pl   -   en

Karawana uchodźców przestraszyła Trumpa

Karawana uchodźców, która liczy ponad 1600 osób z Ameryki Centralnej, 25 marca przekroczyła granicę z Meksykiem i idzie w kierunku stolicy kraju. Donald Trump stwierdził, że Meksyk śmieje się z prawa migracyjnego Stanów Zjednoczonych i nie robi nic, aby zatrzymać nielegalnych emigrantów.

Ludzie bez Granic

Karawana uchodźców jest organizowana od 2010 r. przez stowarzyszenie Ludzie bez Granic w odpowiedzi na przemoc, korupcję oraz prześladowanie kobiet i mniejszości seksualnych w Trójkącie Północnym Ameryki Centralnej. Wśród uczestników tegorocznego marszu 80% ludzi pochodzi z Hondurasu, pozostali są z Salwadoru, Nikaragui i Gwatemali. W grupie znajdują się kobiety, ok. 300 dzieci, młodzież i osoby starsze. Miejscowi, poruszeni ich sytuacją, dzielą się z nimi jedzeniem, wodą i ubraniami.

– Nie jesteśmy anarchistami – zapewnia Irineo Mujica, jeden z organizatorów marszu. – Staramy się pomóc tym osobom, żeby poznały swoje prawa. My, jako rodzaj ludzki, powinniśmy wspierać ludzkie i rozsądne rozwiązania.

Obecnie karawana znajduje się w stanie Puebla, gdzie uchodźcy mają zamiar spędzić kilka dni. Tam zostaną dla nich zorganizowane warsztaty, na których będą mogli zasięgnąć nieodpłatnych informacji u adwokatów na temat tego, w jaki sposób starać się o zalegalizowanie swojego pobytu w Meksyku bądź Stanach Zjednoczonych.

Wydostać się z piekła

Kilka dni temu na alarm zaczął bić BuzzFeed News, twierdząc, że dwie trzecie maszerujących zamierza dotrzeć do granicy ze Stanami Zjednoczonymi i tylko część z nich chce dołączyć do swoich rodzin w Meksyku. Irineo Mujica mówi jednak, że to nieprawda.

– Nie wszyscy zamierzają się udać do Stanów Zjednoczonych, chcą tylko wydostać się z piekła, w którym żyją – powiedział w wywiadzie udzielonym BBC Mundo. – Niektóre osoby zamierzają dotrzeć do północnej granicy Stanów Zjednoczonych, lecz jest to zdecydowana mniejszość. Meksyk jest państwem nie tylko tranzytowym, ale też docelowym, dlatego że nie jest łatwo przekroczyć granicę ze Stanami. Wiele osób zostaje w Tijuanie, Monterrey, Guadalajarze i mieście Meksyk. W dużych miastach, gdzie jest praca.

Organizator marszu dodał, że celem karawany jest tak naprawdę uwrażliwienie Meksykanów na poświęcenie ludzi, którzy próbują uciec ze swoich krajów w poszukiwaniu lepszego życia. W ostatnich latach zdarza się, że emigranci w drodze są okradani, padają ofiarą porwań, a nawet tracą życie.

Mur jest potrzebny

Donald Trump na wiadomość o tym, że Meksyk wpuścił karawanę uchodźców do swojego kraju, zareagował emocjonalnym wpisem na Twitterze: „Meksyk robi niewiele, jeśli nie nic, żeby powstrzymać ludzi przed przekroczeniem jego południowej granicy w drodze do Stanów Zjednoczonych. Śmieją się z naszego prawa migracyjnego. Muszą zatrzymać przepływ narkotyków i ludzi albo ja zatrzymam ich dojną krowę, NAFTA. Mur jest potrzebny!”.

W kolejnym wpisie dodał, że ludzie biorący udział w marszu są niebezpieczni i starają się wykorzystać dekret DACA, chociaż nie dotyczy on nowych emigrantów, a jedynie dzieci i młodzieży, która dostała się do Stanów przed 2012 r.

Luis Videgaray Caso, minister spraw zagranicznych Meksyku, odpowiedział Trumpowi również na Twitterze: „Meksyk i USA pracują nad kwestiami migracji w regionie. Dane to potwierdzają [Meksyk deportuje znacznie więcej ludzi z Ameryki Centralnej niż jeszcze kilka lat temu i coraz mniej osób przekracza granicę ze Stanami]. Współpraca nie powinna być kwestionowana na podstawie nieprecyzyjnych doniesień prasowych. Obrona godności i praw człowieka nie stoi w sprzeczności z rządami prawa”. Władze poinformowały też, że już 400 członków marszu musiało opuścić Meksyk, w tym grupa 100 osób, która odłączyła się od karawany w stanie Veracruz.

– Nie wiem, co go ugryzło – stwierdził z kolei Mujica na wiadomość, że Trump grozi, iż wyśle armię na granicę oraz przestanie pomagać finansowo Hondurasowi. – Prosić Meksyk, żeby nas zatrzymał, bo jesteśmy zagrożeniem większym niż terroryści, to coś, czego nie rozumiemy. Rasiści obwiniają nas o zbyt wiele. Nie wiedzą jednak, że to, przed czym uciekliśmy, jest dużo gorsze. Nie chcemy, żeby mordowali nasze dzieci. Jesteśmy zmęczeni życiem w strachu. Nie chcemy, aby nasza młodzież była rekrutowana przez zorganizowane grupy przestępcze i gangi.

Przemoc, represje i brak perspektyw

Grupa Ludzie bez Granic zorganizowała w zeszłym roku dwie karawany, ale nie były one tak liczne jak ta obecna. Zdaniem organizatorów do emigracji w tym roku przyczyniły się wybory prezydenckie w Hondurasie, w trakcie których doszło do przemocy, a także represje wobec opozycjonistów oraz zła sytuacja gospodarcza kraju.

Meksyk już zapowiedział, że niektórzy uczestnicy marszu dostaną wizy humanitarne, a pozostali wizy tranzytowe na okres 20 lub 30 dni. W tym czasie będą mogli się udać do biura migracyjnego, żeby rozpocząć proces legalizacji pobytu, lub dojechać do granicy ze Stanami Zjednoczonymi.

Jednak dane Meksykańskiej Komisji Pomocy Uchodźcom nie są przekonujące. Tylko 378 wniosków z 4272 złożonych przez Honduran w 2017 r. rozpatrzono pozytywnie. Kolejne 392 osoby musiały uzupełnić dokumenty. Mniej niż 10% wniosków zaaprobowano dla ludzi z Salwadoru, Gwatemali i Nikaragui.

To jeden z powodów, dla których karawana uda się do stolicy Meksyku. Organizatorzy zamierzają porozmawiać z urzędnikami i senatorami oraz zorganizować protesty przed ambasadą Stanów Zjednoczonych. Mujica zapewnia, że ludzie chcą jedynie żyć bezpiecznie w nowej ojczyźnie, bez obawy przed deportacją.

– Jeszcze nikomu w historii nie udało się zatrzymać emigracji – uważa. – Trumpowi też się nie uda. Nie ma muru, który by nie upadł.

 

Zdjęcie ilustracyjne.

 

Zamknij