Środa, 9 rano. Na zwykle tłocznych o tej porze ulicach jest prawie pusto. W szkole naprzeciwko słychać piski dzieci. – Mé-xi-co! Mé-xi-co! – skandują. Robotnicy z pobliskiej budowy zostawili sprzęt i stoją przed restauracją, gdzie transmitowany jest mecz Meksyku ze Szwecją. Farmaceuci w aptece, którą mijam, oglądają spotkanie na smartfonie. – W taki dzień jak dzisiaj nie da się pracować – tłumaczy jeden z nich. Nic dziwnego. W przeszło 120-milionowym Meksyku prawie połowa mieszkańców ma hopla na punkcie piłki nożnej.
Meksyk kontra Szwecja
– Nie ogląda pan dzisiejszego meczu? – pytam taksówkarza, który wiezie mnie na Reformę, główną ulicę w mieście Meksyk.
– Nie, nie jestem fanem piłki nożnej. Tym lepiej dla mnie, bo w czasie meczu niewiele taksówek jeździ po mieście i mam więcej pracy.
– Jak to możliwe? Przecież to mistrzostwa świata, a pan jest Meksykaninem.
– Mój tata był wielkim kibicem i od dziecka zmuszał mnie do grania w różnych młodzieżowych drużynach. Nie lubiłem tego sportu, nie byłem dobry w te klocki, ale on tego nie widział. Chciał, żeby jego syn został piłkarzem. Od tej pory mam awersję do piłki.
Wysiadam w pobliżu pomnika Anioła Niepodległości w centrum miasta. Tuż przed nim ustawiono wielki telebim, na którym odbywa się transmisja meczu. Przed nim stoi tłum kibiców w zielonych koszulkach. Niektórzy z nich trzymają w ręku meksykańskie flagi. Mijając ludzi, słyszę odgłos rozczarowania. Przed chwilą Szwecja strzeliła pierwszego gola.
„Niemcom nie kibicowałem”
– Nie wiem, dlaczego piłka nożna jest tak popularna w naszym kraju… – zastanawia się Rodrigo López, jeden z kibiców. – Nigdy nie mieliśmy dobrej reprezentacji, ale i tak jest to nasz ulubiony sport.
Według ankiet z przeszło 60 mln meksykańskich kibiców ponad 70% to mężczyźni, a 50% uważa się za superfanów. Meksyk jest też jednym z krajów, które kupiły najwięcej biletów na tegoroczne mistrzostwa świata w piłce nożnej.
– Niby Meksyk jest biedny, ale nasi musieli polecieć do Rosji, żeby kibicować swoim – mówi ze śmiechem Rodrigo.
– Słyszałam, że lubicie też wspierać reprezentacje Niemiec, Anglii i Hiszpanii…
– W tym roku Niemcom akurat nie kibicowałem, bo przecież graliśmy przeciwko ich reprezentacji – przyznaje. – My do końca myśleliśmy, że z nimi przegramy, w końcu to mistrzowie świata w piłce nożnej. W dodatku 20 lat temu pokonali nas w 1/8 finału. Wtedy dopiero pod koniec strzelili zwycięskiego gola. Pewnie dlatego przed spotkaniem z Niemcami z kolegami wysyłaliśmy do siebie zabawne memy, np. zdjęcie psa chihuahua w barwach Meksyku, który walczy przeciwko owczarkowi niemieckiemu.
Rodrigo oglądał pojedynek z Niemcami przed telewizorem w swoim domu. Gdy Meksykanie strzelili gola, ze wzruszenia nie mógł wydać z siebie okrzyku.
– Po meczu spotkałem się z kolegami właśnie w tym miejscu, gdzie dzisiaj stoimy, żeby pośpiewać i zobaczyć innych kibiców. To taka nasza tradycja. Pamiętam, że kolega wysłał mi wtedy kolejnego mema, gdzie widać Angelę Merkel, która dzwoni do Trumpa i mówi: „Donald, proszę, postaw mur”.
