Białoruś 2016: Niebezpieczny balans

Małgorzata Nocuń

Analitycy i dziennikarze zajmujący się zawodowo Białorusią narzekają na marazm. Mówią, że rozpoczynając pracę nad kolejną analizą mogliby sięgać do starych tekstów i używać klawiszy „kopiuj” i „wklej”. Wszystko bowiem już było. Były „wzmożone prześladowania opozycji”; były następujące po nich „fale odwilży”; było „przykręcanie śruby” i „otwieranie się na Zachód”. Polityka Białorusi to przewidywalna sinusoida, trudno dziwić się znużeniu.

Skąd ten białoruski marazm? Ostatnie dwadzieścia siedem lat białoruskiej polityki zdominował jeden człowiek – prezydent Aleksander Łukaszenka. Łukaszenka zbudował wyjątkowo sprawny aparat represji, zniszczył opozycję i zaspokoił socjalne oczekiwania obywateli. Nawet jego zagorzali przeciwnicy podkreślają, że w poczet zasług Aleksandra Grigoriewicza należy zaliczyć zbudowanie współczesnego białoruskiego społeczeństwa, społeczeństwa, którego przedstawiciele mówią, że nie są Rosjanami, tylko są Białorusinami. Posiadają swoją odrębną kulturę i tożsamość narodową. W takim państwie jak Białoruś ciężko o ferment. Kiedy kilka lat temu pracowałam (wraz z Andrzejem Brzezieckim) nad biografią Łukaszenki, jego byli współpracownicy i młodzi działacze opozycji podkreślali: „to sprytny gracz”. Przeszło ćwierć wieku gra białoruskiego przywódcy (nazywana polityką balansu) polegała na maksymalnym wykorzystaniu Rosji (tanie kredyty, dostawy surowców energetycznych na preferencyjnych warunkach). Ale kiedy w stosunkach z Moskwą następował kryzys, Łukaszenka stroił się w piórka „polityka otwierającego się na Zachód”. Czynił to oczywiście instrumentalnie, nie dotrzymywał także słowa danego Brukseli.

W 2016 roku Białoruś nikogo nie zaskoczyła, analitycy znów powiedzieliby: marazm. Kraj przeżywał i przeżywa obecnie fazę „ocieplenia relacji z Zachodem”. Ocieplenie nie jest spowodowane pragnieniem liberalizacji reżimu, przeprowadzenia reform, jest podszyte lękiem. Łukaszenka jest świadom, że prezydent Rosji Władimir Putin coraz bardziej „przykłada się” do projektów integracyjnych na terytorium poradzieckim (najważniejszym z nich jest budowa Unii Euroazjatyckiej, która ma stanowić konkurencję do Unii Europejskiej – tylko, że do Unii Europejskiej wstępuje się z własnej woli, do Unii Euroazjatyckiej już niekoniecznie ). Białoruski prezydent widzi także, co spotyka niepokornych: rosyjska aneksja Krymu, wojna na Donbasie – Rosja pokazała, że nie zawaha się użyć siły poza granicami swojego kraju. Ważny jest także kontekst międzynarodowy: wielu przedstawicieli zachodnioeuropejskich elit spogląda na Władimira Putina z zachwytem. Nie tylko na Węgrzech, ale także we Włoszech i Francji można usłyszeć, że to silny i charyzmatyczny lider. Tak, to brzmi absurdalnie, ale wielu wykształconym Europejczykom Putin się podoba.

Przez ostatnie dwadzieścia siedem lat Moskwa mogła doprowadzić do zmiany na stanowisku prezydenta Białorusi – nie widziano jednak takiej potrzeby. Potrzeba może zaistnieć, kiedy Aleksander Grigoriewicz nie zechce w pełni podporządkować się Moskwie, albo zapragnie za bardzo zbliżyć się do Zachodu. Balansując zawsze można się wywrócić. Na uwagę i refleksję zasługuje także fakt, że wszystkich krajów poradzieckich, to właśnie na Białorusi Polska przejawia największą aktywność. Złośliwi mówią, że porzuciliśmy zaangażowanie w Kijowie na rzecz Mińska. I coś w tym jest. Przy czym w tym zaangażowaniu bliżej nam do Łukaszenki, niż do opozycji. W ostatnim roku doszło do szeregu wizyt ważnych przedstawicieli naszego kraju na Białorusi (w Mińsku byli: wicepremier, minister spraw zagranicznych, marszałek senatu – ten ostatni nazwał nawet Łukaszenkę „takim ciepłym człowiekiem”).

Białorusią i analitykami zajmującymi się tym krajem może niedługo przestać rządzić znużenie. Coraz wyraźniej widać, że Łukaszenka nie będzie mógł balansować, że będzie musiał wybrać. A ten wybór może pociągnąć za sobą daleko idące konsekwencje.

Małgorzata Nocuń jest dziennikarką „Tygodnika Powszechnego”, zastępczynią redaktora naczelnego „Nowej Europy Wschodniej”. Współautorka (wraz z Andrzejem Brzezieckim) takich książek jak: Białoruś. Kartofle i dżinsy; Ograbiony naród. Rozmowy z intelektualistami białoruskimi; Łukaszenka. Niedoszły car Rosji; Armenia. Karawany śmierci.

Depesze to tradycyjna forma reporterska, której wartość rozwijamy technologicznie. Każdy artykuł, poza samą treścią, zawiera również dodatkowe informacje kontekstowe. To specjalne adnotacje tworzone przez reporterów, które pozwolą szerzej zrozumieć opisywaną sytuację.

Dowiedz się więcej, klikając na żółte podkreślenia

Zapisz się
do newslettera!

Reportaże, analizy i podsumowania w Twojej skrzynce.

Stwórzmy nowy model mediów.
Zbieramy fundusze
na dalszą działalność.

Wzmocnij nas