Wspomóż
pl

Jak represje wobec białoruskich ekoaktywistów mogą wpłynąć na sytuację w regionie

Natura nie uznaje granic państwowych. Nie różnią się one niczym od terytoriów łowieckich, które oznaczają drapieżniki. Przede wszystkim są to ostrzeżenia podobne do ludzkich — dalej nie można iść, dalej inne państwo. Jeśli te granice są oznaczone drutem kolczastym lub ścianą, z czasem staną się zrozumiałe dla dużych zwierząt, takich jak jelenie czy łosie. Ale ptaki, drzewa, a tym bardziej żywioły lub pierwiastki chemiczne będą żyć i płynąć zgodnie z prawami natury, a nie prawami człowieka.

Dlatego transgraniczne problemy środowiskowe są przede wszystkim kwestią ludzi. Ważna jest tutaj nasza umiejętność negocjowania, w jaki sposób razem, pomimo możliwych nieporozumień ideowych, religijnych lub innych, gotowi jesteśmy do monitorowania i ochrony środowiska. To istotne przede wszystkim dla naszego zdrowia. Jak często przypominają ekolodzy, natura ma wystarczający potencjał życiowy, aby przetrwać każdą katastrofę, ale człowiek nie.

Dlaczego transgraniczne projekty ekologiczne są potrzebne

Białoruś leży na zlewisku Morza Bałtyckiego i Morza Czarnego. Katastrofa ekologiczna, która nastąpi w basenie białoruskich rzek, może w równym stopniu wpłynąć na sytuację w krajach nadbałtyckich, co na środowisko w Ukrainie, a przez nią – na Morze Czarne. Można powiedzieć, że kropla, która spada w rejonie Wyżyny Mińskiej, gdzie przebiega linia styku Morza Bałtyckiego i Morza Czarnego, „wybiera”, dokąd się udać – na północ lub na południe. A wraz ze sobą zabierze substancje, które się w niej rozpuszczą.

Granic nie uznają nie tylko rzeki, lecz także lasy. Najbardziej znanym przykładem jest Puszcza Białowieska. Jej część znajduje się na terenie Białorusi, reszta – w Polsce. Cała puszcza stanowi jednak jednolity ekosystem. Dlatego zmiana gospodarki leśnej w jednym kraju ma bezpośredni wpływ na las w innym.

Można powiedzieć, że bardziej zależna jest właśnie polska strona Puszczy Białowieskiej, bo rzeki tam płyną akurat z Białorusi. Jeśli więc w części białoruskiej zostanie zatrzymana woda, np. poprzez rozwój kamieniołomu, to wpłynie to również na sytuację w polskiej Białowieży.

Innym przykładem jest Polesie. To duży ekosystem transgraniczny, którego główna część znajduje się na terytorium Ukrainy. Serce Polesia – rzeka Prypeć – przepływa jednak przez Białoruś. Zmiana reżimu wodnego na Polesiu białoruskim bezpośrednio wpłynie na sytuację ekologiczną w Ukrainie. Np. jeśli w ramach rozwoju transportu żeglugowego w Białorusi zostanie podjęta decyzja o pogłębieniu dna Prypeci, jak planowano to zrobić podczas budowy drogi wodnej E-40, to w pierwszej kolejności jej konsekwencje dotkną miasta znajdujące się w basenie Dniepru. Ponieważ rzeka częściowo przepływa przez Poleski Państwowy Rezerwat Radiacyjno-Ekologiczny, prace nad pogłębieniem dna mogą doprowadzić do tego, że napromieniowane cząstki wpadną do Dniepru w rejonie Czarnobyla. A to będzie dla Kijowa nowa katastrofa ekologiczna.

