Loading

Loading

Notatki

Strefy Strachu

Strefy Strachu to opowieść o życiu muzułmanów w Europie. Sprawdzamy doniesienia o tzw. no go zones w europejskich miastach, czyli dzielnicach, w których według niektórych panuje bezprawie. Chcemy zweryfikować informacje o tzw. strefach szariatu w europejskich miastach. Czym są i czy w ogóle istnieją? Będziemy jeździć do tych miejsc, żeby na własne oczy przekonać się, jak wygląda życie w takich dzielnicach.

Tutaj publikujemy zbiór notatek o tym jak powstaje projekt – którymi dzielimy się z Wami w różnych mediach społecznościowych.

Rafał Hetman
Rafał Hetman
Dziś chcielibyśmy wam ujawnić mały fragment tekstu z Marsylii 🇫🇷, który powstaje w ramach projektu #StrefyStrachu, czyli serii reportaży o życiu muzułmanów w Europie i o tzw. strefach szariatu i strefach no-go.

Przeczytajcie:

70% młodzieży w La Castellane jest bezrobotnych. - Daj im pracę! Jestem pewien, że wszyscy by ją zaakceptowali, zamiast sprzedawać narkotyki - mówi Parigo, nasz rozmówca.

Wokół nas alejki są spokojne. Niektóre kobiety wchodzą do bloku z ciężkimi torbami na zakupy. Dzielnica składa się z długich budynków ustawionych jak labirynt z kilkoma parkingami i trawnikami. Idealne miejsce, aby się zgubić, ukryć lub, żeby zamknąć ludzi.

- W La Castellane masz wszystko, od przedszkola po szkołę średnią. Ale tylko jeden autobus jedzie stąd do centrum Marsylii. To po to, aby nas trzymać z dala - mówi Parigo.

➡️ Wkrótce podzielimy się z wami kolejnymi fragmentami tekstów, opisujących miejsca uznawane przez niektóre media czy polityków za tzw. strefy no-go i strefy szariatu.
Rafał Hetman
Rafał Hetman
Bruksela 🇧🇪 to kolejne miasto na naszej mapie, które chcemy opisać w ramach projektu #StrefyStrachu, czyli serii reportaży multimedialnych o życiu muzułmanów w Europie i tzw. no-go zones i strefach szariatu w europejskich miastach.

Czy ktoś z was miał okazję odwiedzić Brukselę? Jakie były wasze wrażenia?

My w naszym reportażu chcemy skupić się na dzielnicy Molenbeek, która według niektórych mediów i komentatorów politycznych jest "wylęgarnią terrorystów". To z tej części Brukseli pochodzą podejrzani o ataki terrorystyczne w Paryżu, a także część terrorystów związanych z zamachowcami na WTC w Nowym Jorku i metro w Madrycie.

Jednocześnie Molenbeek jest tradycyjnie miejscem, do którego przybywają setki migrantów, którzy pojawiają się
Brukseli co roku. Wąskie uliczki pełne domów podzielonych na małe mieszkania są idealnym miejscem do zamieszkania dla osób o niskich dochodach. Ze względu na niskie ceny wynajmu Molenbeek przyciągał od lat 60. XX wieku kilka fal migrantów - zwłaszcza osoby z Maghrebu i ze wschodu Europy.

➡️ Czy znacie inne miejsca w Brukseli, którymi powinniśmy się zainteresować?
Rafał Hetman
Rafał Hetman
Byliśmy w Szwecji 🇸🇪, byliśmy w Wielkiej Brytanii 🇬🇧, teraz w ramach projektu #StrefyStrachu jesteśmy we Francji 🇫🇷, a konkretnie w Marsylii, gdzie zbieramy materiały do kolejnej części naszego reportażu.

Marcin pojechał do Marsylii, gdzie razem z Peggy, lokalną dziennikarką, będą rozmawiać z mieszkańcami, aktywistami i lokalnymi działaczami o tym, jak wygląda życie w Marsylii i czy można znaleźć w tym mieście tzw. no-go zones i strefy szariatu.

➡️ W ramach naszego projektu chcemy współpracować z lokalnymi dziennikarzami i dziennikarkami, bo wiem, że to właśnie oni mają najlepszą wiedzę o tym, co dzieje się w ich miastach, znają ich historię, największe problemy, a dzięki temu są w stanie lepiej opowiedzieć o tak skomplikowanych zagadnieniach, jak te związane z głównym tematem naszego projektu.

Wierzymy, że we współpracy z lokalnymi dziennikarzami i dziennikarkami nasz projekt będzie po prostu lepszy, bardziej rzetelny i ciekawszy.

Trzymajcie kciuki za udaną pracę Marcina i Peggy!
Rafał Hetman
Rafał Hetman
Dziś o naszym projekcie #StrefyStarchu piszemy z zupełnie innej perspektywy. 🙃

W weekend wróciliśmy ze Lwowa 🇺🇦, gdzie na Lviv Media Forum odbywał się nasz Outriders Meetup i gdzie opowiadaliśmy dziennikarzom z różnych stron świata o projekcie "Strefy Strachu". 🌍

👨‍🏫 W czasie swojej prezentacji Rafał wyjaśniał, czym jest nasz projekt i jak łączymy pracę dziennikarską z prowadzeniem projektu w mediach społecznościowych.

