2 stycznia 2018

Uchodźcy wewnętrzni w Syrii nie widzą nadziei na powrót do domów

Paweł Pieniążek

W obozie Al-Sad trudno poczuć świąteczną atmosferę.

Słońce szybko zachodzi, a temperatura w nocy wynosi tylko kilka stopni na plusie. Obóz znajduje się na pustynnym terenie. Jest oddalony od 200-tysięcznego miasta Hasaka o jakieś 30 kilometrów i 150 kilometrów od linii frontu z ISIS.

– Jestem bardzo tym wszystkim zmęczona. Chciałabym wrócić do domu. Zresztą nie tylko ja, wszyscy tutaj o tym marzymy – mówi Kawsar.

Ma 48 lat. Jest matką dziesięciorga dzieci. Cztery miesiące temu uciekli z rodzinnego Dajr az-Zaur, leżącego we wschodniej Syrii nad rzeką Eufrat.

W walkach o prowincję Dajr az-Zaur i miasto o tej samej nazwie zaangażowane są siły reżimu prezydenta Baszara al-Asada wspierane przez Rosję, Syryjskie Siły Demokratyczne wspierane przez Stany Zjednoczone i ISIS. Walki w prowincji wciąż trwają. Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka z siedzibą w Wielkiej Brytanii poinformowało 1 stycznia, że w rezultacie nalotów (najprawdopodobniej sił koalicji) na bojowników ISIS zginęło przynajmniej dwanaście osób, w tym pięcioro dzieci. Liczba ofiar cywilnych w trakcie walk o prowincję zbliża się do 3 tys.

Gdy rozmawiam z Kawsar, szybko zbiera się wokół nas tłum.

– Siedem lat temu zapomnieliśmy o tym, jak świętować – mówi mieszkanka obozu.

Ma na myśli początek wojny domowej w Syrii, która rozpoczęła się w 2011 r. W jej rezultacie zginęło ponad 400 tys. osób. Natomiast ponad połowa ludności, czyli 11 mln, musiała opuścić swoje domy.

– Modlimy się o to, by w 2018 roku wojna się skończyła i pokój zawitał w naszym kraju – mówi Kawsar.

Zgromadzony tłum jej przytakuje. O końcu wojny marzą tu wszyscy. Kawsar czeka na moment, kiedy w Syrii będzie na tyle bezpiecznie, aby jej dwóch synów mogło wrócić z Niemiec do domu. Nie sądzi jednak, że tak się stanie w najbliższej przyszłości.

Kawsar około godziny 17 lokalnego czasu mówi, że powoli ona i jej rodzina idą spać. Rozmawiamy w okolicy prowizorycznego bazaru, który powstał w obozie, gdzie według służby bezpieczeństwa mieszkają 3243 rodziny, czyli przebywają 18134 osoby.

Na bazarze można kupić owoce, podstawowe produkty spożywcze, a także zjeść robione na miejscu kebaby i falafele. Nie wszystkich jednak na nie stać. Mieszkańcy narzekają, że w obozie trudno o pracę. Są zdani na jedzenie otrzymywane od władz obozu i wspierających go organizacji pozarządowych.

Husajn Sulejman ma 29 lat i pochodzi z miejscowości Tabija położonej w okolicy Dajr az-Zaur. Ma żonę i dwójkę dzieci. Do czasu wojny był policjantem, potem został pielęgniarzem.

– Czym mamy świętować? Jedzeniem w puszkach? – pyta retorycznie Sulejman. – Świętować będziemy mogli dopiero, gdy odzyskamy nasz kraj – dodaje.

Większość otrzymywanego jedzenia to konserwy takie jak mortadela z kurczaka.

Sulejman skarży się, że ani Syryjskie Siły Demokratyczne, ani państwa zagraniczne nie chcą pokonać reżimu prezydenta Al-Asada, który według niego jest głównym problemem toczącej się wojny.

– Gdy Amerykanie chcieli obalić Saddama Husajna w Iraku, zrobili to w miesiąc. Dlaczego więc Asad rządzi już siedem lat? Przecież jego reżim wcale nie jest silniejszy – wyrzuca z siebie kolejne pytania.

Domaga się odpowiedzi, ale od nikogo ich nie otrzymuje.

Mężczyzna zdaje sobie sprawę, że szybko nie wróci do domu. Z tego powodu obawia się o przyszłość swoich dzieci, bo w obozie nie ma szkoły.

– Mój syn ma siedem lat. Boję się, że nigdy nie będzie potrafił napisać swojego imienia – mówi Sulejman.

Dlatego sam uczy dziecko pisać i czytać po arabsku.

Życie w obozie zamarło chwilę po zmroku. O godzinie 21 było ciemno i pusto. Mieszkańcy ukryli się przed chłodem w namiotach. Chcieliby, aby nowy rok przyniósł im pokój, ale mało kto wierzy, że ten wkrótce nastanie w Syrii.

Depesze to tradycyjna forma reporterska, której wartość rozwijamy technologicznie. Każdy artykuł, poza samą treścią, zawiera również dodatkowe informacje kontekstowe. To specjalne adnotacje tworzone przez reporterów, które pozwolą szerzej zrozumieć opisywaną sytuację.

Dowiedz się więcej, klikając na żółte podkreślenia

Zapisz się
do newslettera!

Reportaże, analizy i podsumowania w Twojej skrzynce.

Stwórzmy nowy model mediów.
Zbieramy fundusze
na dalszą działalność.

Wzmocnij nas