brief
pl   -   en
Brief #36
Chińscy studenci, zabójcze selfie i orki
5 października

Globalne ocieplenie przyczynia się do zmian roślinności występującej w Kanadzie, w Europie Północnej, na Alasce i na Syberii

Globalne ocieplenie przyczynia się do zmian roślinności występującej w Kanadzie, w Europie Północnej, na Alasce i na Syberii. Przez większą część roku obszary tundry pokryte są śniegiem. Znajdują się tam setki nisko rosnących krzewów, traw i innych roślin, które odgrywają kluczową rolę w obiegu węgla.

W badaniach naukowców z Uniwersytetu Edynburskiego, opublikowanych w magazynie Nature”, uwzględniono ponad 60 tys. cech roślin występujących w okolicach tundry, w regionach arktycznych i alpejskich. W ciągu ostatnich 30 lat – w wyniku ocieplenia klimatu – gatunki rosnące na tych obszarach urosły. W tym samym okresie temperatura na Arktyce wzrosła o 1°C latem i 1,5°C zimą. Naukowcy odkryli również, że wyższe gatunki roślin, występujące wcześniej w południowych rejonach Arktyki, pojawiają się także w innych miejscach w pobliżu bieguna północnego. Przykładem jest tomka wonna, gatunek byliny, występująca do tej pory m.in. w Europie czy zachodniej Azji, którą można zaobserwować również na Islandii czy w Szwecji.

Zdaniem badaczy zmiany w strukturze i składzie roślinności w tym regionie mają poważne skutki dla funkcjonowania ekosystemu całej planety. Zamarznięte gleby tundry przechowują jedną trzecią światowego węgla, który trafia tam za pośrednictwem roślin absorbujących go z atmosfery. Jeśli zmienią się gatunki roślin i ich cechy, może zmienić się również sposób przechowywania węgla w ekosystemach. Znaczenie ma też zmiana wysokości roślin – jeśli urosną wyższe, powierzchnia tundry stanie się ciemniejsza, co spowoduje, że łatwiej będzie się nagrzewać. Te procesy mogą doprowadzić do zwiększenia uwalnianych gazów cieplarnianych, a w konsekwencji do przyspieszenia globalnego ocieplenia. Konieczne są jednak dalsze badania, aby w pełni zrozumieć zachodzące procesy.

Przestępstwa przeciwko środowisku są największym źródłem zysku dla ugrupowań rebelianckich i zorganizowanych grup przestępczych

Przestępstwa przeciwko środowisku są największym źródłem zysku dla ugrupowań rebelianckich i zorganizowanych grup przestępczych. Według raportu World Atlas of Illicit Flows”, opublikowanego przez Interpol, zyski z takiej działalności stanowią 38 proc. przychodów tych grup. To więcej niż zarabiają w wyniku przemytu narkotyków i ludzi, porwań, wymuszeń i kradzieży.

Interpol i badacze, zajmujący się globalną zorganizowaną przestępczością, wyceniają działania grup rebelianckich i zorganizowanych grup przestępczych przeciwko środowisku na 110- 281 mld dol. rocznie (ok. 14 proc. więcej niż w 2016 r.). 22,8-34 mld dol. trafia do grup działających w rejonach konfliktów zbrojnych, w tym do al-Szabab i grup rebelianckich działających w Demokratycznej Republice Konga (DRK). Jak szacują autorzy raportu, z przemytu kości słoniowej subsaharyjskie ugrupowania przestępcze otrzymują rocznie od 4 do 12,2 mln dol. Nielegalna wycinka drzew przynosi 152 mld dol. rocznie na całym świecie, a w DRK – 48 mln dol. Z kolei działalność al-Szabab, polegająca na nielegalnym pozyskiwaniu węgla drzewnego i wycince afrykańskich lasów, przynosi zyski na poziomie 10 mln dol.

