pl   -   en

Argentynki chcą legalizacji aborcji

W Argentynie ciąża może zostać przerwana legalnie tylko w dwóch przypadkach: gdy jest wynikiem gwałtu lub gdy zagraża życiu matki. Mimo to w kraju wykonywanych jest co roku od 370 do 522 tysięcy aborcji. To oznacza, że przerywanych jest prawie 40% wszystkich ciąż. 80 tysięcy kobiet rocznie jest hospitalizowanych z powodu powikłań po aborcji. Zabiegi najczęściej przeprowadzane są nielegalnie. Aktywistki i przedstawicielki lewicy wyszły w tym tygodniu na ulice, domagając się zmiany prawa.

Szowinista za prawem do aborcji

Tysiące kobiet otoczyło Kongres Narodowy, domagając się legalnej, bezpiecznej i darmowej aborcji w Argentynie. W rękach trzymały zielone chustki, które stały się symbolem kampanii środowisk pro-choice. Aktywistki protestowały na ulicach już we wrześniu i niosły wtedy transparenty z hasłem: „Ani jedna kobieta więcej nie umrze w czasie nielegalnej aborcji”. Nie były w stanie zrozumieć, dlaczego kraj, który jako jeden z pierwszych zalegalizował małżeństwa homoseksualne, ma tak restrykcyjne prawo aborcyjne. Choć wiedzą, że mogłoby być gorzej. W sąsiednim Paragwaju aborcja jest dozwolona wyłącznie wtedy, gdy ciąża zagraża życiu matki. W rezultacie do urodzenia dziecka zmuszane są tam dziewczynki poniżej 14. roku życia. Trzy lata temu głośno było o dziesięciolatce, zgwałconej przez ojczyma, której rząd odmówił prawa do aborcji.

O postulatach kobiet w Argentynie zaczęło być znów głośno dzięki Jorge Rialowi, znanemu prezenterowi telewizyjnemu. Do swojego programu „Intrusos” zaczął zapraszać gości, którzy rozmawiali o feminizmie, molestowaniu seksualnym, szowinizmie. Pewnego dnia na wizji Jorge owinął wokół nadgarstka zieloną chustkę, symbol kampanii o prawo do aborcji. – Mam dwie córki i zawdzięczam je dwóm kobietom, które nie usunęły ciąż. Mimo to jestem za aborcją – wyznał. Jak dodał, jest szowinistą w trakcie kuracji i musi nauczyć się słuchać.

Argentynki, widząc, jakim zainteresowaniem cieszyły się słowa prezentera, za pośrednictwem mediów społecznościowych rozpoczęły akcję #aborcjalegalnabezpiecznaidarmowa. W ciągu kilku godzin tysiące kobiet opublikowały statystyki dotyczące aborcji. Niektóre z nich podzieliły się swoimi własnymi doświadczeniami, domagając się zmiany prawa. Powstała też druga, mniej liczna grupa, złożona z osób o poglądach pro-life, które zaczęły prowadzić kampanię #takdlażycia.

Intensywne ćwiczenia i tabletki poronne

O swojej historii na łamach prasy opowiedziała Anahi, która została mamą w wieku 15 lat. Wtedy też zostawiła szkołę, żeby zająć się dzieckiem. Jej chłopak zaczął ją bić i nie pozwolił jej się zabezpieczać, więc rok później zaszła w ciążę po raz drugi. – On był szczęśliwy – powiedziała gazecie “Infobae” – To był jeden z tych mężczyzn, którzy chcą mieć dużo dzieci, bo wtedy mają pewność, że kobieta zostanie w domu. Anahi zdecydowała się jednak na aborcję i uważa, że jeśli kobieta tego naprawdę chce, to nie ma siły, żeby zmieniła zdanie. Ona sama najpierw próbowała domowych sposobów: podnosiła ciężary, dużo ćwiczyła, łykała Ibuprofen. Później dostała od kuzynki tabletki poronne, które można zażyć przed 12. tygodniem ciąży. Ona połknęła je w piątym. Do szpitala trafiła ze skurczami, intensywnym bólem i krwawieniem. Lekarzy próbowała okłamać, mówiąc, że do poronienia doszło w sposób naturalny. Oni domyślili się prawdy i zaczęli źle ją traktować. Jak twierdzi, miała szczęście, bo chłopak, który w czasie ciąży ją bił, niczego nie podejrzewał. Zdaniem Anahi rząd nie powinien obawiać się, że liberalizacja prawa do aborcji sprawi, że kobiety zaczną masowo się na nią decydować. – To jest tak nieprzyjemna sytuacja, że każda kobieta będzie się starać jej uniknąć – mówi.

