pl   -   en

Pokój – najbardziej niebezpieczne słowo

To miał być ogromny wiec poparcia dla pokoju i demokracji, a został zapamiętany jako najstraszniejszy atak terrorystyczny w historii Turcji. To była nasza najciemniejsza godzina. Minęły trzy lata i nadal oczekujemy świtu.
Chciałem być jednym z tysięcy ludzi uczestniczących w wiecu w centrum Ankary 10 października 2015 r. Pracowałem wówczas w zespole monitorującym media w ramach wyborczej misji obserwacyjnej przed wyborami parlamentarnymi wyznaczonymi na 1 listopada tamtego roku. Rządząca Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) nie uzyskała bezwzględnej większości w wyborach parlamentarnych w czerwcu 2014 r. i zamiast wejść w koalicję z inną partią, zdecydowała się rozpisać kolejne wybory do parlamentu. Spędziłem cały tydzień, przekonując swoich kolegów z misji OBWE, że musimy obserwować wiec, aby w pełni ocenić, czy proces wyborczy jest wolny i sprawiedliwy. Teraz mogę przyznać, że moim ukrytym motywem było przyłączenie się do marszu, by nie siedzieć ze stoperem przed telewizorem, monitorując, ile czasu antenowego zostanie przydzielone partiom opozycyjnym.

Uczestnicy wiecu zaczęli przyjeżdżać na główny dworzec kolejowy stolicy, dołączając do przyjaciół i towarzyszy, aby udać się wspólnie na plac spotkania jeszcze przed południem. Wtedy zamierzaliśmy się do nich przyłączyć. Nastrój był radosny, wielu trzymało się za ręce, tańcząc w półkręgu tradycyjny ludowy taniec halay. Było kilka minut po godzinie 10, kiedy wybuchła pierwsza bomba. Po chwili nastąpiła druga eksplozja. To kolejny samobójca wysadził się w powietrze. Pamiętam, że zobaczyliśmy wtedy na stronie internetowej raport, który początkowo sugerował, że to tylko jakieś zakłócenie porządku, wybuch, którego celem było wywołanie hałasu i zamieszania. Potem zaczęły się pojawiać kolejne obrazy, ciała leżące na ziemi. Zacząłem krzyczeć w panice.
Po pierwszym szoku i niedowierzaniu przyszło przerażenie. Wkrótce pojawiły się wściekłość i konsternacja – w jaki sposób taki atak mógł się wydarzyć w centrum stolicy, w mieście pełnym policji, wojskowych i oficerów wywiadu? Następnie ogarnęło mnie poczucie winy. „Dlaczego mnie tam nie było?” – pytałem siebie. Odczuwana przeze mnie bezradność przytłaczała, byłem skruszony do cna. Karuzela myśli i uczuć ostatecznie zatrzymała się na jednym: bólu. Smutek był tak dojmujący, że wypełniał każdą komórkę mojego ciała.

Ataki terrorystyczne to nie jest turecka specyfika. Jednak fakt, że celem był pokojowy wiec, w drobny mak roztrzaskał złudne poczucie bezpieczeństwa wielu ludzi. Przez całą młodość słyszymy, że dobro zawsze zwycięża. Nawet jeżeli umierają niewinni, to prędzej czy później sprawiedliwości stanie się zadość. Masakra pochłonęła życie 103 ofiar – mężczyzn, kobiet, młodych ludzi, a nawet dzieci. Chciałem wziąć z nimi udział w tym wiecu, chciałem dzielić ten sam sen. Byli pełni radości, nadziei i troski. Niektórzy brali udział w pierwszym wiecu w życiu, inni od dawna poświęcali się ruchom społecznym i społeczeństwu obywatelskiemu. Byli tam 9-letni Veysel Atılgan, trzymający kurczowo rękę ojca, i 70-letnia Meryem Bulut, jedna z tzw. sobotnich matek, której syn zaginął w tajemniczych okolicznościach w latach 90. XX w. Oni wszyscy byli tam z jednego powodu, z powodu wiary w lepszą przyszłość.

Wybuch wstrząsnął tą wiarą. Wszystkim nam było wyjątkowo gorzko. Tęskniący za lepszą przyszłością zostali zmasakrowani, a odpowiedzialni za rażące zaniedbania nadal bezkarnie rządzili, podsycając nawet toksyczny klimat polityczny.

W grę wchodzą prawda i pamięć

Turcja obchodziła niedawno trzecią rocznicę tragicznych wydarzeń przy dworcu kolejowym w Ankarze. Obchodziła bardzo cicho. Sprawiedliwości nadal nie stało się zadość. Społeczeństwo pamięta, chociaż miało miejsce ledwie kilka aktów solidarności. Żaden z nich nie przybrał oficjalnego charakteru.

