PL | EN

Gdy w Turcji apelujesz o pokój, trafiasz do więzienia

Studenci, nauczyciele akademiccy i jeden młody nauczyciel zostali aresztowani lub skazani na więzienie. Powód? Najbardziej niewinny z możliwych – publiczny apel o pokój.

Yaren, córka Özgüra Tuncera, jest wśród 13 aresztowanych i czekających na proces studentów. Powodem jest zorganizowanie pokojowego, antywojennego protestu na Uniwersytecie Boğaziçi w Stambule. To najlepsza turecka uczelnia wyższa.

– Mogła wypowiadać się swobodnie w domu. Myślała więc, że równie swobodnie może się wypowiadać gdziekolwiek indziej – tłumaczy córkę Özgür. – To 18-letnie dziecko, które stara się uczyć i zrozumieć świat wokół niej.

Podczas gdy Yaren traci czas za kratkami, jej matka dołączyła do innych zdesperowanych rodziców, nauczycieli i przyjaciół, by zaprotestować na konferencji prasowej zorganizowanej 10 kwietnia tego roku. Zdaniem uczestników konferencji nie można tak surowo karać za wyrażanie sprzeciwu wobec militarnej operacji Turcji w regionie Afrinu w północno-zachodniej Syrii.

– Te dzieci chcą pokoju – mówi płaczliwym głosem Özgür.

Do niedawna studenci Uniwersytetu Boğaziçi byli w Turcji uważani za najlepszych przedstawicieli swojego pokolenia. Na żaden inny uniwersytet nie jest tak trudno się dostać, a samo rozpoczęcie tam nauki uznawano za wielkie osiągnięcie. Teraz turecki rząd stara się przedstawić postępowy sposób nauczania na Uniwersytecie Boğaziçi jako rodzaj choroby społecznej.

Prokurator wypowiedział wojnę osobom pracującym w systemie edukacji i wspierającym protesty antywojenne. Tak było w przypadku Ayşe Çelik, młodej nauczycielki, która dwa lata temu zadzwoniła do pewnego programu telewizyjnego i powiedziała na antenie jedno zdanie: „Nie pozwólcie dzieciom umierać”. 20 kwietnia 2017 r. Ayşe trafiła do więzienia na 15 miesięcy.

Równie bezlitosne były wyroki w sprawie nauczycieli akademickich, którzy odważyli się podpisać petycję pokojową. Tureckie uniwersytety nie są już ostoją wolności. Za nieskrępowane wyrażanie własnych opinii można zapłacić wysoką cenę.

W aresztach studenci są bici i torturowani

Prokuratorzy starają się oskarżyć studentów o „głoszenie propagandy na rzecz organizacji terrorystycznej”. Jest to przestępstwo zagrożone karą do pięciu lat więzienia. Dowód? Rozwinięcie transparentu z napisem „Nie ma miejsca na ataki i masakry”. Była to reakcja na zachowanie innej grupy studentów, która rozdawała słodycze – znany turecki przysmak – w ramach świętowania przejęcia kontroli militarnej nad Afrinem przez armię turecką. Gdy prorządowe media nagłośniły incydent, wybuchł chaos.

22 marca policja przeprowadziła naloty na domy i akademiki, w wyniku czego 16 studentów znalazło się w areszcie. 3 kwietnia, po procesach i spędzeniu 12 dni w areszcie, 9 studentów trafiło do więzienia. Wkrótce dołączył do nich kolega, który zorganizował kampanię w obronie aresztowanych. 13 kwietnia aresztowano kolejnych 3 studentów.

– Jestem dumny, że chcieli wyrazić swoją opinię – mówi Tilbe Alkan, studentka języków i literatury krajów Zachodu na Uniwersytecie Boğaziçi. Ona również została aresztowana. – Nasza szkoła znalazła się na celowniku władz, bo pozwala wyrażać opinie niezgodne z linią rządu.

Prezydent Recep Tayyip Erdoğan jak zwykle dolał oliwy do ognia, nazywając studentów „komunistami”, „zdrajcami” i „młodymi terrorystami” podczas wystąpienia 24 marca. Gratulował wtedy postawy policji i zapowiedział: „Nie pozwolimy studentom uczyć się na tych uniwersytetach”.

– Młodzi ludzie nie dostali się na Boğaziçi dzięki pomocy kogoś, tylko dzięki własnym zasługom. Nikt nie ma prawa pozbawiać ich możliwości zdobywania wykształcenia – mówi Bülent Yılmaz. Jego syn Denis również trafił do więzienia. – Miejscem, w którym powinni być, jest miasteczko uniwersyteckie, a nie areszt. My, rodziny studentów z Boğaziçi, którzy trafili do więzień i byli przesłuchiwani, wzywamy do przeprosin ze strony tych, którzy podnieśli rękę na nasze dzieci.

Studenci, którzy zostali wypuszczeni z aresztu i oczekują na proces, twierdzą, że byli bici i torturowani przez policję oraz podczas śledztwa. Rodzice opisują także „presję psychologiczną” wywieraną na ich dzieci.