To właśnie z działalności w strefach konfliktu grupy przestępcze uzyskują największe dochody, co często wiąże się z korupcją, wpływowymi elitami politycznymi i wojskowymi oraz bezprawiem. Według autorów raportu powiązania między przestępstwami przeciwko środowisku a konfliktami najprawdopodobniej wzrosną. Co więcej, są bezpośrednio stymulowane przez ciągłe lub odnawiane konflikty zbrojne. Wynika to także z braku egzekwowania prawa i zainteresowania ze strony wspólnot międzynarodowych.

Do kategorii przestępstw przeciwko środowisku zalicza się nielegalne wycinki drzew, połowy ryb i wydobycie surowców, a także przemyt dzikich zwierząt i roślin oraz przestępstwa związane z zanieczyszczeniem środowiska. Według raportu ONZ wszystkie te kategorie należą do najbardziej rozpowszechnionych rodzajów przestępczości na świecie.

93 osoby zginęły w trakcie robienia selfie od stycznia do listopada 2017 r.

93 osoby zginęły w trakcie robienia selfie od stycznia do listopada 2017 r. W 2011 r. w ten sposób straciły życie trzy osoby, a w 2015 r. – 50. W ciągu siedmiu lat, pozując do zdjęcia, zginęło co najmniej 259 osób.

Badacze z Indyjskiego Instytutu Badań Medycznych zbierali informacje na ten temat z anglojęzycznych mediów na całym świecie. Najczęstszą przyczyną zgonów powiązanych z robieniem selfie było utonięcie – w ten sposób zginęło 70 osób (z czego statystycznie trzy na cztery zmarłe osoby to byli mężczyźni). Zdjęcie podczas jazdy lub próba uchwycenia szybko poruszającego się pociągu skończyło się śmiercią dla 50 osób, a upadek z wysokości – dla 48 osób. Inne przyczyny były związane z niebezpiecznymi zwierzętami, porażeniem prądem lub bronią palną. Jeden z mieszkańców Waszyngtonu, pozując z bronią przy głowie, nieumyślnie się zastrzelił. Takie sytuacje najczęściej odnotowano w USA. W Rosji po podobnym zdarzeniu Ministerstwo Spraw Wewnętrznych opublikowało broszurę z informacją o tym, jak bezpiecznie zrobić selfie. Innym przypadkiem był pożar w indyjskim mieście Ćennaj w 2016 r., kiedy rannych zostało 48 osób, ponieważ stało zbyt blisko ognia, robiąc sobie zdjęcie.

Autorzy badania widzą rozwiązanie w stworzeniu stref zakazu robienia selfie, np. na obszarach znajdujących się przy zbiornikach wodnych, na szczytach gór czy na wysokich budynkach. W Indiach, gdzie problem jest szczególnie widoczny, władze już zaczęły wprowadzać takie strefy, szczególnie w miejscach zgromadzeń religijnych.

Obecnie trwają już prace nad urządzeniami i aplikacjami, które potrafiłaby rozpoznać i ostrzec przed niebezpieczeństwem ludzi próbujących zrobić sobie zdjęcie, na przykład podczas jazdy samochodem.

Co najmniej połowa populacji orek oceanicznych wyginie z powodu zanieczyszczenia oceanów toksynami

Co najmniej połowa populacji orek oceanicznych wyginie z powodu zanieczyszczenia oceanów toksynami. Międzynarodowe badania, prowadzone przez m.in. Towarzystwo Zootechniczne w Londynie, pozwoliły odkryć wysokość stężenia PCB (polichlorowanych bifenyli) w organizmach ssaków (zbadano 351 orek). Ilość związków chemicznych nawet stukrotnie przekraczała dopuszczalny poziom, co wpływa na stan organów rozrodczych zwierząt, powoduje raka i uszkadza układ odpornościowy. Z analizy naukowców wynika również, że orki żyjące w wodach u wybrzeży krajów uprzemysłowionych mogą wyginąć w ciągu kolejnych 30-50 lat. Najbardziej zagrożone są ssaki żyjące w okolicy Wielkiej Brytanii, Gibraltaru, Japonii, Brazylii i w północno-wschodnim Pacyfiku. Orki, które żyją w wielu regionach świata, zniknęły z wód m.in. Morza Północnego i okolic Hiszpanii.

