brief
Brief #50
Prognozy dla Bliskiego Wschodu, pożyczki lewarowane i kubański patent
18 stycznia
USA, Ameryka Północna

Zanieczyszczenie powietrza przyczynia się do poronień w równym stopniu, co palenie papierosów podczas ciąży

Naukowcy z Uniwersytetu Utah, na czele z doktorem Matthew Fullerem, opublikowali w czasopiśmie „Fertility and Sterilitywyniki badań dowodzących zagrożenia, jakie zanieczyszczone powietrze stwarza dla kobiet w ciąży. Badania przeprowadzono w Salt Lake City oraz okolicy miasta, koncentrując się na dwutlenku azotu (NO2), który powstaje w wyniku wysokotemperaturowego spalania paliw, przede wszystkim w samochodach i autobusach, a także podczas produkcji energii. Udowodniono, że zanieczyszczenie powietrza przyczynia się do poronień w równym stopniu, co palenie papierosów podczas ciąży.

Naukowcy przeanalizowali dane 1300 kobiet, które w latach 2007-2013 trafiły po poronieniu na oddział ratunkowy lokalnego szpitala. Kluczowym czynnikiem związanym z utratą ciąży okazał się poziom dwutlenku azotu na 7 dni przed poronieniem. Badacze zauważyli, że wzrost zanieczyszczenia powietrza NO2 o 20 μg/m³ [20 mikrogramów na metr sześcienny] skutkował wzrostem ryzyka poronienia o 16%. Można porównać to do wpływu, jaki na utratę ciąży w pierwszym trymestrze ma dym tytoniowy. Nie ustalono jeszcze, w jaki sposób zanieczyszczenie powietrza szkodzi płodowi – podejrzewa się, że powoduje stres oksydacyjny i stan zapalny płodu.

Obecność dwutlenku azotu w powietrzu jest nie tylko problemem stanu Utah. Podobny poziom zanieczyszczenia występuje w Londynie, Paryżu, a w wielu miejscach na świecie jest jeszcze wyższy. Wiemy, że ​zanieczyszczone powietrze ma wpływ na nasze zdrowie. Wiedza o tym, że ma również rzeczywisty wpływ na nienarodzone dzieci, jest wyjątkowo niepokojąca” – podkreśla dr Fuller.

USA, Ameryka Północna

Efekt Dunninga-Krugera i przeciwnicy GMO

Efekt Dunninga-Krugera to zjawisko psychologiczne polegające na tym, że im mniejszą wiedzę ktoś w danej dziedzinie posiada, tym bardziej tę wiedzę przecenia. Niedawno efekt ten pojawił się w wynikach ankiet przeprowadzonych w USA, Niemczech i we Francji wśród przeciwników żywności modyfikowanej genetycznie. Okazało się, że najbardziej zagorzali wrogowie żywności GMO wiedzą o niej najmniej, a zarazem wierzą, że wiedzą najwięcej.

Philip Fernbach, naukowiec z Leeds School of Business, University of Colorado Boulder i jeden z autorów badań, tłumaczy, że „osoby święcie przekonane o swych racjach nie są otwarte na wiedzę, dlatego trzeba je najpierw przekonać o tym, że jednak warto uzupełnić wiadomości”. Graham O’Dwyer, wykładowca nauk politycznych na Uniwersytecie w Reading, dodaje do spostrzeżeń Fernbacha dwa inne uprzedzenia poznawcze: odrzucanie przez człowieka informacji, które pomogłyby mu zrozumieć świat, ponieważ kłócą się one z jego przekonaniami, oraz tzw. efekt odwrotnego rezultatu [dowody mające przekonać człowieka tylko utwierdzają go w pierwotnym przekonaniu].

