pl   -   en

Meksykanie głosują za transformacją kraju

Po raz pierwszy prezydentem Meksyku został kandydat lewicy – 64-letni Andrés Manuel López Obrador, znany też jako AMLO. Zdobył 53% spośród 29 mln oddanych głosów. Jednocześnie utworzona przez niego koalicja „Wspólnie stworzymy historię” uzyskała większość w Kongresie. W nowym, parytetowym rządzie ma się znaleźć osiem kobiet i ośmiu mężczyzn. – Będzie to rząd dla ludzi – zapowiedział prezydent elekt.

Wielkie nadzieje

Meksykanie domagają się zmian i wiążą z nowym prezydentem wielkie nadzieje. Podobnie było w 2000 r., kiedy dzięki 15 mln głosów wygrał wybory Vicente Fox z Partii Akcji Narodowej (PAN). Wcześniej przez ponad 70 lat krajem rządziła Partia Rewolucyjno-Instytucjonalna (PRI). Podobnie jak przed osiemnastu laty, wielu tegorocznych wyborców wyszło na ulicę z flagami Meksyku. Niektórzy zgromadzili się pod pomnikiem Anioła Niepodległości w sercu miasta Meksyk, inni poszli pod hotel Hilton w pobliżu starego miasta, w którym nocował zwycięski kandydat.

– Jesteśmy zmęczeni nierównościami w kraju i brakiem bezpieczeństwa – mówi Renato Flores, sympatyk AMLO. – Czas skończyć z korupcją i rozlewem krwi.

Renato jest specjalistą IT, jego firma od kilku lat stara się nawiązać współpracę z instytucjami rządowymi. W czasie licytacji urzędnicy obiecują Floresowi, że dostanie kontrakt, jeśli da im łapówkę. – Meksyk jest bogatym krajem, ale ci na górze nigdy nie chcieli dać szansy tym na dole – tłumaczy swoją decyzję przedsiębiorca. – Minimalne wynagrodzenie to nieco ponad cztery dolary dziennie, za to nie można wyżyć. Pracownicy mają sześć dni wakacji w roku, wiele osób jest zmuszonych pracować w szarej strefie, nie ma zasiłków dla bezrobotnych. W sumie ponad 40% ludzi mieszka w biedzie, a na dodatek rząd kilka lat temu rząd zlikwidował państwowe emerytury. W dostatku żyją tutaj jedynie złodzieje i politycy.

Andrés Martinez, przewodnik turystyczny, stał dwie godziny w kolejce do komisji wyborczej w Playa del Carmen. Jak tłumaczy, zagłosował na Lópeza Obradora, bo nie widział innej opcji. – José Antonio Meade jest kandydatem PRI, czyli partii, która rządziła Meksykiem przez ostatnich kilka lat. Wcześniej pracował jako urzędnik i na pewno świetnie wiedział o tym, jakie przekręty finansowe robią jego koledzy. Z kolei rodzina Ricardo Anai, kandydata PAN, sama dorobiła się ogromnych pieniędzy w podejrzany sposób. Poza tym Anaya wraz z żoną i dziećmi mieszka oraz robi interesy w Stanach Zjednoczonych. A ja nie wierzę, że syty zrozumie głodnego. AMLO wcześniej też był politykiem prawicy, ale jako gubernator starał się coś robić dla ludzi, więc mam nadzieję, że zmieni nasz kraj na lepsze.

Wenezuela Północy

„Wspólnie stworzymy historię”, koalicja utworzona przez Lópeza Obradora, zdobyła ponad 50% głosów w wyborach do Kongresu. Na drugim miejscu znalazła się partia PAN z ponad 20% poparcia, a PRI będzie mieć tylko 10% reprezentantów. Oznacza to, że AMLO może rządzić samodzielnie. Wielu przedstawicieli meksykańskiej klasy średniej obawia się jednak obietnic złożonych przez nowego prezydenta w trakcie kampanii wyborczej.

– López Obrador twierdził, że da pieniądze samotnym matkom i stypendia uczniom z biednych domów oraz podniesie emerytury, pensje lekarzy, policji, wojskowych i nauczycieli – mówi Rubén López, mieszkaniec miasta Meksyk. – On się nie zna na ekonomii. Już jeden kraj zaczął rozdawać pieniądze i jak skończył? Śmiejemy się z kolegami, że w poniedziałek obudziliśmy się w Wenezueli Północy.

Inni są zaniepokojeni, że prezydent elekt wstrzyma budowę portu lotniczego w mieście Meksyk, które pęka w szwach.

– Nowe lotnisko jest potrzebne – uważa Ana Torres, finansistka. – Często w tygodniu mam loty służbowe, które opóźniają się nawet o kilka godzin, bo nad miastem jest korek i samolot nie może wylądować.

Torres jest krytyczna również wobec powrotu do systemu edukacji sprzed reformy, która miała miejsce kilka lat temu. Uważa, że AMLO chciał obietnicami zdobyć głosy związku zawodowego nauczycieli. Przed ostatnimi zmianami meksykańscy nauczyciele, odchodząc na emeryturę, sami wybierali swoich następców, ci zaś nie musieli zdawać żadnych egzaminów, przez co poziom w szkołach był i nadal jest tragiczny. Każdy, kogo tylko na to stać, wysyła więc dziecko do szkoły prywatnej, a placówki państwowe omija szerokim łukiem.

W centrum biedni i Indianie

López Obrador po zwycięskich wyborach stara się uspokoić politycznych przeciwników. – Nie stworzymy dyktatury, nawet w ukryciu – powiedział w swoim pierwszym przemówieniu. – W zamian obiecuję głębokie zmiany. Będzie wolność biznesu, słowa, stowarzyszeń i wyznań.

Dodał, że uzna umowy rządu z firmami, bankami krajowymi i zagranicznymi oraz ich nie wywłaszczy, czym straszył w czasie kampanii. Jak jednak zapowiedział, to zwykli mieszkańcy są dla niego najważniejsi: – Wysłuchamy wszystkich, spotkamy się ze wszystkimi, będziemy wszystkich szanować, ale skupimy się na biednych i zapomnianych, w szczególności na indiańskich wioskach.

Na zdjęciu: Po lewej Enrique Pena Nieto, prezydent Meksyku a po prawej Andres Manuel Lopez Obrador, prezydent elekt.

Zamknij