PCB to substancje chemiczne wykorzystywane w komponentach elektrycznych, plastiku i farbach od 1930 r. Ze względu na toksyczne właściwości zakazano ich używania w latach 70. i 80., jednak 80 proc. z wyprodukowanego miliona ton nie zostało jeszcze zutylizowanych i nadal wycieka do mórz, m.in. ze składowisk odpadów. Chemikalia wpływają na te zwierzęta, które znajdują się na szczycie łańcucha pokarmowego, co spowodowało, że orki oceaniczne, największe drapieżniki wodne, stały się najbardziej zakażonymi zwierzętami świata. Co więcej, ssaki te, wraz z wysokotłuszczowym mlekiem, przekazują wysoką dawkę toksyn swoim młodym.

Badania pokazują, że populacje orek, żyjące na dalekiej północy – w Norwegii, Kanadzie, na Islandii i Wyspach Owczych, są znacznie mniej skażone chemikaliami ze względu na dużą odległość od źródeł wycieków PCB. Jeśli sprzątanie świata, które zajęłoby dziesiątki lat, powiedzie się, orki z północy mogłyby odnowić populację w regionach, w których już nie występują.

PCB to tylko jedna z toksyn, która zatruwa te ssaki. – Lista pozostałych, znanych substancji oraz tych jeszcze niezbadanych, jest długa. Innymi problemami orek są niedobór tuńczyków i rekinów, którymi się żywią, wynikający z przełowienia, a także rosnące natężenie podwodnego hałasu wytworzonego przez urządzenia mechaniczne, np. statki przemysłowe.

Azja

W Chinach kontynuowane są prace przy budowie ponad połowy ze 150 elektrowni węglowych

W Chinach kontynuowane są prace przy budowie ponad połowy ze 150 elektrowni węglowych, mimo decyzji Narodowego Urzędu Energetycznego o wstrzymaniu lub opóźnieniu ich realizacji. Za pomocą zdjęć z satelity z lipca br. dowiedzieli się o tym naukowcy z organizacji badawczej CoalSwarn, która monitoruje infrastrukturę paliw kopalnych.

W latach 2014-2016 władze chińskich prowincji wydały pozwolenia na budowę nowych elektrowni węglowych o łącznej mocy 259 GW (równowartość całej obecnej amerykańskiej floty węglowej). Jednak w latach 2016 i 2017 rząd wydał decyzję o wstrzymaniu lub opóźnieniu budowy 151 z nich.


Ponad połowa światowych mocy elektrowni węglowych znajduje się w Chinach. Ich budowa stała się w tym kraju sposobem na wzrost gospodarczy i inwestycje na poziomie prowincji. Dzięki gwarantowanemu finansowaniu, tanim kredytom rządowym i sprzyjającym władzom regionalnym od 2016 r. uruchamiana jest średnio jedna duża elektrownia w tygodniu. Decyzje o budowie kolejnych utrudniają Chinom osiągnięcie celów paryskiego porozumienia klimatycznego. Pogarszają też sytuacje na świecie. Międzynarodowa Agencja Energetyczna szacuje, że Chiny muszą zlikwidować do 2045 r. wszystkie elektrownie węglowe niemające możliwości wychwytywania i składowania dwutlenku węgla, co zmniejszyłoby ryzyko katastrofalnych skutków globalnego ocieplenia.

