pl   -   en

Czy powinniśmy uważać fake newsy za niezbyt skuteczny sposób politycznej perswazji? Czy jest to może coś dalece groźniejszego?

W tym tekście przeczytasz o granicach pomiędzy fake newsami a grami psychologicznymi, o tym, że Rosjanie publikują również prawdziwe wiadomości oraz dowiesz się, czym jest „apatia rzeczywistości”.


Artykuł autorstwa Laury Hazard Owen został opublikowany w serwisie NiemanLab.


Trudno nadążyć za lawiną artykułów i danych dotyczących fake newsów, dezinformacji, wiadomości, które nie zachowują pozorów bezstronności, czy braków w kompetencjach medialnych. Poniższe podsumowanie minionego tygodnia pozwoli nadrobić zaległości.

„Większość form politycznej perswazji ma niewielki efekt działania”

Brendan Nyhan z Dartmouth College w stanie New Hampshire zajął się na łamach „New York Timesa” kwestią wpływu czynników zewnętrznych na wyniki głosowania w wyborach. W kolumnie Uphold zamieścił wpis pod tytułem „Fake newsy i boty mogą martwić, ale ich wpływ na politykę jest przeceniany”. Nyhan twierdzi, że nie jest tak łatwo wpłynąć na wyniki głosowania wyborców. Kiedy staramy się ocenić „siłę perswazji płynącą z podejrzanych treści zamieszczanych on-line”, powinniśmy wziąć pod uwagę trzy czynniki: ile osób rzeczywiście przeczytało materiał, czy są wśród nich niezdecydowani lub podatni na wpływ wyborcy oraz jaki jest odsetek fałszywych wiadomości w stosunku do wszystkich przeczytanych.

A jeżeli „podatność na wpływ” nie jest odpowiednim kryterium? – Tak uważa Molly McKew, specjalistka od wojny cybernetycznej oraz relacji amerykańsko-rosyjskich. Jej odpowiedź na wpis Brendana Nyhana można przeczytać tutaj, a poniżej znajdują się wybrane fragmenty wątku z Twittera.

„Nie istnieją dobre narzędzia do badania wpływu ciemnych, podejrzanych kampanii wyborczych” – pisze McKew.

Wywiązała się również wymiana tweetów pomiędzy nią a Nyhanem.

Molly McKew napisała ostatnio artykuł dla „Politico” pod tytułem „Jak twitterowe boty oraz fani Donalda Trumpa sprawili, że hasztag #releasethememo rozprzestrzenił się w sieci?”. Artykuł dotyczy sposobu, w jaki dezinformacja przenika do świadomości publicznej. „Informacje i działania psychologiczne przeprowadzane w mediach społecznościowych, często błędnie opisywane zniechęcającą etykietą jako fake newsy, to nie tylko zwykłe informacje. Dotyczą one zmieniającego się zachowania i potrafią być zaskakująco skuteczne” – pisze McKew.

Rosyjska kampania dezinformacyjna opierała się na mediach mainstreamowych

Spostrzeżenia McKew potwierdzają badania, jakie przeprowadził ostatnio Jonathan Albright, dyrektor naukowy z Tow Center for Digital Journalism, instytutu zajmującego się zmianami w dziennikarstwie cyfrowym. Wyniki tych badań opisał Craig Timberg z „The Washington Post”. Podczas kampanii prezydenckiej w Stanach Zjednoczonych w 2016 r., z ponad 36 tysięcy tweetów wysłanych z rosyjskich kont, „nieznane czy zagraniczne źródła wiadomości odegrały stosunkowo niewielką rolę, co sugeruje, że cała dyskusja o roli fake newsów podczas kampanii była nietrafiona”. Prawdą jest natomiast, że rosyjskie konta podawały wiadomości ze źródeł mainstreamowych, osiągając w ten sposób swoje cele.

Niektóre dobrze opisane oszustwa dotarły do szerokiej publiczności. Jednak rosyjskie konta na Twitterze, jak zauważył Albright, znacznie częściej dzieliły się informacjami oraz komentarzami politycznymi, pochodzącymi z popularnych źródeł amerykańskich. Same wiadomości były poprawne, ale ich rosyjskie wersje były skonstruowane tak, aby podkreślać tematy i wydarzenia, które wzmacniały republikańskiego kandydata Donalda Trumpa, a osłabiały szanse jego demokratycznej rywalki Hillary Clinton.

Albright dokumentuje źródła, do których linki zamieszczały w swoich tweetach internetowe trolle.