Czarnobyl jest zresztą najtragiczniejszym i najgłośniejszym przykładem transgranicznej katastrofy ekologicznej ostatnich dziesięcioleci. Wypadek w elektrowni jądrowej znajdującej się na terytorium Ukrainy największe skażenie wywołał właśnie na obszarze Białorusi. Z tego powodu Litwini są szczególnie zaniepokojeni uruchomieniem ostrowieckiej elektrowni jądrowej w Białorusi, położonej 20 km od granicy. Każdy wypadek może spowodować zanieczyszczenie promieniowaniem całego Bałtyku. Ponadto rozprzestrzenianie się cząstek nastąpi zarówno w powietrzu, jak i w wodzie. Stacja znajduje się w basenie Morza Bałtyckiego, w pobliżu Naroczańskiego Parku Narodowego.

Kwestia transgraniczna, której nie omawia się tak często, ale która jest nie mniej znacząca, to rozprzestrzenianie się gatunków inwazyjnych. Zagrożenie z ich strony polega na tym, że po wejściu do ekosystemów mogą się one rozwijać w niekontrolowany sposób, szkodząc środowisku. Gatunki inwazyjne w krótkim czasie zaczynają odgrywać dominującą rolę, zmniejszając tym samym różnorodność biologiczną na danym terenie. Aby ekosystem poradził sobie z taką „inwazją” i nauczył się kontrolować liczbę osobników nowego gatunku dzięki naturalnym mechanizmom, takim jak drapieżniki, pasożyty, choroby, potrzebuje trochę czasu. Ale zanim to nastąpi, „przybysze” mogą wyprzeć naturalne dla tych miejsc gatunki i zmienić strukturę oraz zasady funkcjonowania ekosystemu.

Najbardziej znany gatunek inwazyjny w regionie to barszcz Sosnowskiego. Ale nie mniej niebezpieczna jest również nawłoć kanadyjska, która już zajęła duże obszary w Białorusi. Jej rozprzestrzenianie się prowadzi do wypierania lokalnych gatunków, przyczynia się też do zubożenia gleby. Ponadto podczas suchej jesieni zarośla nawłoci mogą stanowić zagrożenie pożarowe. Innym przykładem jest czerwony dąb, który tworzy coś w rodzaju „parkietu” – gęstej pokrywy z opadających liści, przez którą nie mogą się przebić pędy innych drzew.

Aby monitorować różnorodność biologiczną, opracowywane są transgraniczne projekty badań gatunków inwazyjnych. Jeden z nich jest prowadzony na pograniczu Litwy, Łotwy i Białorusi. Pod koniec ubiegłego roku działania podejmowane w jego zakresie zostały jednak zakończone z powodu kryzysu politycznego. W ramach wspomnianego wyżej projektu odnotowano 25 gatunków inwazyjnych, z których część jak na razie rozpowszechnia się na terenie tylko jednego państwa. Bez monitorowania transgranicznego sytuacja może się wymknąć spod kontroli.

Jak rozwiązywać pojawiające się transgraniczne problemy ekologiczne?

To, że kwestie środowiskowe muszą być rozwiązywane na szczeblu międzypaństwowym, nie ulega dziś wątpliwości. W tym celu podpisuje się różne umowy międzyrządowe i opracowuje skuteczne narzędzia ich wdrażania.

Np. konwencja berneńska dotycząca ochrony dzikiej fauny i flory oraz ich siedlisk przyrodniczych w Europie zobowiązuje rządy do opracowania kompleksowych metod ochrony różnorodności biologicznej i systemów ekologicznych. Białoruś przystąpiła do konwencji w 2013 r.

Aby konwencja nie była jedynie martwym prawem, a działała na poziomie konkretnych projektów, ustanowiono Emerald Network. To połączenie przyrodniczych obszarów chronionych, w których obowiązują wspólne mechanizmy ochrony środowiska. W przeciwieństwie do Natury 2000 Szmaragdowa Sieć rozciąga się poza Unię Europejską i zakłada standaryzację przepisów dotyczących ochrony środowiska w krajach sąsiadujących z UE. To prawda, że proces ten nie zawsze przebiega płynnie. Np. w Ukrainie latem tego roku Rada nie ratyfikowała projektu legislacyjnego zapewniającego Szmaragdowej Sieci wsparcie prawne na poziomie krajowym. Do końca nie jest również jasny status prawny uczestnictwa Białorusi w tym projekcie.

