pl   -   en

W morzu fałszywych sygnałów: czy jesteśmy zmuszeni do zmiany postawy z „ufaj, a potem sprawdź” na „sprawdź, a potem ufaj”?

Dziennikarz BuzzFeed, zajmujący się tematem fake newsów, przedstawia niektóre z potencjalnych zagrożeń: „Problem, z którym się borykamy, jest typowo ludzki. Stworzyliśmy coś, co przekracza nasze wartości poznawcze.”


Artykuł autorstwa Craiga Silvermana został opublikowany w serwisie Niemanlab.


Craig Silverman jest zawsze gotowym do pracy dziennikarzem BuzzFeed, który specjalizuje się w badaniu dezinformacji i wszelkiego rodzaju fake newsów. Składał ostatnio zeznania przed Komisją Knighta do spraw Zaufania, Mediów i Demokracji, podczas spotkania w Miami. Komisja zajmuje się badaniem przyczyn i konsekwencji spadku zaufania do instytucji demokratycznych. Skupia się szczególnie na kwestii zaufania do mediów, dziennikarstwa oraz systemów informacji. Za zgodą Silvermana publikujemy spostrzeżenia, jakie przedstawił przed komisją.

Przeczytałem część innych zeznań złożonych przed Komisją Knighta i ucieszyłem się, widząc, jak wielu ludzi mówi o umiejętnościach korzystania z mediów, o niebezpiecznej łatwości, z jaką technologia umożliwia nam tworzenie atrakcyjnych, choć fałszywych materiałów audio i wideo. Wielu wspomina także o tak zwanych zaburzeniach informacji wywołanych przez ogromne zmiany w technologii komunikacyjnej oraz o spadku zaufania społecznego do instytucji i „ludzi takich jak ja”. To są ważne tematy.

Teraz będę opowiadał o tym, jak wyglądają na Facebooku treści dotyczące rdzennych Amerykanów.

Tak, naprawdę taki mam zamiar.

Myślę, że to studium przypadku obejmuje wiele trudnych i istotnych problemów: zaufanie, dezinformacja i funkcjonowanie społeczeństwa cyfrowego, którymi zajmuje się ta komisja.

Na Facebooku można znaleźć bardzo wiele profili, grup i kont użytkowników prowadzonych przez rdzennych Amerykanów, przez Indian. Mają łącznie miliony fanów, członków i znajomych. Publikują artykuły o problemach społeczności, udostępniają zdjęcia i filmy z różnych ważnych wydarzeń, takich jak na przykład protesty w Standing Rock. Są również profile publikujące wyłącznie zdjęcia pięknych indiańskich kobiet i zachęcające fanów do komentowania urody modelek. Czasami profile na Facebooku i powiązane z nimi strony zamieszczają artykuły dotyczące kwestii zdrowotnych, na przykład fibromialgii (choroby reumatycznej). Artykuły z tych profili i stron internetowych, dotyczące aktualnych problemów indiańskich społeczności, są często splagiatowane przez amerykańskich wydawców zajmujących się tematyką Indian.

Niektóre ze wspomnianych stron i witryn – często należących do największych i najbardziej aktywnych miejsc społeczności indiańskich na Facebooku – publikują również wiadomości nieprawdziwe, całkowicie zmyślone albo oparte tylko na chęci zysku z reklam dzięki licznym kliknięciom użytkowników. Ostatnio wiele stron podzieliło się wymyśloną historią Malii Obamy, która została aresztowana, a następnie znaleziono ją martwą. Ta wiadomość pochodziła z witryny zajmującej się publikacją fake newsów.

Jeśli interesujesz się tematami i problemami związanymi z amerykańskimi Indianami, wiele wymienionych przeze mnie stron, witryn, profili na Facebooku powinno Cię zaciekawić. Wzbudzają one zaufanie dzięki dużej liczbie obserwujących czy odpowiedniej nazwie. Prowadzone są często przez profile lub osoby deklarujące, że są rdzennymi Amerykanami. Oszukują, podając adres lub organizację w Stanach Zjednoczonych, z którą są powiązane. Czasami używają oznaczenia przy nazwie grupy, aby wydawało się, że została ona zweryfikowana przez pracowników Facebooka.