Alkohol i panie do towarzystwa
– Tuż przed mundialem w mediach pojawiły się zdjęcia z imprezy, na której zawodnicy naszej reprezentacji bawili się z 30 prostytutkami. Wyobrażasz to sobie? – pyta mnie Luis Zapeda, inny kibic. – Impreza skończyła się następnego dnia o 16. Niektórzy z nich są żonaci, więc myślałem, że już jest po mundialu…
Nie był to pierwszy wybryk meksykańskich piłkarzy. Marco Fabián i Jonathan dos Santos w trakcie Copa América w 2011 r. zaprosili do hotelowego pokoju damy do towarzystwa. Skandal wyszedł na jaw, bo w czasie spotkania doszło do kradzieży. Za karę obu piłkarzy zawieszono na pół roku. W 2008, po meczu przeciwko Peru, który odbył się w Chicago, policja zatrzymała Oswaldo Sáncheza, jednego z meksykańskich zawodników, gdy impreza, w której brał udział, wymknęła się spod kontroli. W 2010 r. Cuauhtémoc Blanco, inny z graczy, dwa tygodnie przed mundialem został przyłapany na piciu i paleniu, a w 2013, podczas Pucharu Konfederacji w Brazylii, jego kolegów z drużyny widziano w znanym klubie Termas Centaurus.
– Zawsze jest mi wstyd za naszych piłkarzy, ale już nauczyłem się im wybaczać – mówi Luis i po chwili łapie się za głowę. Szwecja właśnie strzeliła drugiego gola.
– No to już przegraliśmy, Niemcy przejdą dalej – mówi mężczyzna stojący obok niego.
Lewandowski jak „Chicharito”
– Moim ulubionym piłkarzem jest „Chicharito” [Javier Hernández], najlepszy strzelec, jakiego mieliśmy, taki wasz Lewandowski – mówi Marlene Domínguez, która nie przegapiła jeszcze żadnego meczu Meksyku na tegorocznym mundialu. – Grał w Manchesterze United, Realu Madryt i Bayerze Leverkusen. Przed spotkaniem ze Szwecją powiedział, żebyśmy sobie wyobrazili niesamowite rzeczy. Dlatego teraz sobie wyobrażam, że Korea strzeli gola Niemcom i wyjdziemy z grupy.
Marlene po chwili sprawdza w telefonie wynik drugiego meczu, który rozgrywa się w tym samym czasie. Gdy słyszy pomruki, podnosi głowę i widzi, jak Szwecja strzela trzeciego gola.
– To boli! Już tylko czekam, aż ta masakra się zakończy! – mówi.
– Już po nas… Jedynie cud może nam pomóc… – twierdzi jej koleżanka. – Mam tylko nadzieję, że mundialu nie wygra Argentyna. Ledwo przeszli dalej, a do tego oni zawsze są tacy aroganccy, że aż trudno im życzyć zwycięstwa.
– Słuchajcie, kolega mi donosi, że Korea prowadzi! – krzyczy podekscytowana Marlene. – Jesteśmy uratowani!
Po chwili pokazuje mi mema, którego przed chwilą od niego dostała: „Dzień dobry, Kim Jong, mówi Angela Merkel. Proszę, zbombarduj Koreę Południową”. W tłumie słychać rozmowy, niektórzy zaczynają się uśmiechać.
– Nie może być, Korea strzeliła kolejnego gola! – Marlene się cieszy. – Nigdy nie sądziłam, że będę przeżywać tak silne emocje z powodu meczu.
W poniedziałek Brazylia
Tuż po meczu ludzie zaczynają wracać do biur, a na ulicy pojawia się korek. W drodze do domu mijam w milczeniu parking.
– Uśmiechnij się, Meksyk przeszedł dalej! – mówi na mój widok parkingowy.
– Tak, i w poniedziałek zmierzy się z Brazylią.
– Co za wspaniały początek tygodnia!