Ważną rolę w opracowywaniu i wdrażaniu standardów w ramach ponadnarodowych programów, takich jak Szmaragdowa Sieć, odgrywają stowarzyszenia społeczne. Tak więc organizacja charytatywna InterEcoCenter z Ukrainy, stowarzyszenie społeczne EcoContact z Mołdawii i organizacja społeczna Bahna z Białorusi w ramach Partnerstwa Wschodniego zajmowały się opracowaniem jednolitego podejścia do kwestii wdrażania Szmaragdowej Sieci w regionie. Umożliwiłoby to wypracowanie ogólnych praktyk transgranicznych, co znacznie ułatwiłoby monitorowanie i ochronę przyrodniczych obszarów chronionych.

Po likwidacji białoruskiej organizacji społecznej Bahna pracę musiały kontynuować mołdawskie i ukraińskie stowarzyszenia ekologiczne. Białoruś, niestety, została wyłączona z ważnego procesu paneuropejskiego. Stało się tak z powodu rządowych represji wobec organizacji społecznych.

Oprócz konwencji berneńskiej istnieje wiele innych porozumień. Dla przykładu można wymienić konwencję ramsarską dotyczącą obszarów wodno-błotnych. Białoruś dołączyła do niej w 1999 r. Wówczas status terytorium ramsarskiego otrzymał rezerwat „Sporauski”, położony na południu Białorusi, w pobliżu granicy z Ukrainą.

Obecnie w Białorusi konwencją ramsarską jest chronionych 26 obszarów wodno-błotnych. Przy czym cztery z nich mają status transgraniczny: Rezerwat Krajobrazowy „Prostyr”, tworzący jeden ekosystem z ukraińskim Parkiem Narodowym „Prypeć-Stochód”; Rezerwat Krajobrazowy „Kotra”, który tworzy kompleks z litewskim Parkiem Narodowym „Čepkelių”; wodno-błotny rezerwat „Wilejty” związany z litewskim rezerwatem „Adutiškis”; i ogromny kompleks Błota Olmańskie – masyw torfowy „Perebrody”, położony na Polesiu na granicy Białorusi i Ukrainy.

Ochroną i odbudową terenów ramsarskich w Białorusi również zajmowały się głównie organizacje społeczne. Np. duże projekty związane z przywróceniem reżimu wodnego i rozwojem sieci przyrodniczych obszarów chronionych na Polesiu i w Puszczy Białowieskiej organizowała Achowa Ptuszak Baćkauszczyny (APB) [Ochrona Ptaków Ojczyzny – przyp. red.]. W latach 2007–2014 organizacją kierował Wiktar Fienczuk, ornitolog, ekolog, kierownik „wilczego bloga” poświęconego ochronie tego gatunku, człowiek, który zrobił wiele dla przywrócenia reżimu wodnego w Białorusi i rozwoju przyrodniczych obszarów ochronnych. Pod koniec sierpnia 2021 r. został aresztowany za udział w protestach. W chwili pisania tego tekstu Wiktar nadal przebywa w areszcie jako podejrzany w sprawie karnej na podstawie artykułu o organizowaniu i przygotowywaniu działań, które rażąco naruszają porządek publiczny. 16 września został uznany za więźnia politycznego.

Rola stowarzyszeń społecznych w monitorowaniu projektów ekologicznych w Białorusi

Podpisanie umów międzynarodowych to jednak przede wszystkim obowiązek formalny. Aby wdrażać rozwiązania, potrzebne są zainteresowane nimi osoby, działacze na rzecz ekologii. To oni tworzą środowisko dialogu, które pozwala wyjść poza wąskie interesy resortowe.

