pl   -   en

Jak sztuka fotoreportażu może przetrwać rewolucję cyfrową (i krótki czas koncentracji czytelnika)?

„Ile fotografii mignęło Ci dziś przed oczami? Dziesiątki, setki? Na ile patrzyłeś? A ile naprawdę »widziałaś/widziałeś«)?”


Artykuł autorstwa Jeffa Israely’ego został opublikowany w serwisie Niemanlab.


Czas koncentracji” – samo pojęcie brzmi tak, jakby pochodziło z lat 90. ubiegłego wieku. A jednak wiele istotnych pytań – z jakimi mierzy się dziś przemysł medialny, poczynając od fake newsów, przez krótkotrwały zastrzyk przyjemności dostarczanej przez serwisy takie jak Facebook (efekt dopaminy), po zwolnienia w Twojej lokalnej gazecie – jest skoncentrowanych wokół… pojęcia skupienia lub jego braku.

Ponad 10 lat temu na rynku pojawił się Ritalin – substancja chemiczna, która zwiększa poziom dopaminy w organizmie, czyniąc człowieka szczęśliwszym. Wywołał on rewolucję. Zaraz po nim z pełną mocą nadciągnął Internet. Następnie nasze życie zmieniły smartfony. To wszystko sprawiło, że dyskusje o naszym wspólnym, rozproszonym porządku – nieporządku traktujemy jako nieuleczalny efekt uboczny nowoczesnego społeczeństwa, oraz – jako olbrzymią szansę biznesową.

Możemy nie wracać już do pojęcia „czasu koncentracji” w przemyśle medialnym. Nie uciekniemy jednak od problemu niechlujnego, krótkotrwałego czy przypadkowego czytania wiadomości jako największego wyzwania ery cyfrowej. Niczym chomik w kuli gonimy za sposobem, dzięki któremu będziemy nieustannie przyciągać uwagę czytelnika. Ta pogoń zagraża podstawowym standardom dziennikarstwa, nawet jeżeli pomaga opracować wyjątkowo oryginalne sposoby opowiadania historii i przekazywania informacji naszym odbiorcom.

Krótkie okresy koncentracji są dla przemysłu medialnego również sporym wyzwaniem ekonomicznym. Przekonaliśmy się już, że nawet najbardziej atrakcyjne listykuły, czyli artykuły-listy, lub inne formy szybkiego przekazywania treści, są tak naprawdę przyznaniem się, że koncentracja czytelnika może spadać w każdym momencie. Informacja w Internecie nie zna granic. Dlatego decyzje redakcyjne będą w coraz większym stopniu odbiegać od credo dawnej, papierowej gazety: Jak zwrócić uwagę czytelnika i jak ją utrzymać?

Jeżeli nie straciłem jeszcze Waszej uwagi, potraktujcie powyższe słowa jako wprowadzenie do świata nośnika medialnego, który szczególnie ucierpiał w związku z końcem świata analogowego, czyli do fotografii. A także jako wstęp do omówienia pewnego pomysłu, zaproponowanego przez nasze centrum mediów cyfrowych w Paryżu.

Po pierwsze: propozycja wartości. W czerwcu tego roku minie pół wieku od zabójstwa kandydata na prezydenta Stanów Zjednoczonych Roberta Kennedy’ego. Miłośnicy historii i fotografii pamiętają o nieprzebranych tłumach żałobników, które zebrały się wzdłuż torów kolejowych, aby towarzyszyć Kennedy’emu w jego ostatniej drodze z Nowego Jorku na cmentarz w Arlington. To był bardzo emocjonalny moment dla narodu, utrwalony zresztą w materiale wideo.

A teraz spójrzmy na tę samą podróż pociągiem, zapisaną na nieruchomych obrazach fotografa Paula Fusco: Tutaj. Tutaj. Tutaj. Tak, w świecie zawrotnych prędkości niektóre obrazy i momenty muszą być zatrzymane w czasie, aby przykuć naszą uwagę i pozwolić odnaleźć w nich głębsze znaczenie.

Ekonomiczna propozycja wartości nie jest jednak jasna w naszych czasach. Kultowe zdjęcia z pogrzebu senatora Kennedy’ego przykuwały uwagę czytelników magazynuLook” 50 lat temu (uwagę odwiedzających muzea przykuwają cały czas). Obecnie istnieje jednak niepokojąco wysokie prawdopodobieństwo, że odbiorca nie poświęciłby im uwagi na swoim koncie na Instagramie, tak, jak nie poświęca jej zdjęciom rozkosznych kotków albo wakacyjnym fotografiom znajomych. Jest jeszcze jedna kwestia, która bardzo zajmuje przemysł medialny – tak zwane wykluczenie pośrednictwa w publikacji. Uderza to w fotografię medialną szczególnie mocno, ponieważ: a) wizualny zapis z przebywania gdzieś lub bycia świadkiem czegoś jest bezcenny w porównaniu z alternatywą pisaną, b) łatwiej jest zrobić złą fotografię niż napisać zły artykuł.