Jak wiecie, ważną częścią projektu jesteście Wy - nasi Czytelnicy. Często pytamy was, co sądzicie o naszej pracy, radzimy się na co zwrócić uwagę, kiedy jedziemy zbierać materiały do reportażu, czasem prosimy was o podpowiedź, z kim warto porozmawiać na miejscu. Dlatego korzystając z okazji, bardzo chcieliśmy Wam podziękować za wszystkie uwagi, sugestie i pomysły. 💪

🤔 Chcemy jednocześnie was zapytać, czego oczekujecie od projektu "Strefy Strachu"? Czego dzięki niemu chcielibyście się dowiedzieć? Co jest w nim dla Was najważniejsze?
Rafał Hetman
Rafał Hetman
- To nieprawda - odpowiada profesor Jerzy Sarnecki, kryminolog z Uniwersytetu Sztokholmskiego 🇸🇪, kiedy pytamy go wzrost przestępczości w Szwecji po tym, jak kraj ten przyjął 160 tys. uchodźców.

Obserwując dyskusje, które pojawiły się po naszym ostatnim wpisie w ramach naszego projektu #StrefyStrachu, postanowiliśmy porozmawiać z ekspertem, który wyjaśni wątpliwości związane ze statystykami przestępczości w Szwecji. A także opowie o "no-go zones" z perspektywy kryminologa, który od lat bada przestępczość w tym kraju.

➡️ Całą rozmowę znajdziecie poniżej. Podajcie dalej nasz wpis, udostępnijcie go znajomym, jeśli uznać go za wartościowy. ⤵️

🔹 Rafał Hetman: Czy kiedykolwiek w Szwecji można było mówić o istnieniu no-go zones?
🔸 Jerzy Sarnecki: Takiej sytuacji w Szwecji nigdy nie było – mówimy tutaj o ostatnich dwustu, trzystu latach.

🔹 Rafał Hetman: Ale w statystykach przestępczość w Szwecji widoczny jest wzrost liczby przestępstw. W 2014 r., czyli przed przyjęciem przez Szwecję uchodźców, liczba zgłoszonych przestępstw wynosiła 1 443 753, a w 2015 r. było to 1 503 399 przypadków. Czy można mówić o korelacji między przyjęciem uchodźców, a wzrostem w statystykach?
🔸 Jerzy Sarnecki: Nie ma takiej korelacji. Owszem, istnieje problem porachunków między członkami gangów, gdzie używa się broni palnej, i tu rzeczywiście wzrosła liczba zastrzelonych. Jest to problem bardzo poważny, a do tego nowy w Szwecji – pojawił się on mniej więcej w 2012 r. Ale nie ma nic wspólnego z nowoprzybyłymi uchodźcami, ponieważ osoby, które biorą udział w takich strzelaninach, to rzeczywiście w dużym stopniu cudzoziemcy, ale tacy, którzy mieszkają tu od wielu, wielu lat lub są to osoby, których rodzice przybyli do Szwecji, ale oni sami urodzili się już tutaj. Nie ma więc żadnego powiązania między napływem nowej grupy 160 tys. osób w 2015 r., a wzrostem aktywności gangów.

🔹 Rafał Hetman: A co mówi nam wykres dotyczący liczby zabójstw? Widzimy na nim znaczny spadek zabójstw w latach 2008-2012 (w 2012 r. zabójstw było najmniej – 68), a później wzrost do 113 w 2017 r. i lekki spadek do 108 w 2018 r.
🔸 Jerzy Sarnecki: Jeżeli sięgniemy do statystyk z przeszłości, to zobaczymy, że obecnie poziom zabójstw jest mniej więcej taki sam, jak pod koniec lat 80. i na początku 90. Później nastąpił spadek, następnie wzrost i tak, jak pokazuje wykres, rzeczywiście najmniej zabójstw miało miejsce w 2012 r. Późniejszy wzrost jest spowodowany większą aktywnością gangów. I to jest właściwie jedyna przyczyna tego wzrostu zabójstw. Bo jeżeli chodzi o inne zabójstwa, bardziej typowe, np. nożem podczas pijackiej awantury, to one nadal są na bardzo niskim poziomie.

🔹 Rafał Hetman: Wiadomo skąd wynika ten wzrost aktywności gangów?
🔸 Jerzy Sarnecki: Dokładnie nie wiadomo. Można jednak zauważyć, że stworzyło się coś w rodzaju subkultury przemocy w biedniejszych dzielnicach, w których duża część mieszkańców jest bezrobotna. To dość unikalne dla Szwecji, bo na przykład w Niemczech i Francji też są dzielnice, które borykają się z biedą i bezrobociem, ale tam nie ma tak dużego problemu związanego ze wzrostem przemocy. Nie do końca potrafimy wytłumaczyć, dlaczego w Szwecji jest inaczej.

