pl   -   en

Google to nie tylko wyszukiwarka – to przedłużenie naszego mózgu

Kiedy w nasze procesy myślowe angażujemy elementy otoczenia zewnętrznego, stają się one częścią naszego umysłu. Tak samo jak neurony i synapsy.


Artykuł autorstwa Benjamina Curtisa został oryginalnie opublikowany na The Conversation.


Tracimy głowę na rzecz Google. Po 20 latach produkty tej firmy stały się częścią naszego codziennego życia, zmieniając strukturę architektury poznawczej. Na skutek tego nasze umysły rozszerzyły się o cyberprzestrzeń. Nie jest to opowieść science fiction, ale element teorii rozszerzonego umysłu – poglądu szeroko akceptowanego w filozofii, psychologii i neurobiologii.

Moim zdaniem jest to kolosalna zmiana w psychologii człowieka, prawdopodobnie największa, z jaką kiedykolwiek mieliśmy do czynienia. Zachodzi ona również z zapierającą dech w piersiach szybkością – firma Google w tym miesiącu skończy zaledwie 20 lat. Jednak chociaż ta zmiana ma pewne dobre konsekwencje, niesie za sobą też mocno niepokojące aspekty, którymi musimy się pilnie zająć.

Wiele moich badań dotyczy kwestii związanych z tożsamością osobistą, umysłem, neurobiologią i etyką. Moim zdaniem wraz z tym, jak internalizujemy napędzane technologią sztucznej inteligencji, spersonalizowane funkcje Google, oddajemy temu koncernowi coraz więcej naszej osobistej przestrzeni poznawczej (co prowadzi do erozji zarówno prywatności, jak i zdolności swobodnego myślenia). Co więcej, zaczynają się pojawiać dowody na związek między wykorzystaniem technologii a kłopotami ze zdrowiem psychicznym. Innymi słowy: nie jest jasne, czy nasze umysły mogą wziąć na siebie ciężar tego wirtualnego dodatku. Być może zbliżamy się nawet do punktu krytycznego.

„Gdzie kończy się umysł, a zaczyna reszta świata?”

W 1998 r. (co ciekawe, jest to rok założenia firmy Google) to pytanie w znanym już artykule prasowym The Extended Mind (Rozszerzony umysł) zadali dwaj filozofowie i kognitywiści, Andy Clark i David Chalmers. Zanim tekst ujrzał światło dzienne, stanowisko naukowców brzmiało: umysł kończy się na granicy skóry i czaszki (czyli mózgu i układu nerwowego).

Jednak Clark i Chalmers zaproponowali bardziej radykalną odpowiedź. Twierdzili, że kiedy integrujemy rzeczy z otoczenia zewnętrznego z naszymi procesami myślowymi, to te elementy zaczynają odgrywać taką samą rolę poznawczą jak nasze mózgi. W rezultacie są one częścią naszego umysłu identyczną z neuronami i synapsami. Argumenty Clarka i Chalmersa wywołały debatę, ale od tamtej pory wielu innych ekspertów w tej dziedzinie zgodziło się z nimi.

Nasze umysły są połączone z Google

Clark i Chalmers napisali artykuł przed pojawieniem się smartfonów i internetu 4G, a ich ilustracyjne przykłady były nieco fantazyjne. Mówiły o człowieku, który w codziennym życiu używał programu Notatnik jako pamięci zewnętrznej. Jak jednak pokazały niedawne badania, teoria rozszerzonego umysłu ma bezpośredni wpływ na naszą obsesję na punkcie smartfonów i innych urządzeń podłączonych do sieci.

Coraz więcej z nas jest wpatrzonych w smartfony od rana do nocy. Korzystanie z usług Google (wyszukiwarka, kalendarz, mapy, dokumenty, asystent itd.) stało się naszą drugą naturą. Nasza integracja poznawcza z tą firmą stała się rzeczywistością; część naszych umysłów dosłownie leży na serwerach Google.

Ale czy to ma znaczenie? Ma – z dwóch ważnych powodów

Po pierwsze, Google nie jest jedynie pasywnym narzędziem poznawczym. Najnowsze aktualizacje systemu Android (wspomagane przez AI i uczenie maszynowe) w całości skupiają się na oferowaniu użytkownikom sugestii. Mapy Google nie tylko mówią, jak dotrzeć tam, dokąd chcemy się udać (pieszo, samochodem lub transportem publicznym), ale też oferują spersonalizowane sugestie miejsc, które – zdaniem aplikacji – będą nas interesować.

Asystent Google po tym, jak wypowie się w jego kierunku słowa: „Hej, Google”, jest w stanie nie tylko szybko dostarczyć informacji, ale również umówić właściciela urządzenia na spotkanie lub zarezerwować w jego imieniu stolik w restauracji.

Gmail podaje teraz sugestie dotyczące tego, co chcemy ująć w naszym mailu. Google News z kolei dostarcza wiadomości, które – zdaniem algorytmu – są wybrane specjalnie dla konkretnego użytkownika. To wszystko usuwa potrzebę samodzielnego myślenia i podejmowania decyzji. Chcę to raz jeszcze podkreślić: Google dosłownie wypełnia luki w naszych procesach poznawczych, a zatem wypełnia luki w naszych umysłach. Zarówno prywatność, jak i możliwość swobodnego myślenia są więc osłabione.

Uzależnienie czy integracja?

Po drugie, wydaje się, że nasze mózgi nie najlepiej znoszą połączenie z internetowymi funkcjami. Rosnącym powodem do niepokoju jest uzależnienie od smartfonów, które nie jest już rzadkim problemem. Według ostatnich doniesień przeciętny użytkownik smartfona w Wielkiej Brytanii zerka na swój telefon co 12 minut. Istnieje wiele negatywnych efektów psychologicznych powiązanych z tym zjawiskiem, które dopiero objawiają się z całą mocą – depresja i stany lękowe to dwa najważniejsze przypadki.

Ale słowo „uzależnienie” w tym kontekście jest, moim zdaniem, kolejnym synonimem dla „integracji”, o której wspomniałem powyżej. Powodem, dla którego wielu z nas tak trudno jest odłożyć smartfony, wydaje się to, że zintegrowaliśmy ich użycie z naszymi codziennymi procesami poznawczymi. Dosłownie myślimy za ich pomocą, więc nic dziwnego, że nie potrafimy przestać ich używać. Nagłe zabranie smartfona przypomina zabieg lobotomii. Aby przełamać ten nałóg (integrację?) i odzyskać zdrowie psychiczne, musimy nauczyć się myśleć inaczej i odzyskać umysły.

Czytaj również

Zamknij