Tak naprawdę większym zagrożeniem dla profesjonalnej fotografii dziennikarskiej niż „dziennikarze obywatelscy” z aparatem w dłoni jest nadwyżka obrazów, która pojawia się w erze cyfrowej. Tym bardziej, że uwaga odbiorcy nie jest nieskończona. Tylko w ubiegłym roku w sieci pojawiło się około 3,1 tryliarda zdjęć. W 2000 r. do sieci trafiło „ledwie” 80 miliardów. Om Malik, miłośnik fotografii oraz inwestor technologiczny, twierdzi, że „jako społeczeństwo dotarliśmy do momentu, w którym robimy zbyt dużo zdjęć, poświęcając zbyt mało czasu na ich oglądanie”.

Wystarczy jednak poświęcić chwilę, by docenić pracę najlepszych fotoreporterów. W mojej karierze zawodowej pracowałem między innymi w lokalnych gazetach w Kalifornii. Byłem reporterem i uwielbiałem współpracować z fotografami. Tamto doświadczenie zawodowe nauczyło mnie, aby zawsze mieć tę chwilę dodatkowej uwagi, aby na moment się zatrzymać. Podczas lat spędzonych w „The Times” miałem szczęście pracować z najlepszymi w branży. Jednak, zarówno w kraju, jak i za granicą, takie zlecenia zawodowe zdarzają się coraz rzadziej, ponieważ liczba fotoreporterów prasowych zmniejsza się nawet w najlepszych redakcjach. Nakłady gazet również spadają.

Mimo wszystko, cała ta nowa generacja fotografów, zwana „wizualnymi gawędziarzami”, pomaga zrozumieć, jak wykorzystać możliwości, które rewolucja cyfrowa oferuje fotografii. Dolina Krzemowa i świat reklamy przesuwają granice w takich aspektach jak obrazy 3D, rzeczywistość rozszerzona i nowe formaty: kinematografy, które częściowo animują obrazy lub zamrażają wideo. Niektóre z tych wynalazków są całkiem ciekawe, ale większość ma tak naprawdę niewiele wspólnego z fotografią – a przynajmniej wydaje się nieistotna dla fotoreportażu.

Część z tych wytrawnych profesjonalistów, którzy kiedyś byli wyluzowanymi dzieciakami na imprezach – w czasach, gdy były jeszcze jakieś imprezy – nadal próbuje wypłynąć na szerokie wody. Coraz trudniej jest zdobyć naszą uwagę i wsparcie finansowe. Weterani fotografii również robią ciekawe rzeczy – często łączą sztukę obrazu ruchomego z nieruchomym. Oto przykład Francesca Zizoli, który dokumentuje handel imigrantami w rejonie Morza Śródziemnego. Natomiast Chris Morris pracował w technologii super slow motion, która powoduje zamazywanie obrazu wideo przechodzącego w zdjęcie. Przedsięwzięcie Morrisa dla „The Times” rozpoczęło się podczas kampanii prezydenckiej w USA w 2016 r. Z kolei legendarna agencja Magnum – założona w Paryżu przez Henri Cartiera-Bressona i Roberta Capę, której wieloletnim pracownikiem jest Paul Fusco – znalazła nową, całkiem dochodową linię przychodów ze sprzedaży podpisanych odbitek, dzięki sprytnemu wykorzystaniu cyfrowych kanałów sprzedaży (druk jeszcze nie umarł!).

Od rozpoczęcia projektu „Worldcrunch” miałem znacznie rzadszy kontakt z moimi przyjaciółmi zajmującymi się reportażem. Nasz najnowszy, duży projekt nabrał kształtu, kiedy przedstawiłem pomysł Giulii Tornari, włoskiej weterance fotografii, która ma bystre oko i zdecydowane opinie. Nie odesłała mnie natychmiast do pracy przy komputerze i był to znak, że może nasz pomysł wypali.

Ten projekt to nowy cyfrowy format zrodzony z potrzeby opisanej wcześniej: jak sprawić, aby wspaniała fotografia wyróżniała się na tle nieustannie pędzącego strumienia różnych treści? Nasza odpowiedź dotyczy również formatu wideo. Jednak w przeciwieństwie do wideo opartego na zdjęciach, które zapycha Internet, nasze będzie służyło sztuce fotografii, a nie odwrotnie. Pod wieloma względami ten pomysł jest pochodną wykorzystania fotografii w filmach dokumentalnych à la Ken Burns, ale stworzoną z myślą o mobilnej sieci: jest powtarzalna, elastyczna i ekonomiczna. Zaczyna się od ustalenia limitu: jeden obraz wyświetla się na mniej więcej  minutę. Nasz projekt nazwaliśmy „OneShot”.

Aby udoskonalić nasz format, współpracujemy z agencją NOOR z siedzibą w Amsterdamie. Ich światowej klasy fotoreporterzy podzielili się audiowizualnymi relacjami, opisującymi historie stojące za jednym, wybranym zdjęciem. Zrobił to między innymi wielki Stanley Greene na kilka miesięcy przed śmiercią. Był mistrzem formatu, który wcale nie musi być taki zły dla odbiorcy. Nawet w okresie największego rozkwitu czasopism „Look” i „Time” fakt, że czytelnik spędza 59 sekund nad jednym zdjęciem i podpisem, byłby małym zwycięstwem działu fotograficznego.

Ile fotografii mignęło Ci dziś przed oczami? Dziesiątki, setki? Na ile patrzyłaś/patrzyłeś? Ile naprawdę widziałaś/widziałeś? Mamy nadzieję, że przykuliśmy Twoją uwagę.

Zdjęcie obiektywu 50mm autorstwa DaveLawrence8 udostępnione na licencji CC.

Czytaj również

Zamknij