W sierpniu tego roku 9 osób podejrzanych o powiązania z ISIS skazano na łącznie 101 wyroków dożywocia. Żaden urzędnik państwowy nie został pociągnięty do odpowiedzialności. Siedemnastu podejrzanych wciąż jest na wolności, a śledztwo pozostawia wiele pytań bez odpowiedzi.

Przyjaciele i rodziny zmarłych zostały pozbawione publicznego śledztwa, a także publicznego uznania koszmaru, który przeszli. Nie odbyła się żadna oficjalna uroczystość upamiętniająca trzy ostatnie rocznice ataku, nie było również żadnego publicznego oświadczenia któregokolwiek z urzędników państwowych. A wydarzenia upamiętniające zamach, w których brały udział rodziny ofiar, przerwała policja za pomocą gazu łzawiącego.

Ta niechęć pokazuje ignorancję wobec ofiar. Nie tylko w związku z ich cierpieniem, ale także tym, kim były. Dlaczego odmówiono oficjalnego uczczenia ich pamięci? Ponieważ osoby te protestowały przeciwko polityce rządu. Polityce, która miała się stać jeszcze bardziej okrutna, gdy kilka miesięcy po zamachu rozpoczęły się operacje wojskowe na kurdyjskim południowym wschodzie kraju. Czy wzięcie udziału w antyrządowym wiecu, czy brak poparcia dla partii AKP powoduje, że obywatel staje się obywatelem gorszego sortu?

Wielu ludzi nadal zadaje sobie dwa niepokojące pytania. Jak można oczekiwać, że państwo zapewni bezpieczeństwo ludziom, których uważa za dysydentów, skoro za niegodny uważa nawet akt upamiętnienia śmierci innych sobie niewygodnych? Czy państwo, które nie czuje się odpowiedzialne za dbałość o pamięć o najbardziej śmiertelnym ataku terrorystycznym w historii kraju, może być odpowiedzialne za odsłonięcie prawdy kryjącej się za tym atakiem?

– Z tego miejsca, z którego ludzie domagający się wolności i chleba trafiają do więzień, a ci, którzy nawołują do pokoju, płacą za to swoim życiem, my płaczemy – powiedziała Mehtap Sakinci Coşgun na tegorocznym wydarzeniu okolicznościowym przed dworcem kolejowym w Ankarze. Przemawiała w imieniu rodzin ofiar i osób rannych podczas ataku. – Ale ten ból daje nam godność i odpowiedzialność. Będziemy walczyć o sprawiedliwość. Sprawimy, że nasz głos zostanie wysłuchany – stwierdziła Coşgun, która straciła swojego męża Uygara, adwokata, w tragicznym ataku przed trzema laty.

Bardziej intymnym wydarzeniem była premiera filmu dokumentalnego Elif, poświęconego pamięci Elif Kanlıoğlu, kolejnej ofiary ataku. Pokaz odbył się w stambulskim Domu Literata. Elif miała zaledwie 20 lat, gdy zginęła. Pamięć o niej jest ukojeniem dla tych, którzy jak Elif wierzą w pokój. Jak powiedział Elif Ergezen, reżyser filmu, opowiadanie jej historii oznacza opowiadanie historii wszystkich, którzy tamtego dnia stracili życie. Wszystkich, którzy uczestniczyli w wiecu, chcieli uczestniczyć, a nie mogli. Jest to historia każdej osoby pragnącej pokoju. W pewnym sensie kontynuowanie walki o pokój jest najlepszym hołdem dla tych, którzy odeszli.

W ciągu ostatnich kilku lat Turcja przeżyła wiele aktów przemocy. Niektóre z nich, np. operacje wojskowe na południowym wschodzie kraju, zostały zainicjowane przez państwo. Jednak dzień, w którym w dwóch kolejnych samobójczych zamachach zginęły 103 niewinne, apelujące o pokój osoby, dzień, w którym pokój stał się słowem śmiertelnym, jest tragicznym punktem zwrotnym. To moment, w którym kraj nie okazał szacunku swoim obywatelom zabitym w biały dzień.

Prawda i pamięć o zmarłych nie są aktem partyjnym, są niezbędne do funkcjonowania społeczeństwa. Nikogo, kto domaga się pokoju, wolności i godności, nie powinien nigdy spotkać taki los. Odpowiedzialność spada na każdego z nas.

Zamknij