Wspomóż
pl   |   en

Polacy występują w meksykańskich reklamach

Meksyk jest największym rynkiem reklamowym w Ameryce Łacińskiej. W poszukiwaniu pracy przyjeżdżają tam modele z całego świata. – Miasto Meksyk to taki latynoamerykański Nowy Jork – potwierdza Dorota Żmijewska, polska modelka pracująca w tym kraju od 10 lat. Po chwili dodaje, że nie zrobiłaby kariery, gdyby nie zdecydowała się na wyjazd z Polski.

Pobudka o trzeciej nad ranem

Dorota przyjechała do Meksyku za swoim chłopakiem Meksykaninem, którego poznała w czasie podróży po Niemczech. Dopiero skończyła studia, nie znała jeszcze hiszpańskiego.

– Znajomi mojego chłopaka namawiali mnie, żebym zajęła się modelingiem – wspomina. – Mówili, że mogę mieć szansę w tym zawodzie. Miałam szczęście, bo znali bardzo dobrego agenta i mnie z nim skontaktowali.

Jej pierwszym zleceniem były zdjęcia dla znanego domu handlowego Liverpool. Stresowała się. Nie znała świata mody i wszystkiego uczyła się w praktyce. Potem zaczęła dostawać kolejne zlecenia. Wstawała o trzeciej nad ranem, żeby pojechać do innego miasta na wybieg. Zaraz po pracy wracała do domu, najczęściej w środku nocy. Była zmęczona, a na konto wpływało niskie wynagrodzenie.
– Nie tak to sobie wyobrażałam – przyznaje. – Po kilku takich zleceniach zakończyłam współpracę z agencją. Zamierzałam pracować w zawodzie, ucząc francuskiego, ale po pewnym czasie stwierdziłam, że to nie jest moje powołanie, i zdecydowałam, że znowu spróbuję sił w modelingu. Zmieniłam agencję i to była bardzo dobra decyzja, bo moja kariera w tym momencie się rozwinęła.

Ze stacji kosmicznej do agencji modeli

Robert pracował jako inżynier w stacji kosmicznej NASA w Houston, kiedy kolega namówił go na udział w konkursie piękności dla mężczyzn. Wygrał wybory w stanie Teksas, a po roku – Mister Man International w Stanach Zjednoczonych. W kolejnych edycjach tego konkursu w Indiach i Australii zajął trzecie miejsce. Jedną z nagród był trzymiesięczny kontrakt w agencji modeli w Singapurze.

– Oni są zafascynowani ludźmi z naszego kręgu kulturowego – mówi. – Lubią pokazywać na zdjęciach i w reklamach wysokich modeli z jasnymi oczami. Zdobyłem tam kilka zleceń, w tym sesję nago dla sieci męskich ubrań. Były to zdjęcia artystyczne, zrobione przez uzdolnionego fotografa, i w ogóle się nie krępowałem. Dobry fotograf ma charyzmę, energię, potrafi tobą pokierować, porozmawiać w taki sposób, żebyś czuł się komfortowo. Wiesz, że on zrobi świetne zdjęcia, więc nie musisz się martwić o swoje kąty.

Po powrocie do Stanów Robertem zainteresowała się lokalna agencja. Cały czas pracował jako inżynier, ale kiedy tylko mógł, brał urlop i jechał na zdjęcia do katalogu lub reklamy.
– Po kilku latach chciałem zrobić przerwę w pracy inżyniera na rok, może dwa – wspomina. – Miałem normalne godziny, nie czułem się wyzyskiwany, ale to zajęcie stało się monotonne. Codziennie w windzie widziałem te same twarze. Poza tym w Stanach miałem tylko dwa tygodnie urlopu w ciągu roku, a chciałem częściej jeździć do Polski, za którą tęsknię. Dlatego postanowiłem sprawdzić, czy dam radę utrzymać się z modelingu.

W tym czasie jedna z agencji w mieście Meksyk zaproponowała Robertowi kilkumiesięczny kontrakt. „A co w tym Meksyku jest?” – zapytał agenta. „Nie wiem, ale płacą ci za lot i mieszkanie” – usłyszał.