🔹 Rafał Hetman: A co ze wzrostem w statystykach dotyczącym przemocy seksualnej?
🔸 Jerzy Sarnecki: Jeżeli chodzi o gwałty zgłaszane na policji, to ten wzrost jest niewielki. Wzrost nastąpił w przypadku innych nadużyć seksualnych i jest to wzrost bardzo gwałtowny, bo przez ostatnie pięć-sześć lat mamy takich zgłoszeń cztery razy więcej. Trzeba jednak zaznaczyć, że chodzi o wzrost nie w statystykach policyjnych, tylko w badaniach ankietowych przeprowadzonych przez Szwedzką Radę ds. Zapobiegania Przestępczości. I ten wzrost to w większości mniejsze wykroczenia. Jednak nie można powiedzieć, że za ten wzrost odpowiedzialnych jest 160 tys. uchodźców przyjętych przez Szwecję. Wynika on po pierwsze ze zmian w prawodawstwie – rozszerzono definicję gwałtu. Po drugie, zaszły znaczące zmiany w świadomości społecznej i w postawach społecznych – dziś zgłasza się przemoc częściej. Podobnie jest w przypadku nadużyć, których jeszcze kilka lat temu się nie zgłaszał. Zmiana postaw społecznych jest efektem procesu, który trwa już dość długo. Wzrost statystyk dotyczących przemocy seksualnej widzimy w okresie, kiedy w Szwecji toczyła się debata na temat praw kobiet i ich integralności seksualnej. Efektem tej debaty była zarówno zmiana w prawodawstwie, jak i zmiana postaw społecznych. Spodziewam się, że w związku ze zmianami w społeczeństwie nadal będziemy obserwowali wzrost w statystykach związanych z przemocą seksualną.
Wkrótce Szwedzka Rada ds. Zapobiegania Przestępczości opublikuje badania dotyczące tego problemu, z których wynika, że nie ma tu związku między wzrostem statystyk, a napływem uchodźców do Szwecji.

🔹 Rafał Hetman: Jednak niektórzy politycy i część mediów wskazują, że wzrost zabójstw, czy zgłaszanej przestępczości seksualnej w Szwecji, pojawił się w tym samym czasie, kiedy kraj ten przyjął uchodźców – ma to być dowód na to, że większa liczba uchodźców równa się większej liczbie przestępstw w kraju.
🔸 Jerzy Sarnecki: To nieprawda. Duża grupa uchodźców, 160 tys. osób, przyjechała do Szwecji w 2015 r. Natomiast statystyki dotyczące przemocy seksualnej zaczynają rosnąć już w 2013 r. A jeżeli chodzi o wzrost liczby zabójstw, to te problemy zaczynają się w 2012 r. Nie ma tu korelacji.
Rafał Hetman
Rafał Hetman
W kampanii przed wyborami do Parlamentu Europejskiego 🇪🇺, podobnie jak w innych kampaniach wyborczych ostatnich lat, pojawiły się "strefy szariatu", jako element, którym politycy straszą wyborców.

Dlatego dziś chcemy wam przypomnieć o naszym projekcie #StrefyStrachu, nad którym pracujemy od lutego 2️⃣0️⃣1️⃣9️⃣ roku, dotyczącym życia muzułmanów w Europie i tzw. stref no-go i tzw. stref szariatu w europejskich miastach. Być może ci, którzy jeszcze go nie znają, chcieliby dowiedzieć się o nim więcej. Zachęcamy też do śledzenia naszej pracy nad tym projektem tutaj: https://outride.rs/pl/notatki-ze-stref-strachu/

To projekt w dużej mierze fact checkingowy, w którym sprawdzamy, czy popularne opinie wygłaszane przez komentatorów życia politycznego, polityków i niektóre media dotyczące m.in. istnienia stref szariatu są zgodne z prawdą.

Wybraliśmy pięć europejskich miast, w których żyje duża muzułmańska społeczność, a według niektórych mediów istnieją tam także strefy szariatu. To Malmö 🇸🇪, Londyn 🇬🇧, Bruksela 🇧🇪, Duisburg 🇩🇪 i Marsylia 🇫🇷.

W lutym byliśmy w szwedzkim Malmö, gdzie rozmawialiśmy z mieszkańcami dzielnicy Rosengård uważanej na strefę no-go. Dlaczego Malmö?

➡️ W lutym 2017 roku brytyjski polityk Nigel Farage powiedział, że po przyjęciu ogromnej liczby migrantów nastąpił w Szwecji dramatyczny wzrost przestępstw na tle seksualnym, do tego stopnia, że Malmö stało się, zdaniem Farage’a, „europejską stolicą gwałtu”. Donald Trump w marcu 2017 r. powiedział: „Szwecja. Wzięli duże liczby [uchodźców]. Mają problemy, które nigdy nie wydawały się możliwe”. O Szwecji we wrześniu 2015 r. mówił też Jarosław Kaczyński, kiedy toczyła się kampania przed wyborami parlamentarnymi. Na mównicy sejmowej Kaczyński powiedział, że w Szwecji istnieją „54 strefy, gdzie obowiązuje szariat i nie ma żadnej kontroli państwa”. Polityk powoływał się na raport szwedzkiej policji, który miał potwierdzać istnienie stref no-go, wymieniając wśród nich Rosengård.

Sprawdziliśmy więc. Według szwedzkiej agencji statystyk kryminalnych Brå liczba wszystkich przestępstw odnotowanych w Malmö spadła w 2018 r. o ponad 10% – do 53 192. Podobny poziom przestępczości odnotowano ostatnio w 2001 r., kiedy w mieście żyło o 75 tys. mniej ludzi. Według Brå liczba prób zabójstwa odnotowanych w Malmö spadła o prawie połowę, z 100 w 2017 r. do 55 w 2018 r. To najniższy wynik od pięciu lat. Liczba odnotowanych napadów również spadła – o prawie 14% (do 20 468) w porównaniu z rokiem ubiegłym.

Czy istnieją w Malmo strefy no-go? Zapytaliśmy policję. - Nie. W Malmö i innych miastach Szwecji nie ma takich stref.

Potwierdza to również profesor kryminalistyki z Uniwersytetu w Sztokholmie Jerzy Sarnecki - W Szwecji nie ma no-go zones, czy stref szariatu/ Oczywiście są problemy z integracją i z przestępczością. Ale te dwa pojęcia są celowym wykorzystywaniem tych problemów w celach politycznych.

