt dofinansowany ze środków Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich.

IIIIIIIVVVIVIIVIIIIXX
scroll