Powstaje więc pytanie: Kto prowadzi te strony i grupy?

Odpowiedź brzmi: Młodzi ludzie. W Kosowie, Wietnamie i innych odległych miejscach na świecie.

Pisałem o tym już pod koniec 2016 r., gdy sytuacja w Standing Rock rozgrzała serwisy i grupy społecznościowe poświęcone problemom rdzennych Amerykanów. W tym czasie właściciele serwisów zarabiali krocie, sprzedając T-shirty z motywami, które ukradli od prawdziwych twórców sztuki rdzennych Amerykanów. Poruszałem ten temat ponownie w ubiegłym roku, pisząc o trendach w wiadomościach zagranicznych, o czym za chwilę. Centrum monitoringu informacji Media Matters również zajmowało się tą kwestią. W rezultacie wiele stron internetowych zostało zlikwidowanych. Zdecydowanie więcej jednak pozostało.

Muszę wspomnieć o Sarze Thompson, pewnej kobiecie ze stanu Indiana. W przerwach między wychowywaniem dzieci i pracą na farmie zbiera nazwy fałszywych indiańskich stron, profili i grup w nadziei, że uda się jej nagłośnić te wszystkie przypadki.

Rozmawiałem z nią w ubiegłym tygodniu. Zwróciła mi uwagę na bardzo ważną rzecz: na Facebooku obecne są prawdziwe społeczności rdzennych Amerykanów, ale dla wielu użytkowników kultura Indian to pełne splendoru zdjęcia kobiet w pióropuszach, niepowiązane ze sobą treści, z generujące zyski z reklam internetowych, czy fałszywe wiadomości o Malii Obamie. To “morze” nieprawdziwych Indian zagłusza prawdziwe głosy. Zajmuje przestrzeń, uwagę i dochody rdzennych Amerykanów.

Przyczyną jest kombinacja czynników pojawiających się wielokrotnie w przeróżnych niszach i tematach. Nie tylko na Facebooku. Ci wszyscy wydawcy wiadomości, którzy udają rdzennych Amerykanów, wygrywają, ponieważ są lepsi w tej grze. Sukces nie opiera się już na autentyczności i dokładności. Te cechy w jego osiągnięciu zaczynają przeszkadzać. Uwagę użytkowników potrafią przyciągnąć ci, którzy najlepiej wiedzą, jak wykorzystać systemy, które tę uwagę skupiają.

Według mnie ten przykład świetnie obrazuje aktualną dezinformację panującą w rzeczywistości medialnej i internetowej. Po pierwsze, pokazuje, że dezinformacja on-line dotyczy czegoś więcej niż samej informacji – w skali globalnej obejmuje także ekonomiczne i algorytmiczne bodźce. Pojawiają się również czynniki ludzkie, takie jak poglądy i procesy poznawcze.

To złożony problem i przepraszam wszystkich, że nie posiadam gotowych odpowiedzi. Mam natomiast listę spraw, o których myślę, gdy codziennie pracuję, wykrywając i ujawniając cyfrowe oszustwa i dezinformację pod wieloma postaciami. Przekazuję je na wypadek, gdybyście chcieli wykorzystać moje wnioski w waszej pracy.