W minionym tygodniu wróciliśmy z Londynu, gdzie również byliśmy w miejscach uważanych przez niektóre media czy publicystów za no-go zones lub strefy szariatu.

- Przeszliśmy już całą okolicę, minęliśmy synagogę, dwa kościoły, ale żadnego meczetu. Taka to jest strefa szariatu – mówił podczas jednego ze spacerów Dan, który oprowadzał nas po Edgware Road i okolicy, uznanych niedawno przez jedną z komentatorek życia politycznego za strefę szariatu.

Wkrótce napiszemy o kolejnych miastach, które odwiedzimy w ramach projektu „Strefy strachu”. Zachęcamy do śledzenia naszej pracy i „Notatek ze stref strachu” tutaj: https://outride.rs/pl/notatki-ze-stref-strachu/

➡️ Jeśli interesuje Cię ten temat i chcesz, żeby sprawdzone przez nas informacje o tzw. strefach szariatu dotarła do jak największej liczby osób, udostępnij ten post.
Rafał Hetman
Rafał Hetman
Rafał i Marcin cały czas są w Londynie 🇬🇧, gdzie zbierają materiały do drugiej części naszego materiału o tzw. strefach no-go i strefach szariatu.

Wczoraj byli na spotkaniu w jednym z meczetów, a wcześniej udali się do miejsc uważanych przez niektóre media i polityków za strefy no-go.

- To jest słynny w tej okolicy pub – Magdalena, która oprowadza nas po Whitechapel, wskazuje na nieduży budynek po drugiej stronie ulicy – Tam rzeczywiście kiedyś doszło do incydentu. Chodziło o to, że lokalna społeczność, głównie muzułmańska w tej części miasta, miała już dość pijanych Angoli wszczynających burdy pod ich oknami. Tez byś się wkurzył, gdyby takie rzeczy działy się pod twoim domem.

Pub „Blind Beggar” cały czas funkcjonuje. To legendarne miejsce. Budynek powstał pod koniec XIX wieku, z jego przybytków korzystali zarówno gangsterzy, jaki gwiazdy sportu – m. in. były trener londyńskich drużyn piłkarskich Harry Redknapp oraz obrońca West Hamu i kapitan reprezentacji Anglii Bobby Moor.

Wzdłuż ulicy, przy której stoi pub, trwa targ. Tłum ludzi, zapach warzyw, owoców i ryb. Między sprzedającymi i kupującymi co jakiś czas przeciskają się biegacze i biegaczki, którzy zaliczają weekendową porcję joggingu. Ponad straganami widać szczyty szklanych wieżowców biznesowej dzielnicy Londynu.
Rafał Hetman
Rafał Hetman
Wczoraj przyjechaliśmy do Londynu. To drugie miasto, które opiszemy w ramach naszego projektu #StrefyStrachu.

Według niektórych mediów na świecie w stolicy Wielkiej Brytanii istnieją tzw. strefy no-go i strefy szariatu, w których radykalni muzułmanie chcą wprowadzić szariat.

Byliśmy dziś w jednym z takich miejsc. Edgware Road to okolica od lat związana z imigrantami z Libanu. Jakiś czas temu przez jedną z brytyjskich publicystek strefą szariatu.

- Przeszliśmy już całą okolicę, minęliśmy synagogę, dwa kościoły, ale żadnego meczetu. Taka to jest strefa szariatu – powiedział Dan, który oprowadzał nas po Edgware Road i okolicy.

Więcej o tym miejscu napiszemy w naszym reportażu.

A jutro zamierzamy udać się do innego miejsca uważanego za strefę szariatu.
Rafał Hetman
Rafał Hetman
W tym tygodniu w ramach naszego projektu #StrefyStrachu, w którym chcemy Wam opowiedzieć o życiu muzułmanów w Europie i tzw. strefach no-go oraz strefach szariatu, zwracamy się ku Wielkiej Brytanii, a konkretnie ku Londynowi.

W czasie naszego researchu i rozmów o Londynie natknęliśmy się na informacje mówiące o istnieniu czegoś w rodzaju strefy szariatu w stolicy Wielkiej Brytanii - o istnieniu patroli w Tower Hamlets, które przypominają o przestrzeganiu szariatu w tej części Londynu, a także o plakatach i wlepkach, które informują o istnieniu "Strefy".

Jako że w Londynie mieszka wielu Polaków i wiele Polek, chcielibyśmy was zapytać, czy Wy, mieszkający w Londynie lub odwiedzający go mieliście okazję przebywać w miejscach uznawanych za no-go zone? Jakie są wasze doświadczenia związane z tym tematem? Dajcie znać w komentarzach!

Wybieramy się do Londynu, dlatego wasze opinie i wskazówki będą dla nas bardzo cenne!
Rafał Hetman
Rafał Hetman
Na naszej mapie miast, o których chcemy napisać w ramach projektu „Strefy strachu”, obecnie najbardziej skupiamy się na Marsylii.

Według niektórych mediów północna część miasta to jedna wielka no-go zone, gdzie lokalne władze utraciły de facto kontrolę nad tym, co się tam dzieje.

Osoby, z którymi do tej pory rozmawialiśmy o mieście, mówią, że rzeczywiście boją się pojawiać w tych częściach Marsylii. Przy czym niektórzy zaznaczają, że na problem „stref” trzeba spojrzeć w szerszym kontekście: w Marsylii panuje wysokie bezrobocie, które głównie dotyka właśnie tych „stref”, ponadto są to najbiedniejsze części miasta, więc problemy związane z północnymi dzielnicami należy rozpatrywać w szerszym społeczno-ekonomicznym kontekście.