Ameryka Północna, Europa

Cena za baryłkę ropy naftowej może wzrosnąć do 100 dol. w ciągu kolejnych miesięcy – prognozują przedsiębiorcy i analitycy rynku ropy

Cena za baryłkę ropy naftowej może wzrosnąć do 100 dol. w ciągu kolejnych miesięcy – prognozują przedsiębiorcy i analitycy rynku ropy. Podobna sytuacja wystąpiła już w 2014 r. Według Bloomberg Economics nadchodzący wzrost ceny za baryłkę ropy naftowej będzie miał negatywne konsekwencje dla globalnego wzrostu gospodarczego, jednak może być mniej znaczący niż wzrost cen w 2011 r. (cena za baryłkę przekroczyła wówczas 103 dol.) ze względu na mniejszą zależność gospodarek od pozyskiwanej energii, a także rewolucję łupkową, dzięki której sytuacja USA jest stabilniejsza. Dopiero utrzymanie się cen na poziomie powyżej 100 dol. może mieć długotrwałe, negatywne skutki dla globalnej gospodarki – twierdzą ekonomiści.

Analitycy Bloomberg Economics szacują, że europejczycy mogą odczuć wpływ wzrostu cen ropy na budżet domowy i wysokość wydatków, ponieważ wiele państw jest importerem tego surowca. W gorszej sytuacji znajdą się jednak Chiny – największy importer ropy na świecie. Zdaniem analityków kraj może spodziewać się wysokiej inflacji. Na zwiększenie wydatków będą musiały przygotować się również Indie, Tajwan, Chile, Turcja, Egipt i Ukraina – kraje te będą bardziej wrażliwe na wzrost stóp procentowych w USA. W przypadku eksporterów ropy naftowej, m.in. Arabii Saudyjskiej, Rosji, Nigerii i Kolumbii, podwyżki cen surowca wpłyną na wzrost zysku i pomogą zmniejszyć deficyt, co pozwoli na zwiększenie rządowych wydatków i zachęci do inwestycji.

Afryka

Prezydent Sudanu Południowego nakazał uwolnić wszystkich więźniów politycznych i jeńców wojennych

26 września prezydent Sudanu Południowego Salva Kiir Mayardit nakazał uwolnić wszystkich więźniów politycznych i jeńców wojennych. Decyzja jest wynikiem porozumienia pokojowego zawartego 5 sierpnia z Riekiem Macharem, przywódcą rebeliantów. Wielu z uwolnionych więźniów to bojownicy i zwolennicy Machara, a także aktywiści krytykujący rząd Kiira, przetrzymywani m.in. w obiektach wojskowych w Dżubie, stolicy Sudanu Płd.

Głównym celem zawartego porozumienia jest zakończenie trwającej od pięciu lat wojny domowej, ale dotyczy ono też przywrócenia Machara do władzy, jako jednego z zastępców prezydenta (każdy z nich odpowiada za jedną z walczących frakcji – przyp. red.).

Około 383 tys. ludzi zginęło podczas wojny domowej (od grudnia 2013 r. do kwietnia 2018 r.), wynika z raportu opublikowanego przez Londyńską Szkołę Higieny i Medycyny Tropikalnej. Blisko połowa ofiar poniosła śmierć w walkach pomiędzy grupami etnicznymi, pozostałe – w wyniku chorób czy głodu, a także masowych gwałtów i zbrodni wojennych występujących po obu stronach konfliktu. Autorzy raportu twierdzą, że liczba ofiar może być wyższa. Swoje dane oparli na modelu statystycznym, który pozwolił oszacować ich liczbę z miesiąca na miesiąc w każdym okręgu.

Według ekspertów kolejne porozumienie pokojowe, zawarte 12 września ze wszystkimi stronami konfliktu, nie odnosi się do głównych przyczyn wojny domowej, m.in. podziałów plemiennych. Zdaniem Johna Prendergasta, założyciela organizacji The Sentry, która bada finansowanie konfliktu w Sudanie Południowym, liczba ofiar wojny domowej będzie wzrastać, dopóki istnieją jej podstawowe przyczyny.

W 2013 r., czyli dwa lata po uzyskaniu niepodległości przez Sudan Płd., Kiir oskarżył swojego zastępcę Rieka Machara o spisek i próbę przygotowania zamachu stanu, co w grudniu 2013 r. doprowadziło do wybuchu wojny domowej i spowodowało największy kryzys uchodźczy w Afryce od czasu ludobójstwa w Rwandzie w 1994 r.