– Moje serce krwawi. To niewinne i wyjątkowe dzieciaki. Chcę z nimi być. Skoro jesteśmy razem na zajęciach, chcę być razem z nimi również w więzieniu – mówi profesor socjologii Faruk Birtek. – Uniwersytet cierpi – dodaje.

Represje, z którymi spotykają się uczelnie wyższe w Turcji, trwają już dość długo. Nasiliły się po tym, jak setki pracowników akademickich podpisały petycję o pokój. Pismo zatytułowane Nie przyłożymy ręki do tej zbrodni powstało w proteście przeciwko łamaniu praw człowieka podczas przeprowadzania operacji wojskowych w wielu prowincjach w południowo-wschodniej Turcji. Petycję opublikowano 10 stycznia 2016 r. Początkowo podpisało ją 1126 nauczycieli akademickich. Wkrótce podpisów było już ponad 2000, chociaż reakcja władz na inicjatywę środowisk uniwersyteckich okazała się bardzo stanowcza.

Dwustu sześćdziesięciu pięciu osobom, tzw. uczonym pokoju, które podpisały petycję, postawiono zarzuty kryminalne. Możliwe, że dojdzie do kolejnych procesów. Większość została odroczona, ale 10 nauczycieli akademickich skazano na 15 miesięcy więzienia (w zawieszeniu) za „szerzenie propagandy na rzecz organizacji terrorystycznej”. W przypadku profesora Uniwersytetu Galatasaray Füsuna Üstela, politologa i eksperta ds. nacjonalizmu w Turcji, wyrok nie został zawieszony. Üstel nie wystąpił o zawieszenie, więc trafi do więzienia, chyba że sąd drugiej instancji zdecyduje inaczej.

Młoda nauczycielka z małym dzieckiem w areszcie

Przypadek Ayşe Çelik jest kolejną ilustracją działań prokuratorów domagających się kar za niewinne wezwania do pokoju. Działań, które bardzo wzburzyły opinię publiczną. Ayşe Çelik, znana jako „nauczycielka Ayşe”, trafiła do więzienia dla kobiet w Diyarbakır 20 kwietnia 2017 r., skazana na 15 miesięcy za „sianie propagandy”. Musiała wziąć ze sobą półroczną córeczkę Deran. 8 stycznia 2016 r. zadzwoniła do popularnego w Turcji programu Beyaz Şov, nadawanego przez Kanal D, i powiedziała jedno zdanie: „Nie pozwólcie dzieciom umierać”. Te z pozoru niewinne słowa kosztowały ją i jej córkę wolność.

Trzęsący się głos Ayşe i jej zatroskanie kwestią łamania praw człowieka, w tym morderstw dokonywanych na ludności cywilnej podczas operacji wojskowych w wielu miejscowościach zamieszkanych przez Kurdów, odbiły się w Turcji głośnym echem. Dziesiątki tysięcy ludzi apelowały o jej uwolnienie. Wyrok jednak zapadł, a odroczenie jego wykonania mogła spowodować tylko ciąża skazanej.

– Tamtego wieczoru nie wypowiadałam się jako ktoś będący pod wrażeniem przekazów telewizyjnych czy informacji w mediach społecznościowych. Mój głos był głosem kogoś, kto osobiście to wszystko przeżywał – powiedziała Çelik w wywiadzie dla portalu informacyjnego Gazete Duvar 20 kwietnia tego roku. – Powiedziałam coś, co powiedzieć mógł każdy. Czy jest coś bardziej naturalnego dla kobiety i nauczyciela, niż apelować, aby nie być nieczułym na los ludzi, którzy umierają?

Naturalne? Owszem. Kłopotliwe? Zdecydowanie. Podczas gdy w przestrzeni publicznej trwa podżeganie do wojny, każdy, kto wzywa do pokoju, jest utożsamiany z wrogiem racji państwa, staje się wrogiem rządu. Już dziesiątki ludzi trafiły do więzień z powodu zamieszczenia w mediach społecznościowych niewinnych postów krytykujących wojskowe poczynania Turcji. Z kolei mafijny szef i nacjonalista Sedat Peker, któremu grozi 11 lat więzienia za groźby pod adresem nauczycieli akademickich (groził m.in. słowami: „Będziemy upuszczać wam krew strumieniami i brać w niej prysznic”), cieszy się bliskimi relacjami z władzą.

Sposób, w jaki władza traktuje zwolenników rozwiązań pokojowych, jest kolejnym dowodem na orwellowskie dwójmyślenie, które zapanowało w Turcji. Słowa Çelik będą wybrzmiewać zawsze wtedy, gdy kolejna osoba stanie przed groźbą jeszcze jednego aresztowania, śledztwa czy wyroku jedynie z powodu wyrażania poparcia dla pokoju: „Nie popełniłam przestępstwa. Stoję tu pełna dumy i godności”.

 

Zdjęcie: Studenci z Uniwersytetu Boğaziçi trzymają zdjęcia swoich aresztowanych kolegów podczas konferencji prasowej 18 kwietnia 2018 r.

Więcej informacji: ArtykułyAzjaTurcja