Być może badania Fernbacha pomogą przekonać nieprzekonanych do nowych, genetycznie zmodyfikowanych odmian popularnych owoców, które nie tylko proponują nowe smaki, ale także są w stanie pokonać zagrażające im choroby. To bardzo słodkie truskawki o smaku brzoskwini, hodowane według technologii CRISPR [system obrony organizmów prokariotycznych przed egzogennymi elementami genetycznymi], tęczowa papaja, która jest w stanie obronić się przed chorobą pierścieniowej plamistości, pikantne pomidory, nad którymi pracują brazylijscy naukowcy i banany hodowane w brytyjskim Norwich, odporne na chorobę zwaną fuzaryjnym więdnięciem.

Czy jeden człowiek może pozbawić cały kraj Internetu?

Czy jeden człowiek może pozbawić cały kraj Internetu? Po raz pierwszy w historii dowiódł tego 30-letni Brytyjczyk Daniel Kaye, haker wynajęty przez firmę telekomunikacyjną Cellkom do przeprowadzania ataków cybernetycznych na Lonestar, konkurencyjnego dostawcę usług telefonicznych i internetowych w Liberii. Kaye posłużył się botnetem – grupą komputerów zainfekowanych przez wirusa, które są zdalnie sterowane przez atakującego, pozostając zarazem w ukryciu przed właścicielem. Był to klasyczny DDoS [ang. distributed denial of service, rozproszona odmowa usługi] – atak na system komputerowy lub usługę sieciową, aby uniemożliwić ich działanie w wyniku wzmożonego ruchu w sieci, przeprowadzany jednocześnie z wielu komputerów. W wyniku pracy brytyjskiego hakera w listopadzie 2016 r. cała Liberia została pozbawiona Internetu, a firma Lonestar poniosła wielomilionowe straty. Kaye został zatrzymany w porcie lotniczym Londyn-Luton w lutym 2017 r. i skazany wyrokiem sądu na 2,5 roku więzienia.

O ile Liberyjczycy zostali pozbawieni Internetu na krótki okres, tak mieszkańcy Kuby muszą zmagać się ze stałym, związanym z technologią, ograniczeniem dostępu do sieci. Znają jednak sposób, jak wirtualną rzeczywistość zaprosić do domu… na fizycznie istniejącym dysku. Kubański patent nazywa się el paquete semanal, czyli „pakiet tygodniowy” i przypomina sposobem działania dawne wypożyczalnie DVD. Zewnętrzny, terabajtowy dysk działa jak Internet off-line, omijając tym samym amerykańskie embargo handlowe nałożone na Kubę, które ogranicza możliwość inwestowania w nowe technologie i rozwój sieci internetowej.

Zewnętrzny dysk zawiera tysiące godzin treści multimedialnych i jest dostarczany do domu klienta, który kopiuje jego zawartość. Usługa kosztuje 2 dol. tygodniowo. Umożliwia oglądanie wiadomości z kraju i ze świata, amerykańskiego Big Brothera, brytyjskiego programu Celebrity MasterChef, tureckich oper mydlanych, a także korzystanie ze zeskanowanych magazynów w formacie pdf oraz wielu aplikacji na telefon. Dla porównania, za godzinę publicznego Wi-Fi trzeba zapłacić 1 dol. Tyle samo wynosi średnia dzienna płaca na Kubie.

Wielka Brytania, USA, Australia i Oceania, Ameryka Północna, Europa

Instytucje finansowe ostrzegają przed krachem na rynku tzw. pożyczek lewarowanych

Międzynarodowy Fundusz Walutowy, członkowie Systemu Rezerwy Federalnej USA, Bank Anglii oraz Bank Rezerwy Australii ostrzegają przed załamaniem wywołanym ewentualnym krachem na rynku tzw. pożyczek lewarowanych. Sytuacja zaczyna przypominać tę sprzed 11 lat, gdy kryzys rozpoczął się od upadku Banku Lehman Brothers i załamania rynku ryzykownych kredytów hipotecznych w USA.