Na aspekt społeczno-ekonomiczny zwracamy również uwagę w przygotowywanym reportażu multimedialnym o Malmo w Szwecji, gdzie byliśmy w lutym.

A jeśli ktoś z was mieszka lub mieszkał w Marsylii, ma tam znajomych i chciałby pomóc przy realizacji naszego reportażu, prosimy o kontakt na privie!
Rafał Hetman
Rafał Hetman
W ciągu najbliższych lat Marsylia stanie się pierwszym tak dużym miastem w Europie, w którym większość mieszkańców będą stanowić wyznawcy islamu. Niektóre media donoszą o tym, że na ulicach tego miasta pojawiają się gangi i “policja szariatu”. Mówi się też o istnieniu no-go zones i „małych państw islamskich”, gdzie nie sięga władza państwowa, gdzie trudno egzekwować prawo. Ponadto z Marsylii pochodzi wielu francuskich dżihadystów walczących w Syrii.

Dlatego zdecydowaliśmy, że jednym z kolejnych miast, które chcemy opisać w naszym projekcie #StrefyStrachu, jest Marsylia leżąca na południu Francji. Mamy zamiar sprawdzić doniesienia o no-go zones i „policji szariatu”. Chcemy do Marsylii wysłać reporterów, którzy zweryfikują pojawiające się w mediach informacje.

Czy ktoś z was był w tym mieście? A może mieszka na miejscu i chce opowiedzieć o tym, jak z jego perspektywy wygląda życie w mieście? Na jakie wątki związane z tematem naszego projektu powinniśmy według was zwrócić uwagę, kiedy będziemy przygotowywać się do reportażu o Marsylii?
Rafał Hetman
Rafał Hetman
W ramach projektu #StrefyStrachu Rafał i Marcin wrócili trzy tygodnie temu z Malmö, gdzie zbierali materiały do tekstu o Rosengårdzie, dzielnicy uważanej przez niektórych za no-go zone i strefę szariatu.

Reportaż jest w przygotowaniu. A my już myślimy o kolejnych europejskich miastach, do jakich powinniśmy wysłać reporterów, by sprawdzili, doniesienia o istnieniu innych no-go zones i stref szariatu.

Mamy kilka pomysłów, którymi z pewnością się z wami podzielimy, ale dziś chcielibyśmy zapytać was: jakie miasta powinniśmy sprawdzić? W jakich miejscach mówi się o istnieniu stref szariatu lub stref podwyższonego ryzyka? Jakie miasta szczególnie was interesują?

Bardzo jesteśmy ciekawi waszych podpowiedzi. Dajcie znać w komentarzach.

Czym są „no-go zones” i „strefy szariatu”? Jak rozumieć te pojęcia?
Żeby być precyzyjnym, sięgnijmy do słownika.

Tylko w słowniku języka angielskiego Collinsa znajdziemy aż cztery definicje strefy no-go.

W pierwszej kolejności mianem no-go zone słownik określa miejsce, w którym występująca przemoc i przestępczość sprawia, że ludzie boją się w nim pojawiać. Druga definicja mówi o miejscu kontrolowanym przez grupę ludzi, którzy używają siły, aby uniemożliwić innym wejście do tego miejsca. Trzecia wyjaśnia, że no-go zone to zabarykadowana dzielnica w mieście, zwykle przez organizację paramilitarną, do której policja, wojsko itd. może wejść tylko siłą. Czwarta mówi o obszarze, w którym niektóre osoby i grupy muszą poruszać się w ograniczony sposób.
Rafał Hetman
Rafał Hetman
Dziś uchylamy rąbka tajemnicy i chcemy wam pokazać, o kim będziemy m.in. pisać w ramach projektu #StrefyStrachu poświęconemu tzw. strefom no-go i tzw. strefom szariatu.

Rafał i Marcin wrócili tydzień temu z Malmo w Szwecji, gdzie zbierali materiał do reportażu o dzielnicy Rosengard. W reportażu poznacie m.in. "filar społeczności" Rosengardu, czyli....

Zobaczcie sami

Jest legendą. Niektórzy nazywają go „królem Rosengardu”, ale dla większości to po prostu Dallas, Papa Dallas.

- Musicie o nim napisać! – przekonuje nas Gemila.

- O tak, Dallas… - wzdychają z uznaniem wszyscy, których o niego pytamy.

- To wielki człowiek – zaczyna Ulf, który pracuje w klubie sportowym w samym sercu Rosengardu. W tym samym miejscu, w którym Papa Dallas zbudował swoją legendę. – Dallas miał to coś. Potrafił trafić do dzieciaków. Był jak ojciec, wszyscy się go słuchali. Twardy, zdecydowany, ale nigdy nie używał siły. Nie musiał – opowiada Ulf w swojej kanciapce przy wejściu do hali sportowej.

Przez szybę widzimy osoby wchodzące do klubu i wychodzące z niego. To okoliczna młodzież. Głównie z Rosengardu, ale nie tylko. Ulf macha do każdego, pozdrawia zza biurka. – Do zobaczenia! Na razie! – krzyczy. Nastolatki przychodzą tu by trenować głownie boks, ale również inne sztuki walki w tym MMA.