  • Nasze zdolności do szukania sensu, oceny i weryfikacji są kwestionowane, a pod pewnymi względami niszczone w nowym ekosystemie informacyjnym. Wszyscy otrzymujemy fałszywe sygnały. To uderza w naszą zdolność do budowania zaufania.
  • Stwarza to również okazję dla złych uczestników gry, którzy rozumieją, jak wykorzystać ten ekosystem. Czy to zagraniczni spamerzy, skupieni na treściach związanych z Indianami, czy dobrze finansowani Rosjanie, czyniący wysiłki na rzecz podzielenia amerykańskiego społeczeństwa… Wszyscy wykorzystują otwartość, wolność słowa i nową rzeczywistość medialną, która – z jednej strony – jest bardziej demokratyczna niż kiedykolwiek wcześniej, ale z drugiej – zdominowana przez rządzone algorytmami potężne platformy internetowe.
  • W rezultacie nasze obecne środowisko medialne jest łatwiejsze do wykorzystania niż kiedykolwiek wcześniej w historii.
  • Musimy pamiętać, że technologia i systemy, które umożliwiły powstanie obecnej rzeczywistości medialnej, są zoptymalizowane pod kątem rejestrowania i nadzorowania działań użytkowników. Mają zatem potencjał, aby stać się największą na świecie instytucją cenzury. Musimy więc uważać, aby próby wykorzenienia dezinformacji nie spowodowały, niejako przy okazji, rozprawienia się z wolnością słowa.
  • Wielu z nas przyzwyczajonych jest, że metki na ubraniach wskazują na odległy kraj produkcji. Podobnie jest obecnie z informacją. Nasz wiek jest wiekiem informacji zagranicznych. Sposób działania platform internetowych powoduje tzw. efekt spłaszczenia – przekazywane treści i uczestnicy wiadomości wyglądają tak samo na linii czasu albo w kanale informacyjnym. Pomyślmy zatem, jak proces globalizacji wpłynął na przemysł wytwórczy i inne branże. Teraz zastanówmy się nad jego wpływem na informację.
  • Sposoby, które wykorzystywaliśmy do określenia autentyczności informacji, w wielu przypadkach okazują się już niewystarczające. Prawie wszystko można sfabrykować. Musimy o tym pamiętać, szukając nowych oznaczeń treści godnych zaufania, ponieważ one również mogą zostać sfabrykowane i użyte w niecnych celach.
  • Jakość tych nowych oznaczeń musi być zatem nienaganna i trudna do podrobienia. Może łączyć się z użyciem metadanych, technologii cyfrowych łańcuchów kontroli (proces śledzenia danych i sprzętu), a nawet technologii łańcucha bloków (służy do przechowywania i przesyłania informacji o transakcjach zawartych w Internecie) wraz z technologią rejestrów rozproszonych, aby śledzić przepływ informacji. Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, ale trzeba powiedzieć, że musimy odpowiednio zachęcić profesjonalistów, którzy będą nad tymi systemami pracować.
  • Technologia nie jest jedyną odpowiedzią. Problem, z którym się borykamy, jest typowo ludzki. Stworzyliśmy coś, co w wielu wypadkach przekracza nasze wartości poznawcze. Musimy rozwinąć naszą zdolność poruszania się w tym skomplikowanym i wprowadzającym w błąd ekosystemie informacji. Na razie nowy sposób radzenia sobie z rzeczywistością przewiduje następujące założenie: ta wiadomość może być fałszywa, to może być oszustwo. Dawniej mówiliśmy: „ufaj, a potem sprawdź”. Uważam jednak, że takie podejście jest obecnie mocno krytykowane, a może nawet ulega samozniszczeniu. Zanika wraz ze spadkiem zaufania do instytucji. Być może wkraczamy więc w erę zasady „sprawdź, a potem ufaj”?
  • Rodzi to poważne pytania dotyczące sposobu, w jaki ewoluujemy jako społeczeństwo demokratyczne w świecie, w którym w teorii istnieje zaufanie, ale nie jest już ono standardem. Co oznacza dla nas zasada „sprawdź, a potem ufaj”?

Mam nadzieję, że te wszystkie pytania uporządkują nasze zasoby i potencjał umysłowy oraz pozwolą zastanowić się i wskazać drogę, którą powinniśmy podążać.

Mam również nadzieję, że – gdy zobaczycie treści związane z rdzennymi Amerykanami na Facebooku lub w innych miejscach w sieci – zatrzymacie się, aby się zastanowić, czy to, co widzicie, jest prawdziwe. Sprawdźcie, a potem ufajcie.

 

Zdjęcie opublikowane na licencji CC.

Czytaj również

Zamknij