Pożyczka lewarowana jest udzielana firmom lub osobom fizycznym, które są już obciążone znacznym długiem, a ich historia kredytowa nie jest wiarygodna. Pożyczki te są uważane za obarczone wyższym ryzykiem niewykonania zobowiązań, dlatego są kosztowniejsze dla pożyczkobiorcy. Co więcej, jak miało to miejsce w przypadku kryzysu na rynku kredytów hipotecznych subprime w 2008 r., standardy zawierania umów o pożyczki lewarowane spadły i banki zbyt chętnie udzielały ich zadłużonym firmom. Tym samym inwestujący w te pożyczki ponosili coraz większe ryzyko strat. Henry McVey z globalnej firmy inwestycyjnej KKR oszacował rynek pożyczek lewarowanych na 1,3 bln dol.

Według Rasheeda Saleuddina z University of Cambridge Judge Business School „niewielkie zmiany stóp procentowych w pożyczkach lub nawet tylko nerwowe oczekiwanie na nie mogą spowodować załamanie”. Natomiast Amir Amel-Zadeh, profesor nadzwyczajny w Saïd Business School na Uniwersytecie w Oksfordzie, ostrzegł inwestujących w pożyczki lewarowane, CLO [rodzaj obligacji zabezpieczonej długiem] oraz w pożyczkowe fundusze wspólnego inwestowania przed możliwością poniesienia większych strat niż w 2008 r.

„The Guardian” przypomina, że przed 2008 r. banki bardzo chętnie udzielały kredytów hipotecznych klientom, którzy nie mieli szans ich spłacić. Kredyty te były łączone i przekształcone w produkty inwestycyjne, powodując ogromne straty na całym świecie. Tym razem, zamiast udzielać ryzykownych pożyczek właścicielom domów, banki rozdają ryzykowne pożyczki lewarowane zadłużonym firmom, a inwestorzy skupują zbudowane z tych pożyczek niebezpieczne produkty finansowe.

USA, Ameryka Północna

Jedynie 5% powierzchni lądów Ziemi nie zostało jeszcze zmodyfikowane przez ekspansywną działalność człowieka

Amerykańskie czasopismo naukowe „Global Change Biology” opublikowało dane dotyczące stanu wykorzystania Ziemi przez człowieka. Jedynie 5% powierzchni lądów naszej planety nie zostało jeszcze zmodyfikowane przez naszą ekspansywną działalność. 84% powierzchni lądów doświadcza ludzkiej działalności na więcej niż jeden sposób, a ponad połowa może zostać uznana za zagrożoną nieodwracalnym zniszczeniem.

Christina Kennedy, starszy pracownik naukowy w The Nature Conservancy, amerykańskiej organizacji charytatywnej, ostrzega przed zagrożeniami wynikającymi z dalszego niszczenia Ziemi. „Niebezpieczeństwo polega na tym, że większa część globu została w jakimś stopniu zmieniona przez człowieka. Wraz z dalszym rozwojem cywilizacyjnym pojawią się kolejne katastroficzne zjawiska związane ze zmianami klimatu na Ziemi” – twierdzi Kennedy. Według klasyfikacji Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody 57% ekoregionów może zostać uznane za krytycznie zagrożone działalnością człowieka, polegającą m.in. na budownictwie, rolnictwie i górnictwie.

W alarmujące dane „Global Change Biology” wpisują się badania Brada Listera, który po 35 latach wrócił do lasów deszczowych na Portoryko, aby odkryć, że wyginęło 98% owadów żyjących w poszyciu leśnym i 80% mieszkających w koronach drzew. Najbardziej prawdopodobną przyczyną tej klęski jest globalne ocieplenie. Zniknęły również ptaki, dla których owady były głównym pożywieniem. Naukowcy od dawna ostrzegają przed zagrożeniem wynikającym z zagłady owadów, ponieważ są one podstawowym elementem łańcucha pokarmowego.

