11 grudnia 2017

Saakaszwili za kratkami, zwolennicy protestują, pytanie "co dalej?" pozostaje bez odpowiedzi

Piotr Andrusieczko

Tym razem policja (a nie jak poprzednio Służba Bezpieczeństwa Ukrainy) przeprowadziła sprawną akcję zatrzymania Micheila Saakaszwilego, którego znaleziono w jednym z mieszkań w Kijowie. Od poprzedniej próby aresztowania minęły trzy dni, podczas których, poszukiwany listem gończym były prezydent Gruzji, występował w pobliżu… ukraińskiego parlamentu.

Do zatrzymania doszło późnym wieczorem 8 grudnia. Lider Ruchu Nowych Sił został natychmiast przewieziony do aresztu Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, niedaleko stacji metra Arsenalna w centrum Kijowa.

Posadzić za wszelką cenę, a może dać polityczną perspektywę?

Po pierwszej nieudanej próbie ujęcia Saakaszwilego, posadzenie go było sprawą reputacji ukraińskich organów ścigania. Pytanie, czy zatrzymanie lidera Ruchu Nowych Sił nie wzmocni jego politycznej wagi?

W nocy z piątku na sobotę do aresztu śledczego, gdzie przewieziono Saakaszwilego, przybyli również jego zwolennicy. Jednak na znane jeszcze z czasów Majdanu hasło: „Kijów wstawaj!” odpowiedziało niewielu. Pod aresztem było ok. 100 – 150 osób .

– Misza! Misza! Sława Ukrainie! – krzyczeli zebrani.

Jeden z podjazdów do siedziby SBU protestujący zablokowali prowizoryczną barykadą ze śmietników. Na miejsce ściągnięto oddziały policji i Gwardii Narodowej . Doszło do słownych przepychanek, ale generalnie było spokojnie.

Pod areszt przybyli też najbliżsi współpracownicy Saakaszwilego, w tym Dawid Sakwarelidze, były zastępca prokuratora generalnego Gruzji i Ukrainy, który zapowiedział kontynuowanie protestów.

Sam Saakaszwili przekazał przez swoich adwokatów apel do Ukraińców, by wyszli w niedzielę (10 grudnia) na marsz „Za impeachment!”.

I rzeczywiście, wydaje się, że te słowa poskutkowały. W niedzielę, według różnych szacunków, mogło być od 10 do 15 tys. ludzi. Policja twierdzi, że w marszu uczestniczyło do 3 tys. osób, ale generalnie był to najliczniejszy zryw zwolenników Saakaszwilego od momentu, kiedy zaczął on organizować uliczne protesty.

Manifestacja przeszeszła od Parku Szewczenki do Majdanu Niepodległości, gdzie ustawiono scenę.

– Jura won, Jura won! – to jedno z licznych haseł, które padały ze sceny. Odnosiło się konkretnie do prokuratora generalnego Jurija Łucenki.

Dalej część protestujących ruszyła pod areszt, w którym przebywa Saakaszwili. Kolumnie towarzyszył samochód z aparaturą nagłaśniającą. Część uczestników zrobiła krótki przystanek w pobliżu administracji prezydenta, wykrzykując hasła przeciwko Petrowi Poroszence.

Na miejscu, w pobliżu aresztu, odśpiewano hymn Ukrainy , a protestujący skandowali: „Misza, Misza!”, „Hańba!”, „Miszy wolność, Poroszenko do celi!”.

Organizatorzy, zwracając się do protestujących, mówili nie tylko o Saakaszwilim, ale również o ataku władzy na Narodowe Antykorupcyjne Biuro Ukrainy. Oskarżali prezydenta i prokuratora generalnego o krycie osób skorumpowanych.

Część uczestników marszu zablokowała znajdujący się w pobliżu otwarty firmowy sklep słodyczy Roshen, należący do prezydenta Poroszenki. Sklep otoczyła policja, w kierunku witryn poleciało kilka śnieżnych kul, doszło do słownych utarczek z policją. Organizatorzy od razu zaapelowali, żeby nie dopuścić do prowokacji i wypuścić ze sklepu znajdujące się tam dzieci. W sumie nie ucierpiała nawet choinka znajdująca się przed sklepem.

Protestujący udali się następnie pod siedzibę Prokuratury Generalnej. Cały marsz miał pokojowy charakter, a organizatorzy anonsowali kolejne akcje z jeszcze większa liczbą uczestników.

11 grudnia sąd powinien zdecydować, jakie środki zostaną podjęte wobec Saakaszwilego. Prokuratura Generalna zapowiedziała, że będzie wnioskowała o areszt domowy. Chociaż, kiedy zatrzymywano pierwszy raz byłego prezydenta Gruzji, pojawiły się poważne zarzuty mówiące o tym, że mógł on wspierać zamach stanu. Co więcej, środki podjęte wówczas wydawały się poważane, jak przystało na niebezpiecznego przestępcę. Operację przeprowadzała wtedy Służba Bezpieczeństwa Ukrainy, tyle że zadziwiająco nieskutecznie…

 

Depesze to tradycyjna forma reporterska, której wartość rozwijamy technologicznie. Każdy artykuł, poza samą treścią, zawiera również dodatkowe informacje kontekstowe. To specjalne adnotacje tworzone przez reporterów, które pozwolą szerzej zrozumieć opisywaną sytuację.

Dowiedz się więcej, klikając na żółte podkreślenia

Zapisz się
do newslettera!

Reportaże, analizy i podsumowania w Twojej skrzynce.

Stwórzmy nowy model mediów.
Zbieramy fundusze
na dalszą działalność.

Wzmocnij nas