Czy polscy reformatorzy sprostają ukraińskim oczekiwaniom?

Piotr Andrusieczko

Na Ukrainie drogami i kolejami zajmują się Polacy, ale nie wiadomo, jak długo to potrwa. Leszek Balcerowicz pełnił funkcję doradcy prezydenta Ukrainy ds. reform, ale wytrzymał tylko przez rok . Pojawiły się natomiast plotki o tym, że były szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz pragnie związać swoją przyszłość z Ukrainą.

Wraz ze zwycięstwem Majdanu w 2014 roku i pojawianiem się nowej władzy na Ukrainie – na czele z wybranym w maju 2014 r. prezydentem Petro Poroszenko – pojawiły się zapowiedzi i nadzieje na szybkie i głębokie reformy, które miały diametralnie zmienić Ukrainę. Pomagać w tym mieli eksperci zza zagranicy.

Nic w tym dziwnego. Wielu Ukraińców po rewolucji godności uważało, że tylko eksperci z zewnątrz będą w stanie zreformować skorumpowane instytucje. Wiele państw w państwach postkomunistycznych korzystało z zachodniej pomocy eksperckiej. W Polsce pojawili się w latach 90., i byli nazwani „brygadami Marriotta”.

Wybrany w 2014 r. prezydent Petro Poroszenko gwarantował poparcie dla ich działań.

Gruzini i nie tylko

W październiku 2014 r. w rządzie Arsenija Jaceniuka pojawiła się urodzona w USA minister finansów Natalia Jareśko. W grudniu 2014 r. ministrem gospodarki został obywatel Litwy, Arwaras Abromawiczus, a ministrem zdrowia, pochodzący z Gruzji, Ołeksandr Kwitaszwili.
Ten ostatni był tylko zapowiedzią większego gruzińskiego desantu doradców, którzy pojawili się na Ukrainie wraz z byłym prezydentem Micheilem Saakaszwilim. Początkowo opracowywali oni w jednym z kijowskich hoteli strategie rozwoju Ukrainy. Jednak wkrótce zaczęli wchodzić w struktury ukraińskich władz.

W maju 2015 r. sam Saakaszwili został mianowany przewodniczącym odeskiej obwodowej administracji państwowej. Uznano, że – biorąc się za reformowanie jednego z najtrudniejszych obwodów – były prezydent Gruzji da przykład innym. Wraz z nim pojawiła się w Odessie kolejna grupa gruzińskich reformatorów.

Część ekspertów od samego początku uważała, że zagraniczni doradcy i urzędnicy albo zostaną wykorzystani jako „przykrywka” dla ukraińskiej władzy, albo stary system zniszczy ich zapał . I rzeczywiście okazało się, że entuzjazm samych zagranicznych reformatorów wygasał w zetknięciu z ukraińską rzeczywistością.

Pierwszym, który miał dosyć, był minister zdrowia Ołeksandr Kwitaszwili, który chciał odejść z rządu już latem 2015 roku w związku z niemożności przeprowadzenia anonsowanych przez niego reform i konfliktem z komitetem Rady Najwyższej odpowiadającym za ochronę zdrowia. Ostatecznie odszedł z rządu wraz z minister finansów Natalią Jareśko wiosną 2016 r., podczas konfliktu wokół dymisji premiera Jaceniuka.

Wcześniej, bo w lutym 2016 r., do dymisji podał się minister gospodarki Abromawiczus. Twierdził, że próbowano wywierać na niego naciski zarówno odnośnie wprowadzanych przez niego zmian, jak i polityki kadrowej.

W listopadzie 2016 r. podał się do dymisji sam Saakaszwili. Wcześniej wdał się w konflikt z Jaceniukiem, oskarżając jego ludzi o torpedowanie reform. Później zaczął krytykować również prezydenta Poroszenkę i jego otoczenie.
Równocześnie do dymisji podali się inni gruzińscy reformatorzy, znajdujący się jeszcze w ukraińskich władzach.

Z ekipy gruzińskich reformatorów Saakaszwilego pozostał jedynie Gizo Ugława, który nadal zajmuje stanowisko zastępcy szefa Narodowego Antykorupcyjnego Biura Ukrainy. Ale to niezależny organ, który jest pod specjalna opieką USA i UE.

Wciąż też p.o. ministra zdrowia jest pochodząca z USA, ale posiadająca podobnie jak Jareśko ukraińskie pochodzenie, Uljana Suprun.

Polacy – ostatni reformatorzy?

Wielu Ukraińców zaczęło mówić, że nie ma sensu liczyć na zewnętrzne kadry i trzeba wykorzystywać swoje własne – lepiej znające miejscowe realia. Jednak niepowodzenia zagranicznych reformatorów nie oznaczają, że zniknęli oni całkowicie z ukraińskich instytucji.

Gruzińscy reformatorzy wyjechali, ale przyjechali Polacy, choć – w porównaniu z poprzednikami – ich możliwości są znacznie ograniczone.

Na początku 2016 r. pojawiła się informacja o wejściu do ukraińskiego rządu polskiego ważnego reformatora– Leszka Balcerowicza. W rzeczywistości został on jedynie współprzewodniczącym strategicznej grupy doradców, a jej wpływ na rzeczywiste działania ukraińskiego rządu jest ograniczony. Balcerowicz szefował grupie zagranicznych i ukraińskich ekspertów od reform, wraz z byłym wicepremierem Słowacji Iwanem Miklosem, który, zdaniem ekspertów, w odróżnieniu od polskiego polityka – lepiej orientuje się w ukraińskich realiach.

