pl   -   en

Wschodnia Ghuta to „piekło na ziemi”

We wschodniej Ghucie od 18 lutego zginęło ponad 520 osób. To skutek nalotów reżimu na terytorium kontrolowane przez siły antyrządowe. Znajduje się ono 15 kilometrów na zachód od stołecznego Damaszku i jest zamieszkane przez 393 tysiące osób. Syryjskie wojsko prowadzi jego oblężenie od połowy 2013 r. Trwające tam obecnie naloty skutkują jednym z najgorszych kryzysów humanitarnych, podczas trwającej od siedmiu lat wojny w Syrii.

Zdjęcia i filmy ze wschodniej Ghuty zawsze przedstawiają to samo – morze ruin spowite pyłem. Większość z tych materiałów pochodzi z kamer umieszczonych na głowach przedstawicieli „Białych Hełmów”, czyli członków grup ratowniczych. Towarzyszą im odgłosy wybuchów zrzucanych z powietrza bomb beczkowych lub pocisków artyleryjskich. Na jednym z filmów przed ratownikiem pojawia się ściana ognia. Ten się zatrzymuje i po chwili biegnie dalej. Inny słyszy świst spadającej bomby, pada na ziemię. Słychać wybuch, ziemia drży.

Sytuacji we wschodniej Ghucie nie zmieniła rezolucja, przyjęta 24 lutego przez Radę Bezpieczeństwa ONZ. Została ona uchwalona jednogłośnie, czyli również przez Rosję, która dotychczas blokowała jej przyjęcie. Rezolucja wzywa do wprowadzenia natychmiastowego zawieszenia broni w całej Syrii, które ma obowiązywać przez 30 dni. Ma to umożliwić udzielenie pomocy humanitarnej mieszkańcom wschodniej Ghuty oraz Afrinu w północnej Syrii.

Walki trwają

W rezolucji nie jest podany konkretny termin, w którym powinno nastąpić wstrzymanie walk. Pojawia się tylko informacja, że ma być ono „natychmiastowe”. Nie obejmuje ono  grup uznanych za terrorystyczne. Do nich zaliczane są te powiązane z Al-Kaidą, które również znajdują się we wschodniej Ghucie. Nie są to jednak kluczowe opozycyjne grupy. Do najbardziej wpływowych należą: fundamentalistyczna Dżajsz al-Islam (Armia Islamu) i powiązany z Wolną Syryjską Armią, Legion al-Rahman. Z oblężonych terytoriów grupy bojowników prowadziły ostrzały w kierunku rejonów kontrolowanych przez reżim. One też dokonały zamachów bombowych w Damaszku.

Jednak po przyjęciu rezolucji siły reżimu rozpoczęły operację z użyciem wojsk lądowych. Lekarze, działający we wschodniej Ghucie, poinformowali, że znowu użyto broni chemicznej. Tym razem miał być to chlor. W rezultacie zginęło jedno dziecko.

Przed przyjęciem rezolucji ONZ przyznała, że sytuacja na tych terenach „wymyka się spod kontroli”.

Dramatyczna sytuacja humanitarna

Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża alarmuje: personel medyczny we wschodniej Ghucie nie radzi sobie z tak dużą liczbą rannych. Brakuje leków i zaopatrzenia medycznego. Przewodnicząca misji MKCK w Syrii, Marianne Gasser, wzywa, aby grupy ich lekarzy zostały wpuszczone na oblężone terytoria. – Ranni umierają tylko dlatego, że nie mogą otrzymać pomocy na czas – mówi.

Pod koniec listopada UNICEF informował o tym, że sytuacja w oblężonej od połowy 2013 r. wschodniej Ghucie drastycznie się pogarsza. W styczniu 2017 r. badania pokazywały, że 2,1% dzieci jest poważnie niedożywionych. W listopadzie ich liczba wzrosła do niemal 12%. Matki, ze względu na zły stan zdrowia i przebywanie w ciągłym zagrożeniu, mają problemy z karmieniem piersią. Przygotowanie posiłków często przekracza możliwości finansowe rodzin. W sierpniu ceny chleba we wschodniej Ghucie były 24 razy wyższe niż w oddalonym o 15 kilometrów stołecznym Damaszku. W listopadzie chleb był już 85 razy droższy. Butla z gazem kosztowała 300 dolarów, podczas gdy w Damaszku 44.

Piekło będzie trwać

Zgodnie z danymi Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka z siedzibą w Londynie, od 18 lutego we wschodniej Ghucie zginęło przynajmniej 521 osób, w tym 131 dzieci. Tylko 19 lutego zginęło 127 osób. Dzień później – kolejne 133. W niedzielę 25 lutego – 14 osób. Podobne dane przytaczają Lekarze bez Granic: między 18 a 23 lutego pracownicy szpitali i klinik przez nich wspieranych „widzieli ponad 2500 rannych i ponad 520 zabitych”.

W połowie marca rozpocznie się ósmy rok syryjskiej wojny. W jej rezultacie zginęło ponad 400 tysięcy osób, a 11 milionów (połowa populacji Syrii) musiało opuścić swoje domy. Mimo że większość terytoriów udało się wyzwolić spod kontroli ISIS, zakończenie wojny to wciąż odległa perspektywa.

António Guterres, sekretarz generalny ONZ,  określił sytuację we wschodniej Ghucie mianem „piekła na ziemi”. Trudno jednak spodziewać się, by apele i rezolucje zakończyły walki o te terytoria. Siły rządowe nie zamierzają rezygnować z odzyskanej kontroli, a grupy opozycyjne nie chcą z kolei składać broni. Piekło cywilów będzie trwać.

Zamknij