pl   -   en

FARC przegrywa wybory

Rewolucyjna Alternatywna Siła Ludowa, partia złożona z byłych członków ruchu partyzanckiego Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii (FARC), w pierwszych wyborach do Kongresu Narodowego otrzymała zaledwie 100 tysięcy głosów. Kolumbijczycy pokazali w ten sposób, że nie zapomnieli o wieloletnich walkach, które partyzanci toczyli z rządem. W wojnie domowej trwającej od 1964 r. zginęło przynajmniej 220 tysięcy osób.

 

Zagwarantowane miejsca

Pierwszy raz od ponad 52 lat Kolumbijczycy mogli wziąć udział w wyborach bez obawy o swoje życie. Stało się tak dzięki ostatniemu porozumieniu pomiędzy rządem i FARC, podpisanemu w Hawanie w 2016 r.

Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii powstały w latach 60. jako militarne skrzydło Kolumbijskiej Partii Komunistycznej i wkrótce przekształciły się w grupę partyzancką. Jej członkowie twierdzili, że walczą o prawa ludności wiejskiej, jednak wielu zwolenników straciło do nich zaufanie, gdy zaczęli porywać ludzi dla okupu i handlować narkotykami.

Rebelianci, w czasie pierwszego legalnego zjazdu we wrześniu 2017 r., założyli partię Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii z zamiarem wystartowania w wyborach do Kongresu Narodowego. Sami zgodzili się złożyć broń i przekazać szczegółowe informacje o handlu narkotykami. Zgodnie z warunkami rozmów pokojowych, FARC – niezależnie od wyborców – ma zagwarantowanych 10 miejsc w kongresie do 2026 r.

Historyczny dzień dla Kolumbii

FARC wystawiła w wyborach do Izby Reprezentantów i Senatu 23 kandydatów. Większość z nich przez lata walczyła w partyzantce, organizując zamachy i porwania. To, że nowo utworzoną partię czeka długa droga, żeby zdobyć głosy wyborców, udowodniły wyniki wyborów. Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii otrzymały 52 532 głosy do Senatu, tuż przed partią złożoną z żołnierzy i organizacją społeczną, oraz 32 636 głosów do Izby Reprezentantów. Mimo przegranej, zgodnie z warunkami porozumienia z rządem, wprowadzą po pięciu reprezentantów do każdej z izb.

Iván Márquez (w rzeczywistości Luciano Marin Arango), szef delegacji FARC w rozmowach pokojowych z rządem i jeden z czołowych partyzantów, zdobył 888 głosów. Do tej pory wydano za nim 73 nakazy aresztowania. Oskarża się go o zorganizowanie zasadzek na patrole wojskowe, porwania oraz zaplanowanie zamachu na klub El Nogal, w którym zginęło 36 osób, a 200 zostało rannych. Amerykański Departament Stanu uważa go za handlarza narkotyków i za informacje o nim oferował 5 milionów dolarów.

Teraz Márquez zasiądzie w kongresie obok Álvaro Uribe Vélez, byłego prezydenta Kolumbii, na którego w wyborach do Senatu oddano 860 tysięcy głosów, najwięcej w historii kraju. Wiele osób poparło go, bo był przeciwnikiem podpisania porozumienia pokojowego z FARC w obecnej formie. Uważał, że partyzanci muszą ponieść odpowiedzialność za dokonane przestępstwa i rząd nie powinien gwarantować im miejsc w kongresie.

Przeciwnicy byłego prezydenta zarzucają mu, że w czasie swojej kariery politycznej wspierał oddziały paramilitarne, często opłacane przez bogatych właścicieli ziemskich, które poza walką z FARC doprowadziły do śmierci wielu rolników, porywały ludzi i handlowały narkotykami.

FARC przegrał, ale wygrał

Zdaniem politologa Andrésa MejíaVergnauda, chociaż FARC przegrał ze względu na liczbę głosów, można uznać za zwycięstwo fakt, że niektórzy z byłych rewolucjonistów brali po raz pierwszy udział w wyborach. W mediach pojawiły się zdjęcia uśmiechniętego Ivána Márqueza w momencie wrzucenia do urny karty do głosowania. Carlos Antonio Lozada, który działał w partyzantce od 17 roku życia, przyszedł do lokalu wyborczego ze swoją partnerką i kilkumiesięcznym dzieckiem. Pablo Catatumbo, inny z kongresistów FARC, napisał na Twitterze w dniu wyborów: „Historyczny dzień dla Kolumbii! W ciągu 64 lat mojego życia po raz pierwszy korzystam z mojego prawa do głosu i jestem z tego powodu wzruszony i bardzo szczęśliwy, bo robię to dla pokoju i pojednania naszego narodu”.

Dodał też, że ta kampania nie była dla nich łatwa: „Zabito 50 naszych wojowników. Musimy zmierzyć się z sektorami, które wciąż starają się wzbudzić nienawiść między braćmi. Ale stawiamy temu opór, bo jesteśmy przekonani, że to jest właściwa droga”.

– Nie oczekiwało się dużo, ale uderza mnie fakt, że zdobyli mało głosów w rejonach, gdzie mieli duże wpływy, na wschodzie kraju – powiedział Andrés Mejía Vergnaud w rozmowie z PanAm Post.

Z kolei Ariel Avila z Fundacji Pokój i Pojednanie uważa, że trudno dziwić się ich słabemu wynikowi, gdyż byli partyzanci nie znają się na polityce i ciężko jest im rywalizować z ludźmi, którzy zajmują się tym od 50 lat.

– Zabrali ich z ulicy, nie mieli pieniędzy, nie mieli spotów – powiedział. – Poza tym mało czasu minęło między zawieszeniem broni a wyborami. Ludzie jeszcze ich nienawidzą.

Jego zdaniem zwłaszcza ludność wiejska poczuła się rozczarowana wynikami rozmów pokojowych, ponieważ miała nadzieję, że FARC zobliguje rząd do przeprowadzenia różnych reform, które wpłyną na poprawę życia. Politolog sądzi jednak, że dobrze się stało, bo wielu Kolumbijczyków mówiło przed wyborami, że partyzanci użyją swoich pieniędzy, które zarobili na handlu narkotykami, żeby kupić głosy wśród ludzi na terenach, gdzie wciąż mają wpływy.

– Teraz wyborcy wiedzą, że była to plotka wyssana z palca. W dodatku spora część głosów pochodzi z Bogoty i innych stolic departamentów, co działa na ich korzyść – mówi Daniel López, politolog Uniwersytetu Rosario. – Nie będą mieć swojego kandydata na prezydenta, więc teraz trzeba czekać na następne wybory do kongresu w 2022 r., żeby zobaczyć, czy ta partia lepiej się zorganizuje i przyciągnie elektorów.

Zamknij