– Okazało się, że chociaż mam inny typ urody, to jest to dla mnie bardzo dobry rynek. Trzy miesiące zamieniły się na 18 lat i wciąż pracuję. Na rynku jest zatrzęsienie chłopców i dziewcząt w wieku 20 lat, ale im jesteś starszy, tym mniej jest osób w twoim wieku, które się dobrze trzymają. Poza tym mężczyźni mogą dłużej pracować w tym fachu niż kobiety, bo w naszym wypadku wiek się nie liczy. Mój agent mówi: „Każda zmarszczka przy twoim oku to tysiąc dolarów więcej za twoją pracę”.

Reklamy banków i wina

Robert zrobił karierę na rynku komercyjnym. Występował w reklamach banków, kremów, win, samochodów, farmaceutyków. Dostawał również małe role w telenowelach i serialach. Ostatnio zagrał Roberta Redforda z lat 70. w serialu Netflixa.

– W Meksyku mieszka ponad 120 mln ludzi, Meksykanie dużo kupują, więc reklamy są wszędzie – tłumaczy Robert. – Ten kraj jest dobrym rynkiem dla modeli, największym w Ameryce Łacińskiej. Robi się tutaj zdjęcia na Stany Zjednoczone i Amerykę Południową, czasem Europę.

Dorota na początku pracowała w Meksyku przy wybiegach, a później zaczęła robić zdjęcia do katalogów. Po półtora roku wygrała pierwszy casting do reklamy telewizyjnej. Potem coraz częściej pojawiała się przed kamerą. Reklamowała tequilę i hotele. Ostatnio wystąpiła w teledysku do piosenki Fiebre Ricky’ego Martina, kręconego w Meksyku.

– Wszystko przychodzi z czasem, nie należy się poddawać – tłumaczy. – Być może 49 razy mnie nie wybiorą, a za 50. razem się uda. Nie traciłam nadziei, wiedziałam, że będzie mi łatwiej, kiedy zdobędę praktykę.

Zdaniem Roberta jeśli przez parę miesięcy nikt nie złożył początkującemu modelowi żadnej oferty, wcale nie oznacza to, że nie ma on odpowiednich warunków. Sam ma kolegę Pabla z Argentyny, który przez dwa lata pobytu w Meksyku nie mógł dostać interesującego zlecenia. Później pojechał do Włoch na zaproszenie włoskiej agencji. Dopiero po roku zrobił jedną ciekawą sesję, po której zaczął otrzymywać propozycje współpracy od najlepszych magazynów.

Meksykańska matka z dzieckiem

Dorota wcieliła się w rolę meksykańskiej matki z dzieckiem w reklamie jednego z tamtejszych domów towarowych i była twarzą kampanii turystycznej, która miała promować stan Chihuahua. Przez 10 dni jeździła z ekipą po najpiękniejszych zakątkach regionu, gdzie robiono jej sesje w strojach miejscowych projektantów. Zdjęcia ukazały się na bilbordach i w magazynach na pokładach samolotów.

– Może się wydawać śmieszne, że chociaż jestem Polką, to odgrywam rolę Meksykanki, ale to kwestia szczęścia – uważa. – Mój profil urody dobrze się tutaj sprzedaje. Zwłaszcza na rynku komercyjnym, bo nie wyglądam jak typowa latynoska o śniadej cerze ani nie jestem jasną Europejką.

Dorota jest wysoka i szczupła, ale ma kobiece kształty. Nie przeszkadzało jej to jednak, żeby pracować na wybiegach znanych marek.

– W Meksyku nie ma rygorystycznych wymogów, jeśli chodzi o wymiary, ponieważ typowe Meksykanki są szersze w biodrach i korpulentne. Na tym rynku ceni się kobiecość.

Trzy castingi dziennie

Dorota i Robert chodzą nawet na trzy castingi dziennie. Najwięcej modeli, którzy biorą w nich udział, pochodzi z innych krajów Ameryki Łacińskiej, tj. Brazylii, Argentyny, Kolumbii i Wenezueli. Jest też trochę Europejczyków, ale głównie Hiszpanów.