Azja

Studenci i absolwenci chińskich uniwersytetów żądają większej ochrony praw osób zatrudnionych w fabryce w Huizhou

Studenci i absolwenci chińskich uniwersytetów zorganizowali protesty w mieście Huizhou, w prowincji Guangdong, żądając większej ochrony praw osób zatrudnionych w pobliskiej fabryce. Demonstracje rozpoczęły się w lipcu br., po tym jak Jasic Technology, producent urządzeń spawalniczych, uniemożliwił swoim pracownikom utworzenie niezależnego związku zawodowego. Zatrudnieni w fabryce narzekali na niskie wynagrodzenia i niewolnicze warunki pracy. Zaczęli także przygotowywać petycję do władz, ale policja aresztowała kilku z nich. Menedżerowie fabryki przejęli natomiast kontrolę nad głównym oddziałem niezależnego związku.

W Chinach możliwe jest utworzenie związku zawodowego wyłącznie pod nadzorem Ogólnochińskiej Federacji Związków Zawodowych. 24 sierpnia oficerowie policji wtargnęli do mieszkania, w którym działali młodzi aktywiści i aresztowali 50 z nich. Podczas zatrzymania studenci trzymali się za ręce i śpiewali „Międzynarodówkę”. Część z nich została zwolniona, ale 14 osób nadal przebywa w niewoli lub areszcie domowym. Jeden z protestujących studentów z Uniwersytetu Renmin w Pekinie powiedział, że działania młodych ludzi są całkowicie legalne i zasadne: „Jesteśmy marksistami, popieramy socjalizm i solidaryzujemy się z pracownikami, a władze nie mogą nas atakować”.

Do tej pory studenci, którzy uczyli się ideologii komunizmu na podstawie prac Marksa, Lenina i Mao Zedonga, pomagali rozwijać program gospodarczy i polityczny rządzącej partii, wspierali rząd Chin lub unikali polityki. Odkąd władzę w kraju przejął Xi Jinping, w 2012 r. Komunistyczna Partia Chin (KPCh) zaczęła dążyć do wycofania z uczelni zagranicznych podręczników, aby nie rozpowszechniały „zachodnich wartości”. Do tej pory internetowe dyskusje o lewicowych ideologiach i globalizacji, teorii ekonomii czy zanieczyszczeniu środowiska pozostawały bez ingerencji cenzorów. Studenci zaczęli jednak wyrażać swoje niezadowolenie z powodu rosnących nierówności, korupcji i konsumpcjonizmu chińskiego społeczeństwa, czego przyczyną jest także spowolnienie gospodarcze, co nie spodobało się członkom KPCh. Władze zaczęły prześladować młodych marksistów z sześciu chińskich uniwersytetów i uniemożliwiły im zorganizowanie zebrania, jak twierdzą aktywiści.

Ostatnie prodemokratyczne protesty zainicjowane przez studentówtrwały od 15 kwietnia do 4 czerwca 1989 r. i odbyły się na placu Tian’anmen w Pekinie. 3 czerwca wkroczyły tam uzbrojone jednostki wojskowe, aby rozproszyć protestujących. Do tej pory nie wiadomo, ile osób zginęło w nocy z 3 na 4 czerwca. Według danych chińskich i zachodnich organizacji monitorujących prawa człowieka, a także świadków wydarzeń, liczba ofiar wyniosła od kilkuset do ponad 2 tys.

Władze Chin obawiają się większego spowolnienia gospodarczego, które jest zauważalne od czterech miesięcy, a indeksy giełdowe zbliżają się do najniższego poziomu od czterech lat. Aby uniknąć chaosu, rząd wysłał do mediów informacje o tym, jakich tematów związanych z gospodarką dziennikarze nie mogą komentować. Są to m.in. wpływ wojny handlowej z USA na chińską gospodarkę, ryzyko stagflacji i rosnących cen, dane o spowolnieniu gospodarczym czy ryzyko zadłużenia samorządów.

Archiwum briefa