Azja

Prognozy dla Bliskiego Wschodu na rok 2019

Chaos, nieszczęścia, wojny już trwające i te, które wkrótce wybuchną – tak wyglądają prognozy dla Bliskiego Wschodu na rok 2019. Według cytowanego w artykule „The Independent” Ramiego Khoury, profesora dziennikarstwa na Uniwersytecie Amerykańskim w Bejrucie, najbardziej niebezpieczną tendencją jest „powolna decentralizacja całego regionu arabskiego i poszczególnych państw”. Bardzo groźne okażą się również przypadkowe i nieplanowane wojny. W zasadzie nie ma już punktów zapalnych na mapie regionu – przemoc rozprzestrzeniła się i wszędzie może dojść do konfliktu.

Eksperci spodziewają się rozwoju konfrontacji militarnej Izraela z Hezbollahem w ramach konfliktów syryjskiego i libańskiego. Podobnie wygląda sytuacja w przypadku rywalizacji koalicji, na czele której stoją Stany Zjednoczone, z Iranem i jego sojusznikami, która będzie odbywać się w tle wspomnianego konfliktu Izraela z Hezbollahem oraz wojny domowej w Jemenie. Jest w nią zaangażowana Arabia Saudyjska, walcząca z Huti, zajdyckim ugrupowaniem rebeliantów. Zdaniem ekspertów sytuacja w Jemenie pogorszy się i doprowadzi do najpoważniejszego kryzysu humanitarnego od czasu II wojny światowej. Nie pomoże to dynastii Saudów, podejrzewanej o powiązania z morderstwem dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego, która już teraz spotyka się z międzynarodowym ostracyzmem i żądaniami odsunięcia od wpływów księcia koronnego i następcy tronu Muhammada ibn Salmana.

Na sytuację w regionie wpływ mają amerykańskie sankcje nałożone na Iran. Pogarszają się wyniki ekonomiczne tego kraju, co ma negatywne skutki przede wszystkim dla obywateli. Cytowany w artykule Negar Mortazavi irański pisarz i znawca polityki wewnętrznej nie spodziewa się jednak upadku reżimu. Być może irańscy liderzy dojdą do wniosku, że najlepszym sposobem na odwrócenie uwagi od problemów wewnętrznych będzie zaangażowanie się w wojnę z Izraelem, którego władze zmagają się z zarzutem korupcji i wewnętrznymi konfliktami, dlatego również mogą dążyć do rozpętania konfliktu w regionie.

Dzięki Kosmicznemu Teleskopowi Keplera odkryto ponad 2300 planet pozasłonecznych

Skąd pochodzimy i dokąd zmierzamy? Jaki był początek i jaki będzie koniec naszej planety? Czy jesteśmy sami we Wszechświecie? – Jeszcze nigdy człowiek nie miał tak świetnych instrumentów, nowoczesnych komputerów i potężnych teleskopów, aby szukać odpowiedzi na te pytania.

Dzięki działającemu od 2009 r. Kosmicznemu Teleskopowi Keplera odkryto ponad 2300 planet pozasłonecznych. Zastosowano metodę obserwacji zmian jasności gwiazd wynikającą z tzw. tranzytu planet, czyli przejścia jednego ciała niebieskiego przez tarczę drugiego ciała niebieskiego. Aby znaleźć planetę podobną do Ziemi, naukowcy poszukują ekosfery [strefy zamieszkiwalnej] – przestrzeni wokół gwiazdy, gdzie mogą panować warunki umożliwiające pojawienie się życia. Astronomowie zlokalizowali już kilkadziesiąt planet w takich ekosferach. Na przykład w układzie słonecznym TRAPPIST-1 znajduje się siedem planet podobnych rozmiarem do Ziemi, a przynajmniej na jednej z nich jest ocean ciekłej wody. Poszukiwaniem planet zajmuje się obecnie teleskop TESS, następca teleskopu Keplera, a dokładniejszych badań dostarczy Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba, który w przyszłej dekadzie zastąpi wysłużony Kosmiczny Teleskop Hubble’a.