- Mamy tu świetną dziewczynę, Somalijkę. Jest znakomita – przekonuje Ulf. – Chłopcy też są nieźli. Zajęcia odbywają się codziennie od 16:00 do 21:00. Każdy płaci za zajęcia, ale ta kwota jest symboliczna, 250 koron za pół roku, to jest prawie darmo.
Papa Dallas naprawdę nazywa się Dialy Mory Diabaté i pochodzi z Senegalu. Urodził się w 1942 roku. Do Szwecji przyjechał w 1964 roku, kiedy w Malmo trudno było znaleźć na ulicy osoby o ciemnym kolorze skóry. Nie od razu zajął się sportem. Był kierownikiem grupy tanecznej. Pracował też jako sprzątacz. W 1973 trafił do klubu na Rosengardzie i zaczął zajmować się szkoleniem młodzieży.

- Niektórzy przyjeżdżają tu bez rodziców, nie mówią po szwedzku, są poza społeczeństwem – tak Dallas opowiadał o swojej pracy BBC w 2006 roku. - Kiedy młodzi ludzie zaczynają boksować tutaj, z nami jako braćmi i siostrami, zaczynają zachowywać się inaczej, zaczynają rozumieć, że są kimś i że ktoś się nimi zajmuje – tłumaczył.

BBC nazwało Dallasa „filarem społeczności” Rosengardu. Od lat 70. Dialy Mory Diabaté wychował pokolenia zawodników. Za swoją pracę na rzecz sportu i młodych ludzi został wyróżniony kilkoma nagrodami, m.in. nagrodą Sports Mirror od TV Sport i nagrodą Królewskiego Towarzystwa Patriotycznego.

- Bez wątpienia Dallas zmienił moje życie – przyznaje Hilal Masri. – Kiedy byłem młodym chłopcem, miałem wtedy 12 lat, dostrzegł mój potencjał. Powiedział mojemu ojcu, że będą ze mnie ludzie. Trenowałem z nim, ale interesowały mnie też samochody. Dziś pracuję przy produkcji samochodów, jestem odpowiedzialny m.in. za malowanie takich marek jak Tesla, Porsche czy Hundai. Ciągle też jestem zawiązany z klubem sportowym na Rosengardzie. Trenuję tutaj młodzież. Spędzam tu popołudnia – opowiada Hilal. – Staram się kontynuować to, co robił Dallas.

Dialy Mory Diabaté nie zajmuje się już trenowaniem młodzieży. Ze względu na stan zdrowia cały czas przebywa w szpitalu.

- Jestem u niego dwa razy w tygodniu – mówi Hilal. – Rozmawiamy, pokazuję mu filmy bokserskie, czytam mu, jestem obok, tak jak on był obok przez całe moje życie. Oddaję mu to, co dostałem. On zawsze powtarzał: jeśli mi coś dajesz, ja muszę dać jeszcze więcej od siebie. W klubie staramy się kontynuować jego dzieło i przekazywać jego idee. Dzieciaki, z którymi pracujemy, są wdzięczne za to co robimy. Opiekujemy się nimi wraz z rodzicami, a czasami zamiast nich. W życiu różnie bywa. To klub bokserski, ale zawsze powtarzamy, że boks jest tylko planem B. Plan A to skończyć szkołę, ustawić się w życiu, bo prawdziwa walka to właśnie życie, szkoła. Boks powinien być tylko planem zapasowym. To staramy się im wytłumaczyć. Tak też mówił Dallas. Mówił również, że ważne jest, żeby sobie pomagać bez względu na kolor skóry czy wyznanie. Przychodzisz do kluby i nie ważne czy jesteś z Albanii, czy jesteś pochodzenia romskiego, z Afryki, z Palestyny, z Serbii, Chorwacji. Wszyscy jesteśmy jak rodzina. Tu nie osądzamy nikogo ze względu na jego pochodzenie, oceniamy jedynie akcje, jakie wykonuje w ringu.

Tekst: Rafał Hetman
Fotografie: Marcin Suder
Rafał Hetman
Rafał Hetman
Wróciliśmy z Malmö, gdzie przez kilka dni zbieraliśmy materiały do pierwszej części reporterskiego projektu o tzw. no-go zones i tzw. strefach szariatu, które według niektórych mediów i polityków występują w europejskich miastach.

W reportażu, który przygotowujemy, chcemy opowiedzieć o tym, jak wygląda dziś Rosengard, czyli dzielnica Malmö uważana za jedną ze stref no-go, i dlaczego zyskał złą sławę. To były bardzo intensywne i pracowite dni pełne spotkań i rozmów.

Udało nam się porozmawiać z mieszkańcami Rosengardu, osobami tam pracującymi, z lokalnym imamem, a także z policją w Malmö.

– Tak, mamy tu gangi. Są strzelaniny, podpalenia aut – mówi Ulf, pracujący w klubie sportowym w samym sercu Rosengardu.

– Mówiąc ogólnie, nie ma zagrożeń dla bezpieczeństwa w Malmö – słyszymy na policji, kiedy pytamy o największe zagrożenia bezpieczeństwa w mieście. – Oczywiście, że w mieście dochodzi do różnego rodzaju przestępstw, dochodzi do nich także w innych miastach, ale najnowsze statystyki kryminalne wskazują na spadek liczby przestępstw w Malmö – wyjaśnia Jimmy Modin z zespołu prasowego.

– Mieszkałem w Austin w Teksasie, w Londynie, ale Malmö to jest miasto, w którym czuję się najbezpieczniej – mówi Axel, student pochodzenia hiszpańskiego.