Jak zauważyła Inesa Bałocina, biolożka i kierowniczka projektów ochrony przyrody i środowiska w zlikwidowanej organizacji społecznej Bahna, projekty transgraniczne zainicjowane przez pozarządowe organizacje obywatelskie (NGO) były dobrym miejscem do dialogu. Przedstawiciele różnych instytucji państwowych wielu krajów bez utraty statusu mogli uczestniczyć w dyskusji na temat kwestii środowiskowych na podobnych platformach organizowanych przez stronę trzecią, którą reprezentowały stowarzyszenia społeczne.

Ponadto NGO były niezbędne do inwestowania w projekty ochrony przyrody i środowiska. Wiele programów środowiskowych finansowanych np. w ramach Partnerstwa Wschodniego zakładało aktywny udział stowarzyszeń społecznych. Był to nie tylko warunek, lecz także gwarancja, że projekty zostaną zrealizowane. W końcu zajmowali się nimi ludzie, którzy naprawdę pasjonowali się kwestiami ochrony przyrody.

Stowarzyszenia społeczne przyczyniały się również do tego, że realizacja projektów ekologicznych była bardziej przejrzysta. Jak zauważyła dyrektorka także zlikwidowanego białoruskiego stowarzyszenia społecznego Ekodom Maryna Dubinina, praca NGO była gwarantem tego, że informacje prezentowane w ramach tych samych projektów transgranicznych są obiektywne i że nie dostosowuje się ich do interesu władz państwowych. Likwidacja organizacji pozarządowych pozbawia zainteresowane strony możliwości zrozumienia, co się tak naprawdę dzieje w dziedzinie ekologii w Białorusi. Wszelkie informacje mogą być teraz cenzurowane ze względów ideologicznych i przedstawiane przez organizacje, które przede wszystkim będą reprezentować interesy publiczne. W rezultacie prace nad transgranicznymi projektami ekologicznymi stają się coraz trudniejsze.

Nie można również zapominać, że stowarzyszenia społeczne i aktywiści tradycyjnie pełnią funkcję motoru napędowego tej strony, która nie męczy się mówieniem o znaczeniu zachowania zdrowego środowiska.

Ponadto w Białorusi, której tożsamość narodowa kształtowała się pod koniec lat 80. i na początku lat 90. na tle skutków katastrofy w Czarnobylu, działacze ekologiczni przedstawiali władzom problemy zarówno natury, jak i ludzi. Organizacje społeczne, takie jak Ekodom, Centrum Rozwiązań Ekologicznych, Achowa Ptuszak Baćkauszczyny czy Bahna, opracowały i zaproponowały rozwiązania problemów środowiskowych w kraju. Niestety, dziś większość z nich została zlikwidowana. Niektórych ekoaktywistów aresztowano, wielu zmuszono do opuszczenia kraju.

Represje wobec stowarzyszeń ekologicznych oraz aktywistów i ich skutki

W sierpniu 2020 r. stowarzyszenia i organizacje ekologiczne jednogłośnie wsparły społeczeństwo obywatelskie Białorusi. W przeciwieństwie do jednolitego ideologicznie państwa, które, mówiąc językiem ekologii, promuje „monokulturę myśli”, społeczeństwo obywatelskie oferuje wiele punktów widzenia. Można je zatem porównać do ekosystemu, w którym rozwinęła się różnorodność biologiczna, w którym różne formy życia wchodzą w interakcje (dialog) po to, by wspólnie znaleźć rozwiązanie. 

Po rozpoczęciu tłumienia pokojowych demonstracji i pierwszych aresztowaniach zaczął się odpływ uczestników ruchu ekologicznego z Białorusi. Do wyjazdu zostali zmuszeni eksperci, działacze, dziennikarze. Mimo to do wiosny prace większości stowarzyszeń społecznych trwały bez przerw. Pomimo nieustannej presji na społeczeństwo projekty obywatelskie były realizowane, a pozarządowy monitoring środowiska w Białorusi – kontynuowany.