Brak edukacji seksualnej

W 2016 r. 54 spośród 1000 dzieci urodziły w Argentynie kobiety w wieku 15-19 lat. Duży wpływ na to ma brak edukacji seksualnej. Według badania, przeprowadzonego przez Uniwersytet Buenos Aires w 2015 r., tylko połowa nastolatków używała prezerwatyw w trakcie zbliżenia, a jeszcze mniej robiło to poprawnie. Kiedy dziewczyny z biednych domów zostają matkami, zostawiają szkołę lub pracę i skupiają się na macierzyństwie. Przez to liczba niepracujących i niewyedukowanych kobiet znacznie rośnie, a różnice klasowe pogłębiają się. – Aborcje wykonywane za pomocą łodyg roślin i wieszaków nie są scenariuszem z przeszłości, o czym można się przekonać, jadąc na przedmieścia stolicy lub na północ kraju – twierdzi Mario Sebastiani, ginekolog i autor książki „#Aborcja legalna i bezpieczna”. – Te obce ciała umieszczane są przez kobiety w drogach rodnych w chwilach desperacji. Mogą one powodować infekcje i skurcze. W naszym kraju nie ma statystyk, ale szacuje się, że co roku około 100 kobiet umiera z powodu powikłań w czasie aborcji. Mario Sebastiani pisze w swojej książce: “Sepsa powoduje, że kobiety bledną z powodu anemii, robią się niebieskie na twarzy z powodu sinicy i żółte z powodu niewydolności wątroby (…). Od tego momentu do śmierci jest tylko krok.”

Większość jest za legalną aborcją

Według badania, które zostało przeprowadzone w styczniu przez Gustavo Cordobę y Asociados w Cordobie w Argentynie, 65,5% ankietowanych jest za legalną aborcją, edukacją seksualną i dostępnością do środków antykoncepcyjnych. 27,2% jest przeciwko, a 7% nie udzieliło odpowiedzi. Jednocześnie prawie połowa osób uważa, że aborcja to zamach na życie, przy czym 6 na 10 ankietowanych myśli, że dzięki zmianie prawa zmniejszyłaby się ilość kobiet, które umierają w czasie prób przerwania ciąży.

Rząd nie jest jednomyślny w sprawie prawa aborcyjnego. Wierzący politycy są z reguły bardzo konserwatywni i nie chcą zmian. – Jestem przeciwko aborcji i za prawem do życia – powiedział Rogelio Frigerio, minister spraw wewnętrznych w audycji radia Red. – Kraj jest odpowiedzialny za zmniejszenie liczby niechcianych ciąż. Jest też wielu polityków, którzy są za liberalizacją prawa. Juliana Di Tullio, jedna z deputowanych, od dawna domaga się zmiany ustawy.

Często kłóciła się o to z Cristiną Fernández de Kirchner, byłą prezydent Argentyny. De Kirchner uważała, że kraj nie jest gotowy na rozmowę o aborcji. Bez jej wsparcia (i przy niewystarczającej liczbie głosów w kongresie) Juliana nie była w stanie przeforsować projektu. Ostatnie wydarzenia w Argentynie dały jej nadzieję na to, że w najbliższym czasie, dzięki przychylności innych kobiet w polityce, uda się ustanowić nowe prawo.

Zdjęcie z agencji Xinhua przedstawia kobiety protestujące przeciwko zakazowi aborcji.

Zamknij