– Kiedy tu przyjechałam, zorganizowano dla nas spotkanie z oficerem Mikiem z policji – mówi Katia, studentka z Wielkiej Brytanii, która na Rosengardzie mieszka od dwóch lat. – Oficer Mike mówił nam, na co mamy uważać w Malmö: tłumaczył, żebyśmy uważali na rowery, wyjaśniał, żebyśmy zwracali uwagę, gdzie są wyznaczone trasy rowerowe, a gdzie pasy dla przechodniów, mówił, czego nie robić, żebyśmy nie dostali mandatu. Takie rzeczy - podsumowuje Katia.

– Nie wszystkim jest łatwo się zintegrować, dlatego pojawiają się problemy – wyjaśnia imam Roland Vishkurti z Centrum Islamskiego w Malmö. – Co mają ze sobą zrobić ludzie, którzy na decyzję ws. azylu czekają czasem pięć lat? Próbujemy im pomóc. Działamy w takiej radzie, która skupia przedstawicieli kilku religii: islamu, Kościoła katolickiego, Kościoła Szwecji, judaizmu, buddyzmu. Rozmawiamy o problemach. Staramy się wypracować wspólne, uniwersalne przesłanie dla naszych wiernych.

To oczywiście tylko część tego, czego dowiedzieliśmy się o Szwecji, Malmö i Rosengardzie. Czas poskładać zebrany materiał w jedną, spójną całość.

Siadamy więc do pracy.
Rafał Hetman
Rafał Hetman
Po kilku godzinach rozmowy z Gamilą, mieszanką dzielnicy Rosengard w Malmö, poszliśmy coś zjeść. – To jest najlepszy falafel na Rosengardzie – przekonuje Gamila. Nazwa lokalu mówi sama za siebie "Falafel N. 1". I rzeczywiście, jedzenie było bardzo dobre.

Po kolacji, około godziny 22, rozstaliśmy się z naszą przewodniczący i rozmówczynią. Kilkanaście minut później policja w Malmö otrzymuje zgłoszenie: W pobliżu lokalu "Falafel N. 1" doszło do strzelaniny. Po kilku minutach na miejscu pojawiają się radiowozy. Rano Gamila przesyła nam link z newsem na temat tego wydarzenia.

Tak się składa, że na rano mamy umówione spotkanie z policją. Chcemy więc zapytać, co się stało, bo doniesienia o strzelanie są niepewne.
– Tak, mieliśmy zgłoszenie o strzelanie, do której miało dojść po zderzeniu samochodowym. Ale na miejscu nie znaleźliśmy żadnych śladów strzelaniny. Nie było łusek, ani dziur po kulach – usłyszeliśmy na policji.
– Tak, coś było. Czytaliśmy w internecie – potwierdza jeden z mężczyzn, stojący za ladą "Falafel N. 1". – Ale tu nic nie słyszeliśmy. Pracowaliśmy normalnie – dodaje.
A więc zderzenie pojazdów. Nie strzelanina.
Rafał Hetman
Rafał Hetman
– Malmö to najlepsze miasto w Szwecji – mówi wiozący nas z lotniska taksówkarz.

Przyjechaliśmy do Malmö, w Szwecji, żeby napisać o tzw. no go zone, za którą uważana jest dzielnica Rosengård. Większość budynków to bloki z lat 60. i 70. XX w., które powstały dla rodzin robotniczych. Dziś mieszkają tu głównie imigranci.

– Malmö jest piękne i bardzo dobrze mi się w nim żyje – kontynuuje Ali, taksówkarz. – Oczywiście, są problemy jak wszędzie. Ale nie takie znowu wielkie. Problemem Malmö jest bliskość Danii i Niemiec. Tutaj krzyżują się szlaki przemytników. Mamy narkotyki, gangi, strzelaniny. Na szczęście oni raczej zabijają siebie nawzajem – tłumaczy, gestykulując za kierownicą. – Większość z tych rzeczy dzieje się na Rosengårdzie – dodaje, a my już wiemy, że powtarza fałszywą, ale bardzo popularną opinię o tym miejscu.

Według policyjnych statystyk Rosengård nie jest dzielnicą, w której najczęściej dochodzi do przestępstw. Nie jest też dzielnicą, której mieszkańcy najgorzej oceniają poziom bezpieczeństwa.

Skąd więc się bierze zła opinia o Rosengårdzie? Chcemy to sprawdzić.
Rafał Hetman
Rafał Hetman
Za trzy dni jedziemy do Malmo, żeby z bliska zobaczyć życie w Rosengardzie, czyli dzielnicy uważanej przez niektórych za no go zone.

Udało nam się już skontaktować z osobami mieszkającymi w Malmo, które opowiedziały nam trochę o tej dzielnicy. Oto kilka wypowiedzi:

- Jest tak zwana Strefa, ale ja i znajomi jesteśmy takiego zdania, że jeśli im się nie przeszkadza to i oni nie przeszkadzają. Ale tak naprawdę to nie tylko na Rosengardzie dzieją się cuda. W Malmö strzelają się, gdzie im się podoba.

- Mieszkałem bardzo blisko, trzy lata temu. Nie bałem się wychodzić na ulicę, samochodu też mi nie obrobili mimo, że stał przy ulicy. Oczywiście na Rosengard też kradną, ale myślę że tak jak wszędzie.

- Jak moja przyjaciółka przyleciała w odwiedziny zaprowadzilam ją tam i poszliśmy razem z jej mężem na spacer. Zapytała, "czy to są te szwedzkie slamsy", o których mówią w polskiej telewizji. Ja mówię, że tak. To zapytała, czy może tu zostać.