Leszek Balcerowicz był także doradcą prezydenta Ukrainy, Miklos z kolei doradzał premierowi. Balcerowicz często w wywiadach optymistycznie mówił o szansach Ukrainy na zmiany. Tym niemniej po cichu odszedł wiosną tego roku – po prostu nie przedłużył kontraktu. Były wicepremier Słowacji nadal doradza ukraińskiej władzy.

Głównym zadaniem Balcerowicza i Miklosa była prywatyzacja wielkich przedsiębiorstw i wpuszczenie zagranicznego kapitału, co miałoby z jednej strony zniszczyć istniejące schematy korupcyjne, a z drugiej – pokazać zachodnim inwestorom, że Ukraina jest bezpieczna i wiarygodna.
Póki co nie słychać ani o prywatyzacji, ani nie widać wielkiego zachodniego kapitału.

Najbardziej zaskakującą okazała się natomiast nominacja w październiku 2016 roku byłego ministra transportu Polski Sławomira Nowaka na p.o. szefa Państwowej Agencji Dróg Ukrainy. Wywołało to duży rezonans w Polsce. Na Ukrainie opisywano podejrzane kontakty byłego ministra z przedstawicielami biznesu i sprawę jego szwajcarskiego zegarka wartego kilka tysięcy dolarów. Na ukraińskich politykach nie zrobiło to jednak wrażenia. Wielu z nich zgodnie z deklaracjami posiada kilka zegarków wartych kilkadziesiąt tysięcy dolarów.

Sławomir Nowak przyjął obywatelstwo ukraińskie, taki jest wymóg dla urzędników, ale nie wiadomo, czy oddał polski paszport. Na Ukrainie podwójne obywatelstwo jest zakazane.

Były polski minister aktywnie jeździ po regionach z inspekcjami i tworzy plany.
Ani Balcerowicz, ani Nowak nie wywołują jednak tyle emocji co… Wojciech Balczun – polski menedżer mający doświadczenie restrukturyzacji PKP Cargo, który został szefem Kolei Ukraińskich. To jedna z największych firm transportowych… na obszarze euroazjatyckim. Pod względem przewozów towarowych ustępuje tylko kolejom chińskim i rosyjskim.

Ogromne pieniądze krążące po torach i stojące jako nieruchomości, zakłady przemysłowe należące do Kolei Ukraińskich, przekładają się w ukraińskiej rzeczywistości na patologie.
Balczun obiecał nie tylko reformować koleje, ale również walczyć z korupcją. Wygrał konkurs, ale szybko okazało się, że ma wrogów.Jego głównym krytykiem jest minister infrastruktury Wołodymyr Omeljan. Faktycznie można mówić o wojnie między nimi. Omeljan zarzuca brak widocznych rezultatów reform, a przede wszystkim – wspieranie starych korupcyjnych układów. Trudno stwierdzić, kto ma rację. Omeljan to polityk, ale przez wielu był uważany za jednego z reformatorów.

Trzeba przyznać, że ukraińskie koleje się zmieniają, przynajmniej tak odczuwają to zwykli pasażerowie. – Przybywa nowych połączeń międzynarodowych, w tym do Polski, ale rozwijana jest również siatka wewnętrzna. Usprawniany jest system sprzedaży internetowej, poprawia się serwis w pociągach. Jednak to nie przewozy pasażerskie generują główne dochody.

Sam Balczun chwali się, że pierwsze cztery miesiące 2017 roku przyniosły Kolejom Ukraińskim dochód w wysokości 96,2 mln hrywien. Dla porównania cztery pierwsze miesiące 2016 roku przyniosły 1,7 mld hrywien strat.

W czerwcu kontrakt Balczuna zakończył się. Według kierownictwa Kolei Ukraińskich, jeżeli nie został zdymisjonowany, to oznacza, że jego kontrakt został automatycznie przedłużony. Nie zgadza się z tym minister Omeljan, który oczekuje, że Balczun w końcu na początku sierpnia przedstawi przed rządem sprawozdanie za rok pracy na stanowisku szefa kolei. Omeljan liczy na dymisję Balczuna, ale plotki mówią, że ten może pozostać na swoim stanowisku minimum do końca roku. Sam Balczun chciałby, aby jego kontrakt został przedłużony o kolejny rok.

Warto dodać, że oprócz Balczuna do Kolei Ukraińskich trafił też polski menedżer Remigiusz Paszkiewicz, który został wiceprezesem zarządu kolei.

Czy Polacy będą ostatnimi zagranicznymi reformatorami na Ukrainie? Czas pokaże.

Depesze to tradycyjna forma reporterska, której wartość rozwijamy technologicznie. Każdy artykuł, poza samą treścią, zawiera również dodatkowe informacje kontekstowe. To specjalne adnotacje tworzone przez reporterów, które pozwolą szerzej zrozumieć opisywaną sytuację.

Dowiedz się więcej, klikając na żółte podkreślenia

Zapisz się
do newslettera!

Reportaże, analizy i podsumowania w Twojej skrzynce.