pl   -   en

Zamieszanie wokół Manbidżu

Turcja grozi atakami na kolejne miasta kontrolowane przez kurdyjskie bojówki. Po zajęciu Afrinu prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoǧan ponownie zapowiedział, że to nie koniec ofensywy w północnej Syrii. Pierwszym celem ma być Manbidż. Wymienił też inne miasta kontrolowane przez Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF), takie jak: Ajn al-Arab (Kobanê), Tall Abjad, Ras al-Ajn i Al-Hasaka.

To nie pierwsza tego typu groźba. Ta jednak zbiegła się w czasie z deklaracją prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa. Zgodnie z jego słowami „już wkrótce” amerykańskie wojska zostaną wycofane z Syrii. Na razie jednak przewodniczący Rady Wojskowej Manbidżu Mohammed Abu Adil zapewnia, że relacje z koalicją międzynarodową się nie zmieniły.
– Naszą linię frontu z FSA i Turcją ciągle patrolują siły koalicji – twierdzi Abu Adil. – Po deklaracjach ze strony Turcji [ws. ataku na Manbidż] liczba sił koalicyjnych wzrosła.

Przerwa w walce z ISIS

Około 2000 członków amerykańskich sił specjalnych i personelu znajduje się w północnej Syrii. To głównie Amerykanie tworzą międzynarodową koalicję walczącą z ISIS. W jej skład wchodzi ponad 60 państw, ale tylko kilka bierze aktywny udział w walce. Przede wszystkim zapewniają one wsparcie z powietrza. To kluczowa broń, która doprowadziła do tego, że samozwańczy kalifat utracił 95% kontrolowanych terenów. Obecnie ISIS zajmuje nieznaczne terytoria we wschodniej Syrii.

W ostatnich tygodniach dżihadyści są rzadko niepokojeni przez koalicję. Między 23 a 29 marca siły koalicji dokonały 11 pojedynczych ataków wymierzonych w ISIS: 7 na terytorium Syrii i 4 – w Iraku. Dla porównania w trakcie walk o Rakkę, stolicę tzw. kalifatu, w drugiej połowie 2017 r. tylko z powietrza na miasto spadało kilkadziesiąt bomb dziennie. Z kolei w ciągu trzech ostatnich lat na pozycje ISIS zrzucono ich ponad 28 tys.

Wstrzymanie operacji w Syrii spowodowała turecka „Gałązka oliwna”. Operacja wymierzona w Kurdów trwała ok. dwóch miesięcy. Ze względu na trudną sytuację SDF przerzuciły większość jednostek ze wschodniej Syrii do Afrinu, wstrzymując operację naziemną przeciwko ISIS.

Zaskakująca deklaracja

29 marca w trakcie spotkania w Ohio Trump stwierdził, że Stany Zjednoczone są o krok od pokonania ISIS, a tym samym wkrótce opuszczą Syrię.
– Niech inni ludzie się tym teraz zajmą. Już wkrótce wychodzimy – powiedział prezydent Stanów Zjednoczonych.

30 marca „Wall Street Journal” ustalił, że Biały Dom zamroził ponad 200 mln dol. znajdujących się w funduszu na odbudowę Syrii. Środki zostały przyznane w lutym w trakcie posiedzenia koalicji w Kuwejcie. W zeszłym roku Stany Zjednoczone przeznaczyły taką kwotę na rozminowanie terenu oraz przywrócenie wody i prądu w północnej Syrii.

Na celowniku zamachowców

29 marca w Manbidżu doszło do wybuchu bomby pułapki. Zginęło dwóch żołnierzy koalicji: 30-letni brytyjski sierżant Matt Tonroe i 36-letni amerykański starszy sierżant Jonathan J. Dunbar. Amerykanin zmarł następnego dnia w szpitalu na skutek odniesionych ran. Ponadto raniono pięciu członków koalicji.

Ostatnio regularnie dochodzi do ataków i zamachów na przedstawicieli miejscowych władz. 23 marca Shervan Darwish, rzecznik prasowy Rady Wojskowej Manbidżu, został ranny na drodze między Manbidżem a Aleppo. Nie ma wielu informacji na temat tego, co się wydarzyło. Najprawdopodobniej go postrzelono. Obecnie leży w szpitalu. Darwish regularnie brał udział w spotkaniach z przedstawicielami koalicji. Z kolei 14 marca w mieście Tall Abjad, przy granicy z Turcją, Omar Alloush, ważny członek Rady Cywilnej Rakki, został zamordowany w swoim domu.
W przypadku tych trzech ostatnich incydentów nie udało się ustalić sprawców. SDF oskarża o te działania Turcję i wspierane przez nią bojówki. Za zamach na Darwisha odpowiedzialność wzięła brygada Ertuğrul, która uczestniczyła w operacji „Gałązka oliwna”.

Francja zamiast Stanów Zjednoczonych?

Prezydent Francji Emmanuel Macron 29 marca spotkał się z delegacją SDF w Paryżu. Zapowiedział, że Francja wesprze działania na rzecz stabilizacji w północnej Syrii. Według kurdyjskiej delegacji ma to oznaczać wysłanie kolejnych francuskich żołnierzy do Manbidżu. W Pałacu Elizejskim stwierdzono jednak, że żadna nowa operacja nie jest brana pod uwagę. Ewentualnie Francja może zwiększyć swoje zaangażowanie w ramach koalicji. Macron wcześniej wielokrotnie krytykował działania Turcji w Afrinie.

Na reakcję Ankary nie trzeba było długo czekać. Wicepremier Turcji Bekir Bozdağ napisał na Twitterze, że każdy, kto wspiera terrorystów, „stanie się celem Turcji”. Wciąż jednak owoce zamieszania na poziomie międzynarodowym nie przełożyły się na Manbidż.

– Sytuacja na linii frontu jest stabilna. Walki trwają, ale to nic nowego. Siły koalicji są obecne – mówi Abu Adil z Rady Wojskowej Manbidżu. Dodaje, że do tej pory amerykańska armia nie zorganizowała żadnego posiedzenia w sprawie wycofania wojsk. Jeszcze raz podkreśla też, że sytuacja jest stabilna i nic się nie zmieniło we współpracy Rady Wojskowej Manbidżu z zagranicznymi partnerami.

 

Na zdjęciu bojownik Rady Wojskowej Manbidżu na linii frontu.

Zamknij