pl   -   en

„Znajdź sposób, aby oprzeć się manipulacji”

Plus: Twitter, Facebook i Google podpisują Kodeks Postępowania w Dezinformacji Komisji Europejskiej oraz dochodzenie BBC (sekcja Afryka) w sprawie czterech morderstw.


Artykuł autorstwa Laury Hazard Owen został opublikowany w serwisie Nieman Lab.


Co wiemy o rosyjskiej ingerencji w wybory w 2016 r.: media społecznościowe. „The New York Times” opublikował duży interaktywny artykuł o wszystkim, co wiemy do tej pory na temat ingerencji Rosjan w wybory prezydenckie w USA w 2016 r. Jest spora sekcja na temat tego, co zrobili oni w mediach społecznościowych, która służy jako przydatne podsumowanie:

Kiedy Facebook po raz pierwszy przyznał się w zeszłym roku, że doszło do rosyjskiego włamania na jego platformę, wydawało się, że było to włamanie na niewielką skalę. Kwota 100 tys. dol. wydana na reklamy stanowiła banalną sumę w porównaniu z dziesiątkami milionów wydanych na Facebooku na kampanie Trumpa i Clinton.

Szybko jednak stało się jasne, że Rosjanie użyli innego modelu do swojej wpływowej kampanii: wysyłania podburzających wiadomości i polegania na ich darmowym, wirusowym rozprzestrzenianiu się. Nawet jak na zawrotne standardy mediów społecznościowych zasięg ich działań był imponujący: 2700 fałszywych kont na Facebooku, 80 tys. postów (wiele z nich to wyszukane obrazy z chwytliwymi hasłami), a docelowo 126 mln Amerykanów tylko na Facebooku. To niewiele mniej niż 137 mln ludzi, którzy głosowaliby w wyborach prezydenckich w 2016 r.

A Facebook był największą z sił napędzających rosyjskie wiadomości. Na Instagramie była namiastka, bo 170 rosyjskich kont, które opublikowały posty 120 tys. razy i dotarły do mniej więcej 20 mln ludzi. Twitter poinformował, że w ciągu 10 tygodni przed wyborami ok. 3814 kont Internetowej Agencji Badawczej wchodziło w interakcje z 1,4 mln osób – i że kolejne 50 258 zautomatyzowanych kont botów, które firma oceniła jako powiązane z Rosją, zawierało tweety na temat wyborów. Trolle stworzyły co najmniej dwa podcasty, opublikowały filmy w serwisie Vine, blogowały na Tumblrze, szukały darowizn za pośrednictwem PayPala, a nawet wykorzystały szał Pokémon Go.

„Jasne systemy oznaczania i zasady dla botów”. Między innymi Twitter, Facebook i Google podpisały Kodeks Postępowania w Dezinformacji Komisji Europejskiej. Kodeks nie jest prawnie wiążący (choć jako taki należy go przyjąć), ale jest kilka ciekawych rzeczy, które firmy deklarują, że zrobią:

Komisja Europejska badająca kodeks zauważyła, że ważne będzie, aby realnie ocenić, czy firmy są w stanie zrobić to, co mówią, że zamierzają zrobić. „Podczas gdy bardzo trudno będzie ocenić ogólny rozwój dezinformacji online, można by opracować przypadek testowy dotyczący wyborów europejskich. Opierając się na pracy niezależnych badaczy i naukowców, przeprowadzono by miarową ocenę sytuacji”.

To nie wystarcza, jak pisze Natasha Lomas dla TechCrunch: „Jeśli miernikiem rozwoju na wspomnianym polu ma być zgoda platform internetowych, aby nie przeszkadzać w prowadzonych w dobrej wierze badaniach, trudno nie dojść do wniosku, że miernik ten jest ustawiony niepokojąco nisko”.

W czwartek i piątek w Parlamencie Europejskim odbywa się również „sprawdzanie faktów w UE”, wydarzenie w Brukseli, które można śledzić na Twitterze tutaj.

„Możemy z całą pewnością powiedzieć, że zabójstwa miały tutaj miejsce”. BBC (sekcja Afryka) badała morderstwo dwóch kobiet i dwojga dzieci, dokładnie analizując nagrania wideo, aby ustalić czas i miejsce morderstw oraz tożsamość zabójców – kameruńskich żołnierzy. (Kameruńscy urzędnicy rządowi wcześniej odrzucili wideo jako „fałszywe informacje”).

Z artykułu Daniela Funke w serwisie Poynter dowiesz się więcej o tym, jak BBC to zrobiła. Rząd Kamerunu nie odpowiedział na dochodzenie BBC, jak poinformował Mbom Sixtus w wypowiedzi dla Quartz.

 

Ilustracja Yellow Press (1910) L.M. Glackensa została udostępniona za pośrednictwem „The Public Domain Review”.

Zamknij