Zapytaliśmy też policję, jak w ich statystykach wygląda Rosengard. Otrzymaliśmy taką odpowiedź: Przestępczość w Rosengård jest poniżej średniej Malmö i również poniżej średniej krajowej. Ma to odzwierciedlenie zarówno w statystykach pokazujących liczbę przestępstw przypadających na jednego mieszkańca, jak i w corocznym badaniu bezpieczeństwa.

I na koniec jeszcze jedna opinia od Polaka mieszkającego w Malno:
- Chcesz coś wiedzieć o Rosengard? To może wpadnij i przekonaj się sam. Bilety nie są takie drogie. I na własne oczy zobaczysz, gdzie leży prawda pomiędzy lewą a prawą narracją.

No więc lecimy sprawdzić.
Rafał Hetman
Rafał Hetman
Robimy research do naszego projektu, w którym sprawdzamy, czy w europejskich miastach istnieją tzw. no go zones i tzw. strefy szariatu.

Natykamy się na wypowiedzi polityków, że w Szwecji istnieją 54 strefy, gdzie obowiązuje szariat.

Pytamy więc u źródła, w Szwecji. W odpowiedzi od profesora kryminologii z Uniwersytetu w Sztokholmie otrzymujemy odpowiedź: “W Szwecji nie ma no go zones czy stref szariatu. Oczywiście są problemy z integracją i z przestępczością”.

Szukamy więcej informacji. Natykamy się na wypowiedź wicekomisarza policji w Malmo, która znajduje się w reportażu polskiego reportera Macieja Czarnecikego: policja zidentyfikowała w całym kraju 15 obszarów, na których, choć obowiązuje tam szwedzkie prawo, występują „paralelne struktury społeczne”. Wśród nich jest Rosengard.

Co właściwie znaczą paralelne struktury społeczne? Chcemy to sprawdzić. Dlatego zdecydowaliśmy, że pierwszym miastem, o jakim napiszemy będzie Malmo, a w nim dzielnica Rosengard.

Z Rosengardu pochodzi Zlatan Ibrahimovic, najbardziej znany szwedzki piłkarz. Jest to też dzielnica uważana za no go zone. Co to w praktyce oznacza? Musimy zweryfikować.

➡️ Byliście kiedyś w Malmo? Może ktoś z was tam mieszka? Może ma znajomych? Jeśli tak, dajce znać, na co w szczególności powinniśmy zwrócić uwagę w Szwecji?

➡️ I już na koniec: Jakie najczęściej mity powtarzają się w związku z no go zones? Napiszcie o nich. A my sprawdzimy, jak to wszystko wygląda na miejscu.
Rafał Hetman
Rafał Hetman
Chcemy wam dziś opowiedzieć, czym zajmiemy się w najbliższym czasie. ⤵️

Zaczynamy nowy, duży i chyba najtrudniejszy projekt reporterski, jakiego się do tej pory podjęliśmy. Musimy wam się od razu przyznać, że nie możemy być pewni, dokąd dokładnie on nas zaprowadzi. Dlatego postanowiliśmy, że będziemy dzielić się z wami informacjami o nim już w czasie przygotowań do jego realizacji. Chcemy was pytać, prosić o opinie i dzielić się naszymi wątpliwościami, bo wierzymy, że dzięki waszej pomocy uda nam się lepiej ten projekt poprowadzić, być może uniknąć mielizn i znaleźć jeszcze ciekawsze wątki.

Ale do rzeczy!

Chcemy opowiedzieć o życiu muzułmanów w Europie, sprawdzić doniesienia o tzw. no go zones w europejskich miastach, czyli dzielnicach, w których według niektórych mediów panuje bezprawie. Chcemy zweryfikować informacje o tzw. strefach szariatu w europejskich miastach. Czym są i czy w ogóle istnieją? Będziemy jeździć do tych miejsc, żeby na własne oczy przekonać się, jak wygląda życie w takich dzielnicach.

W dużej mierze będzie to projekt fact checkingowy. Będziemy podążali za newsami pojawiającymi się w mediach i sprawdzali szeroki kontekst przedstawianych historii.

Niewiedza jest przyczyną niezrozumienia, wywołuje strach, a strach może prowadzić do konfliktów. Dlatego chcemy tłumaczyć i weryfikować fakty, bo jesteśmy przekonani, że tylko rzetelna informacja pozwala nam szczerze i merytorycznie rozmawiać o problemach.

➡️ Dajcie nam znać, czy temat was interesuje. Być może słyszeliście już w mediach o tzw. no go zones i w związku z informacjami o nich pojawiły się w waszych głowach jakieś pytania. Napiszcie o nich w komentarzach.

Wzmocnij nas

Dzięki Tobie udamy się w jeszcze więcej miejsc. Weprzyj nas finansowo już dziś!

Przy Strefach Strachu pracują m.in.:

Marcin Suder

Marcin Suder

W Outriders fotograf i fotoreporter. Przez wiele lat pracował dla agencji Corbis. Współpracował także z organizacjami pozarządowymi – Unicefem i UNDP. Wykonywał fotoreportaże w kilkudziesięciu państwach, które publikowano na łamach czołowych tytułów na świecie.

Rafał Hetman

Rafał Hetman

Bloger i reporter. Od czterech lat prowadzi blog o literaturze faktu CzytamRecenzuję.pl. Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, dzienniku „Polska the Times”, czy w magazynie żydowskim „Chidusz”. Wcześniej pracował w portalu TVN24.pl oraz prowadził własny lokalny portal Jastrzębie Online.