– Tutaj na dobry casting potrafi przyjść nawet 1000 osób, a w Polsce 200, czasem 40 – mówi Robert.

Chociaż uważa, że nie ma dużej konkurencji, zawsze po powrocie z castingu stara się o nim zapomnieć. Telefon sam zadzwoni, kiedy Robert zostanie wybrany.

– Znajomości czasem pomagają, bo jeśli znajomy fotograf lub reżyser wie, że pasuję do jakiejś koncepcji, to może polecić mnie swojemu klientowi – przyznaje. – Jest to tzw. rynek aspirujący, więc szuka się modeli, do których ludzie może nie są podobni, ale którzy mają ceniony typ urody. Najważniejsze jest jednak portfolio i to, jak zagrałeś. Gdy kilka osób nadaje się do reklamy, w końcowym etapie tak naprawdę każdy z nas może dostać pracę.

Robert dba o siebie, wysypia się i jest punktualny. Wie, że nie może balować do czwartej nad ranem, mając nadzieję, że następnego dnia ktoś wybierze go do zlecenia, chociaż będzie miał podkrążone oczy. Jest również słowny. Jeśli zrezygnuje z jakiegoś projektu, bo nagle dostanie lepsze zlecenie, to organizator może się obrazić i przestać zapraszać go na castingi. Rozumie też, że w Meksyku ludzie są mniej zorganizowani. Nieraz na planie czyta gazety, bo realizatorzy nie przyszli na czas.

– W Polsce organizacja pracy jest lepsza, a w Stanach jeszcze lepsza, bo często obowiązuje stawka godzinowa. Tam wchodzę na plan i wszystko jest przygotowane. W Meksyku płaci się za projekt. Idziesz na zdjęcia i musisz być dostępny przez cały dzień. Zdarza się, że kończysz pracę o trzeciej rano.

Chleb z muzyką w tle

Robert kilka miesięcy w roku spędza ze swoją rodziną w Polsce, gdzie też znalazł agenta i dostaje zlecenia. Ostatnio wystąpił w reklamie Złotej 44 w Warszawie i piwa Namysłów. W Meksyku poza modelingiem prowadzi zajęcia jogi i piecze polski chleb na zakwasie według receptury swojej babci dla indywidualnych klientów i lokalnych restauracji. Robić wypieki nauczył się w Stanach, gdzie nie mógł znaleźć dobrego pieczywa. W przyszłości chciałby otworzyć własną piekarnię.

– Czasami ludzie pytają mnie, czy za 10 lat będę pracować w Meksyku – mówi. – Nie mam pojęcia. Lata temu byłem inżynierem, a potem wszystko potoczyło się inaczej i moje życie w ogóle nie ma nic wspólnego z planami. Dlatego wolę nie planować. Ogólnie dużo lepiej mieszka mi się w Meksyku niż w Stanach. Wiele się dzieje, nie można się tutaj nudzić. Poza tym ludzie są podobni do Polaków, z dużym szacunkiem traktują swoją rodzinę. Czuję się w tym kraju jak u siebie w domu.

Dorota też odnalazła się w Meksyku. Ma chłopaka, przyjaciół i swoje ulubione miejsca. Uważa, że Meksykanie są pogodni i pomocni, podoba jej się także słoneczna pogoda.

– Praca w modelingu to dla mnie zawód tymczasowy – mówi. – Sporo moich koleżanek traktuje go jako trampolinę do tego, żeby potem zajmować się czymś innym. Ja zawsze chciałam śpiewać, skończyłam nawet szkołę muzyczną. Teraz wróciłam do swojej pasji. Stworzyłam z kolegą duet Marte i od pewnego czasu śpiewam jazz. Jestem zapraszana na prywatne występy do różnych miejsc. Chciałabym dalej rozwijać się w tym kierunku.

Zamknij
pl   |   en
Menu
Home
Brief
Wspomóż