W lipcu 2021 r. rozpoczęły się kontrole działalności stowarzyszeń społecznych. W mieszkaniach niektórych działaczy odbyły się przeszukania. 22 lipca zamknięto Centrum Rozwiązań Ekologicznych, które zajmowało się edukacją obywateli na temat ekologicznego stylu życia i realizowało na szeroką skalę projekty poświęcone np. segregacji śmieci lub rolnictwu ekologicznemu. 31 sierpnia sąd zlikwidował organizacje Ekodom i Bahna. Pierwsza z nich była najstarszym stowarzyszeniem ekologicznym w Białorusi, które obchodziło w tym roku 25-lecie istnienia, inicjatorem i aktywnym uczestnikiem kampanii antynuklearnej przeciwko budowie elektrowni jądrowej, organizacją zapewniającą wsparcie prawne i informacyjne wielu lokalnym inicjatywom ekologicznym. Tego samego dnia, 31 sierpnia, biuro Achowa Ptuszak Baćkauszczyny zostało przeszukane, a jej były dyrektor Wiktar Fienczuk – zatrzymany. 

Zdjęcie pochodzi z archiwum Achowy Ptuszak Baćkauszczyny. 

Dziś w Białorusi prawie nie ma organizacji ekologicznych, których nie dotknęłyby represje. Większość nadal broni się na drodze prawnej, składając apelację w sprawach o likwidację. Niestety, wielu działaczy zostało zmuszonych do opuszczenia Białorusi w obawie przed prześladowaniami politycznymi. Niektórzy znaleźli się za kratami.

„W takiej sytuacji widzę dwa wyjścia – powiedziała rzeczniczka Bahny Inesa Bałocina. – Pierwsze: organizacja podejmuje próbę relokacji i kontynuuje monitorowanie środowiska poprzez udział w projektach transgranicznych. Nie tylko może to być trudne technicznie i prawnie, lecz także uniemożliwiać współpracę z instytucjami państwowymi w Białorusi. Drugie: aktywiści nadal działają w kraju jako zwykli obywatele lub jako przedstawiciele międzynarodowych organizacji partnerskich. W sumie podczas lockdownu zdobyliśmy już takie doświadczenie, więc monitorowanie sytuacji ekologicznej w Białorusi będzie kontynuowane w takiej czy innej formie. Chociaż oczywiście wiąże się to z większym ryzykiem i trudnościami”.

To, że prace nad transgranicznymi projektami ekologicznymi będą kontynuowane, nie budzi wątpliwości. W obliczu współczesnych zmian klimatycznych spowodowanych działalnością człowieka monitorowanie środowiska jest kwestią wykraczającą poza interesy jednego państwa. Naturalnych procesów nie można wstrzymać, dopóki problemy polityczne nie zostaną rozwiązane.

Z tego powodu można powiedzieć, że represje wobec działaczy ekologicznych, organizacji społecznych i stowarzyszeń są problemem nie tylko dla białoruskiego społeczeństwa obywatelskiego. Utrudniają także pracę nad utrzymaniem zdrowego środowiska w całym regionie. Dostęp do informacji o ekologii w Białorusi staje się coraz bardziej ograniczony, w kraju mieszka coraz mniej osób zajmujących się niezależnym monitorowaniem środowiska. Oznacza to, że informacje dostarczane przez państwo w kwestiach środowiskowych nie mogą zostać zweryfikowane.

W tych warunkach rola projektów transgranicznych staje się szczególnie istotna, ponieważ praca nad nimi pozwala wpływać na agendę środowiskową zarówno w regionie, jak i w Białorusi. Dzisiaj szczególnie ważne są zjednoczenie i solidarność wszystkich tych, którzy są zainteresowani zachowaniem zdrowego środowiska. W końcu możemy żyć w różnych państwach i rozmawiać w różnych językach, ale wszyscy mamy te same rzeki, te same lasy i jedną planetę.


Projekt dofinansowany przez Fundację Solidarności Międzynarodowej w ramach polskiej współpracy rozwojowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

Publikacja wyraża wyłącznie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Fundacji Solidarności Międzynarodowej ani Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

Zamknij
pl
Menu
Home
Brief
Wspomóż