pl   -   en

Mówić: „mogę to wygooglować”, a następnie faktycznie googlować, to robić dwie różne rzeczy

A ponadto inne ciekawostki z wywiadów przeprowadzonych w ramach nowego badania z coraz częściej spotykanymi osobami – tak zwanymi „unikającymi wiadomości”.

„Gdybym potrzebowała dowiedzieć się czegoś, ktoś prawdopodobnie zapukałby do moich drzwi i udzielił mi odpowiedzi”.

Powyższą opinię wyraziła jedna z uczestniczek badania poświęconemu sposobowi, w jaki tak zwani „unikający wiadomości” (osoby korzystające z tradycyjnych źródeł informacji) polegają na serwisach społecznościowych i wyszukiwarkach opartych na algorytmach, aby znaleźć potrzebne informacje. Benjamin Toff, adiunkt na Uniwersytecie w Minnesocie, oraz Rasmus Kleis Nielsen, kierownik badań w Instytucie Studiów Dziennikarskich Reutersa, właśnie opublikowali wyniki badań trzech wybranych „teorii ludowych” opisujących, jak ludzie przyswajają wiadomości. Badania te są przydatne osobom, które chciałyby lepiej zrozumieć, jak ludzie, którzy nie są przyklejeni do Twittera, myślą o sposobach, w jakie otrzymują wiadomości.

Badacze przeprowadzili wywiady z 43 osobami z Wielkiej Brytanii (ponad połowa z nich pochodziła z klasy robotniczej, a 39% – miało tytuł licencjata), aby dowiedzieć się, jak postrzegają wiadomości i sposób ich przyswajania. Obaj naukowcy zgadzają się, że nie można tutaj generalizować i odnosić wyników do ogółu społeczeństwa, ale „badanie zachowań tych, którzy rzadko mają bezpośrednio do czynienia z mediami, a zarazem posiadają dostęp do informacji przez media społecznościowe oraz wyszukiwanie, dostarcza kluczowe studium przypadku dynamiki środowiska coraz mocniej definiowanego przez platformy internetowe”.

(Warto pamiętać o istotnym raporcie „New York Timesa” z Medamahanuwary na Sri Lance, opublikowanym w ostatni weekend. Przedstawia sposób, w jaki news feed i grupy dyskusyjne Facebooka mogą wypaczać dyskurs społeczny poprzez dezinformację na platformie. To przykład demokracji „siedzącej na beczce prochu”. Sposób działania wyszukiwarki Google’a jest równie ważny w raporcie Toffa i Nielsena. Ich badania zostały sfinansowane przez Google Digital News Initiative).

„Osoby, z którymi przeprowadzaliśmy wywiady, często miały zaufanie do mediów społecznościowych i wyszukiwarek, a nie zawsze miały zaufanie do siebie” – podsumowują naukowcy. Zauważają, że to badanie pomoże nam dowiedzieć się, „jak rozumieć, jak ludzie korzystają z mediów, o ile zrozumiemy, jak ludzie rozumieją media”. (A teraz powtórz to szybko trzy razy). Określają oni „teorie ludowe” jako „dostępne kulturowo symboliczne zasoby, które ludzie wykorzystują, aby nadać sens swoim mediom i praktykom informacyjnym”.

Trzy komplementarne teorie oraz link do całego artykułu:

1. „Wiadomości mnie znajdują”.
Ankietowani wskazali Facebooka i inne platformy mediów społecznościowych jako te, które dają im pewność otrzymywania wystarczającej ilości informacji. Dzięki nim wiedzą, co dzieje się na świecie. Nie są pewni, jak działają algorytmy, chociaż przyznają, że ułatwiają one życie.

Cameron, jeden z badanych, entuzjasta muzyki i gier wideo, ujął to zwięźle: „Wiadomości powinny szukać mnie, a nie ja wiadomości”. Ta teoria ludowa opiera się częściowo na zaufaniu ludzi do ich sieci społecznościowych złożonych z przyjaciół i rodziny, ale także często i wyraźnie odwołuje się do doświadczeń, w jaki sposób media społecznościowe, w szczególności Facebook, umożliwiają wiadomościom znalezienie odbiorcy.