Naukowcy są również coraz bliżej pierwszej, przełomowej obserwacji czarnej dziury w samym centrum Drogi Mlecznej. W ramach programu Teleskop Horyzontu Zdarzeń (EHT), w którym współpracuje ze sobą wiele radioteleskopów za pomocą techniki zwanej interferometrią wielkobazową, „udało się uzyskać bardzo wysokiej jakości dane w bardzo wysokich rozdzielczościach niezbędnych do obserwacji cienia czarnej dziury, o ile naprawdę tam jest” – powiedziała Sera Markoff, profesor astrofizyki teoretycznej i astrofizyki cząstek z Uniwersytetu Amsterdamskiego, współprowadząca grupę roboczą projektu EHT. Głównym celem obserwacji są czarne dziury Sagittarius A* oraz potężna M87, znajdująca się w gwiazdozbiorze Panny. Wyniki badań zostaną opublikowane wiosną 2019 r.

Rosja, Indie, Chiny, Azja

Swobodny dostęp do Internetu nie wszędzie jest możliwy

Swobodny dostęp do Internetu nie wszędzie jest możliwy. Treść, którą czytasz, różni się w zależności od tego, gdzie ją czytasz. Tym bardziej w czasach, gdy po raz pierwszy w historii dostęp do Internetu ma ponad połowa mieszkańców Ziemi” – pisze The Guardian”.

Oficjalnie chiński internauta nie może korzystać z Facebooka, Google’a, Twittera, WhatsAppa i witryn BBC. Działający od końca lat 90. Wielki Chiński Firewall blokuje adresy IP, nazwy domen oraz sprawdza wysyłane i odbierane dane. Słowa i wpisy niewygodne dla władz Chińskiej Republiki Ludowej są cenzurowane, a ich lista jest uaktualniana w zależności od bieżących potrzeb i wydarzeń politycznych. Jeżeli ktoś obejdzie zabezpieczenia, aby korzystać np. z Twittera, powinien liczyć się z konsekwencjami – policja może go ścigać, przesłuchać i aresztować. Zdecydowanej większości z 800 mln chińskich użytkowników restrykcje te jednak nie przeszkadzają. Mają do wyboru ogromną ofertę lokalnych aplikacji, witryn, gier i usług on-line. Bardzo popularna jest platforma komunikacyjna WeChat. Dzięki aplikacji Meituan można zamówić jedzenie na wynos, zrobić zakupy na Taobao, a zapłacić przez Alipay.

W Indiach, gdzie 50% społeczeństwa to analfabeci funkcjonalni, ogromną popularnością cieszy się WhatsApp. Aplikacja pozwala komunikować się nie tylko dzięki słowu pisanemu, ale także za pomocą plików audio, zdjęć i emotikonów. Indyjscy internauci są bardzo podatni na działanie fake newsów. W ubiegłym roku doszło do serii linczów na niewinnych osobach podejrzanych o porywanie dzieci. Zarazem rząd Indii przygotowuje się do wprowadzenia ustawy zmuszającej gigantów technologicznych do usuwania w ciągu 24 godzin treści godzących w „suwerenność i integralność Indii”. To kolejna próba zmuszenia serwisów społecznościowych do wzięcia odpowiedzialności za treści publikowane przez użytkowników na ich platformach. Inicjatywa rządu Indii wzbudza wśród opozycji obawy związane z cenzurą Internetu, zwłaszcza w kontekście zbliżających się wyborów.

Rosyjski rząd nie blokuje obywatelom dostępu do portali internetowych [wyjątkiem jest LinkedIn], promuje natomiast lokalne firmy internetowe, np. Yandex, Odnoklassniki, Mail.Ru czy VKontakte. Dzięki temu rosyjskie służby mają wgląd w dane użytkowników, które przechowywane są na serwerach w Rosji. Władze państwa wywierają natomiast presje na Facebooka i Twittera, aby dane użytkowników tych korporacji również znajdowały się na rosyjskich serwerach. W samym 2017 r. w Rosji odbyło się ponad 400 spraw karnych dotyczących treści publikowanych w mediach społecznościowych.

Archiwum briefa