Jak wynika z wykresu, Breitbart.com zajmuje pierwsze miejsce. Na kolejnych znajdują się natomiast serwisy uważane za wiarygodne, a wielu powie nawet, że mainstreamowe. Istnieje również zaskakująco duża liczba informacyjnych serwisów regionalnych i lokalnych.
Kolejny ciekawy aspekt analizy Albrighta to tzw. efekt kont regionalnych trolli. Są to fałszywe konta, które mają w nazwie miasto lub region (HoustonTopNews, DailySanFran czy OnlineCleveland). Działały one według powtarzającego się schematu: systematycznie przekazywały powielane lokalne wiadomości.
Trolle wykorzystują prawdziwe informacje – w szczególności lokalne – do przekazywania wiadomości reakcyjnych i ustalania codziennego zestawu przekazywanych dalej newsów. Biorą również na cel lokalnych dziennikarzy i osoby mające wpływ na miejscową społeczność, aby śledzić wybrane historie.

W odrębnych tweetach Albright zwraca uwagę, że „Twitter nie jest miejscem, gdzie można dotrzeć do Amerykanów. Twitter to miejsce, w którym wprowadzasz w błąd 1-2% podatnych na wpływ dziennikarzy, polityków, informatyków i liderów opinii”.

Wysłałam do Albrighta prywatną wiadomość, aby dowiedzieć się nieco więcej. – Twitter ma niewielki wpływ na zwykłych obywateli, pomaga co najwyżej w przeglądzie codziennych informacji. Mam większość danych potrzebnych, aby to udowodnić, wystarczy, że oficjalnie je przedstawię i zredaguję – usłyszałam. – Facebook, a zwłaszcza Instagram, no i oczywiście YouTube, mają większą siłę oddziaływania na większą liczbę osób i prawie na pewno większy wpływ na polityczne i codzienne rozumienie świata przez odbiorców”.

Apatia rzeczywistości

Charlie Warzel pisze w serwisie BuzzFeed o prognozach Aviva Ovadyi. Warzel jest szefem działu technologicznego w Centrum Odpowiedzialności Mediów Społecznościowych na Uniwersytecie w Michigan oraz specjalistą do spraw innowacji w Tow Centre for Digital Journalism na Uniwersytecie Columbia. W jego artykule można przeczytać o przerażającej, a zarazem całkiem prawdopodobnej, przyszłości dezinformacji.

To „symulacja państwa”, pesymistyczna wizja, w której o kształcie polityki decyduje grupa komputerów zainfekowanych szkodliwym oprogramowaniem oraz tzw. astroturfing (działanie zorganizowanej i opłaconej grupy ludzi, która podjęła się popularyzacji danej idei, by osiągnąć założony cel), w którym ruchy polityczne są manipulowane przez fałszywe kampanie oddolne. W wizji Ovadyi, coraz bardziej realistyczne boty, oparte na sztucznej inteligencji, będą w stanie skutecznie konkurować z prawdziwymi ludźmi w celu zwrócenia uwagi prawodawcy i nadzorcy w państwie, ponieważ zbyt trudne będzie odróżnienie bota od człowieka. Opierając się na wcześniejszych zachowaniach, w których manipuluje się publicznym dyskursem, wkrótce będzie można bezpośrednio blokować centrale telefoniczne w amerykańskim Kongresie, używając w pełni wiarygodnych, algorytmicznie wygenerowanych apeli i próśb do kongresmenów. Skrzynki senatorów mogą być zapełniane e-mailami od wyborców, stworzonymi przez programy uczenia maszynowego, na bazie informacji pobranych z treści audio, wiadomości pisanych i mediów społecznościowych.

To wszystko może doprowadzić do zjawiska, które Ovadya nazywa „apatią rzeczywistości”, według której osaczony strumieniem ciągłej dezinformacji człowiek po prostu zacznie się poddawać. Ovadya zwraca uwagę, że jest to zjawisko powszechne na obszarach, gdzie jakość informacji jest słaba, a więc zakłada się, że w samych wiadomościach mogą występować błędy. Ogromną zmianą, zauważa Ovadya, jest pojawienie się apatii w tak rozwiniętym społeczeństwie jak nasze, co rodzi obawy o jej skutki . – Ludzie przestają zwracać uwagę na wiadomości. Wtedy ten podstawowy poziom świadomości, wymagany dla demokracji merytorycznej, staje się niestabilny – podsumowuje Aviv Ovadya.

W newsletterze Warzel podał kilka odpowiedzi prawicowych komentatorów do swojego artykułu. Pisze również o strzelaninie w szkole na Florydzie, która miała miejsce w tym tygodniu: „Trudno zajrzeć do Internetu podczas naszych największych narodowych tragedii i nadal mieć wrażenie, że obecny ekosystem jest zdrowy. Gniew, ludzie używający zarówno prawdziwych wiadomości, jak i dezinformacji wyłącznie do nabijania sobie punktów politycznych, zakres możliwości, jaki obecny system daje atakującym, mistyfikacje, sposób, w jaki platformy internetowe podjudzają ludzi do komentowania i relacjonowania wydarzeń, nie opierając się na faktach. To wszystko jest zepsute”.

Ilustracja autorstwa L.M. Glackensa z The Yellow Press (1910) udostępniona na licencji CC.

Czytaj również

Zamknij