„Gdybym potrzebowała dowiedzieć się czegoś, ktoś prawdopodobnie zapukałby do moich drzwi i udzielił mi odpowiedzi” – stwierdziła Emily po zastanowieniu się, czy ma dostęp do wszystkich potrzebnych informacji, chociaż sama unika korzystania ze źródeł wiadomości.

(W podobnym badaniu z 2017 r. przeprowadzonym przez Homero Gila de Zúñigę, Briana Weeksa i Alberto Ardèvol-Abreu, szczegółowo przeanalizowano sposób myślenia typu „wiadomości mnie znajdują”. Osoby, które wierzą w taki schemat, „rzadziej używają tradycyjnych źródeł informacji i mniej wiedzą na temat polityki”. Chociaż podejście „wiadomości mnie znajdują” jest pozytywnie związane z przyjmowaniem informacji w mediach społecznościowych, to nie ułatwia uczenia się polityki. Wyniki sugerują, że aktywne wyszukiwanie wiadomości wciąż najlepiej buduje wiedzę polityczną).

2. „Wiadomości są dostępne”.
To czas Google’a, aby błyszczeć. Badani opisywali, jak mogą przeczesywać całą sieć, aby znaleźć dodatkowe informacje, gdy nie mają jasności w danym temacie. Wymaga to aktywnego zachowania człowieka. Chociaż „jedną z najczęściej powtarzanych fraz w naszych wywiadach było >>po prostu googluje to<< . Tylko że mówienie >>po prostu googluję to<<, tak naprawdę mocno różni się od czynności googlowania”.

Głównymi elementami są przekonania, że jeśli ktoś chciałby uzyskać więcej informacji na temat danego problemu: (a) informacja ta byłaby faktycznie dostępna (z mediów społecznościowych lub innych źródeł) oraz (b) byłaby łatwa do znalezienia (głównie poprzez wyszukiwarkę Google).

Innymi słowy, teorie ludowe nr 1 i 2 w istotny sposób uzupełniały się nawzajem: każda wyodrębniona forma poznania ma swoje zalety i wady. Teoria ludowa nr 1 ułatwia bycie wystarczająco poinformowanym. Teoria ludowa nr 2 broni przed informacją, która ma niską wiarygodność.

3. „Nie wiem, w co wierzyć”.
Chociaż większość uczestników podzielała poglądy dotyczące zarówno pierwszej, jak i drugiej teorii ludowej, ta trzecia teoria była omawiana przez sporo osób, ale nie przez wszystkich. Dotyczy głównie problemu zaufania do mediów oraz problemu dezinformacji, która ma wywoływać zamieszanie – zwłaszcza w związku z działaniem pewnego naczelnego wodzireja (Donalda Trumpa – przyp.red.), którego aktywność medialna jest nieskoordynowana i często sprzeczna z podejmowanymi decyzjami i mijająca się z prawdą.

Zrozumienie wiadomości, które znajdują ludzi przez media społecznościowe, nie było obdarzone takim poziomem zaufania, jak zrozumienie wiadomości, które były samodzielnie wyszukiwane. Ta teoria związana jest z wrażeniem przeładowania informacjami, posiadaniem ograniczonej umiejętności korzystania z mediów, ograniczonego zaufania, niewielkiej wiedzy lub wiary w proces polityczny.

Rozważając, co może wyniknąć z wyszukiwania informacji, Gracie, jedna z badanych, stwierdziła, że „Prawdopodobnie skończyłoby się to ogromem statystyk i liczb. I to także mnie osłabia”.

Dwóch innych uczestników mówiło:

„Tak, ale czytałem, że Donald Trump ostrzegał przed fałszywymi wiadomościami. A kiedy czytasz takie rzeczy, myślisz – jeśli on to mówi, a jest Prezydentem USA, to po prostu nigdy nie możesz być pewien, o co chodzi”.

„Nie mam absolutnie pojęcia, która gazeta jest najbardziej godna zaufania lub która działa wyłącznie w oparciu o fakty lub cytaty. Nie wiem. Nie wiedziałbym nawet, jak się tego dowiedzieć oprócz wpisania zapytania w wyszukiwarkę Google”.

Artykuł autorstwa Christine Schmidt został opublikowany w serwisie NiemaLab.

Czytaj również

Zamknij