“Najlepszym sposobem na niezależność jest finansowanie serwisu przez czytelników”

23 listopada 2017

Apache to belgijski serwis internetowy zajmujący się dziennikarstwem śledczym. Działa na zasadzie współfinansowania, za które odpowiadają akcjonariusze i subskrybenci. Co więcej – są to często te same osoby.

Cztery lata temu Apache – niewielki belgijski serwis śledczy – opublikował artykuł o tajemniczej transakcji, w wyniku której stary garaż w Antwerpii został kupiony i natychmiast sprzedany z zyskiem w wysokości miliona euro. Jak zauważył serwis, ówczesny szef sztabu burmistrza Antwerpii pracował wcześniej dla firmy, która przeprowadziła podejrzaną transakcję.

Artykuł przeszedł właściwie niezauważony. Aż do 2016 roku, gdy okazało się, że ta sama firma, zajmująca się nieruchomościami, jest zamieszana w upadek banku. Wspomniany szef sztabu burmistrza Antwerpii zażądał od serwisu Apache odszkodowania w wysokości 350 tysięcy euro za naruszenie dóbr osobistych. Zarzuty postawione serwisowi wywołały falę wsparcia: eksperci z zakresu prawa medialnego zdecydowanie skrytykowali pozew sądowy, a kampania crowdfundingowa i koncert charytatywny zorganizowane przez komika Woutera Depreza, serwis Apache i salę koncertową Roma zebrały 121 tys. euro, co pozwoliło pokryć koszty sądowe.

– Opłacenie jedynie adwokatów doprowadziłby nas do ruiny – przyznaje Karl van den Broeck, redaktor naczelny Apache’a. – A sama sprawa przyniosła nam falę sympatii i w zasadzie nas wzmocniła – dodaje.

Apache został założony w 2009 roku przez kilku dziennikarzy zwolnionych z innych belgijskich serwisów informacyjnych. Wsparcie okazali mu wtedy między innymi Georges Timmerman, Tom Cochez, Bram Souffreau i Jan Vangrinsven. We Flandrii, holenderskojęzycznej części Belgii, nie istniała równowaga na rynku praw medialnych i Apache miał być odpowiedzią na to zjawisko. W ciągu tych ośmiu lat serwis przekształcił się w skromny, dziewięcioosobowy zespół dziennikarzy. Siedmiu z nich to reporterzy, ponadto Apache korzysta czasami z usług freelancerów. Sama nazwa serwisu nie nawiązuje bezpośrednio do plemienia północnoamerykańskich Indian, a do paryskiej subkultury les Apaches z czasów Belle Epoque. Natomiast nazwa subkultury odnosiła się do plemienia Apaczy i wymawia się ją apasz, a nie apaczi.

– Flamandzkie media skoncentrowane są w rękach dwóch, trzech grup medialnych. One z kolei należą do jednej, dwóch rodzin – mówi van den Broeck. – To silne zgromadzenie władzy medialnej w rękach osób prowadzących również inną działalność komercyjną. Czasami więc dziennikarstwo ściera się z interesami właścicieli mediów – dodaje.

Rzeczywiście raport o stanie flamandzkich mediów z 2016 roku zwraca uwagę, że od 2013 roku siedem najważniejszych płatnych gazet jest wydawanych tylko przez dwa koncerny medialne: De Persgroep i Mediahuis.

Treści publikowane w serwisie Apache dostępne są po uiszczeniu opłaty w systemie paywall. Ponadto serwis działa jako spółdzielnia – jest własnością pracowników i czytelników. – Uważamy, że to najlepszy sposób na zagwarantowanie naszej niezależności – mówi redaktor naczelny. Jedna akcja serwisu kosztuje 50 euro, a każdy akcjonariusz jest na początku zobowiązany do zakupu trzech. W październiku Apache mógł pochwalić się tysiącem takich osób, co przełożyło się na zebranie około 500 tys. euro. To akcjonariusze  wybierają członków zarządu serwisu. Każdy z nich otrzymuje tylko jeden głos, niezależnie od liczby posiadanych akcji. – Dzięki temu udziałowcy mają pewien wpływ na ogólne zarządzanie serwisem Apache, ale dziennikarze zachowują niezależność – podkreśla van den Broeck. – Spółdzielnia nie ma wpływu na redaktorów Apache’a. Zarząd wprawdzie konsultuje się z redaktorami, ale nie dotyczy to samego procesu pisania artykułów. Dzięki temu dziennikarze nie podlegają u nas naciskom – podsumowuje.

Apache oferuje czytelnikom również subskrypcję. Warto dodać, że akcjonariusze otrzymują ją na rok, w pakiecie z akcjami. Podstawowa cena abonamentu wynosi 80 euro rocznie. Można też wybrać droższą wersję – 120 euro na wsparcie serwisu. Obecnie Apache ma około trzy i pół tysiąca subskrybentów. Działa na zasadzie paywalla, który pozwala na czytanie większości artykułów jedynie tym, którzy opłacili abonament. Serwis regularnie udostępnia również wybrane artykuły za darmo. Niektóre materiały mogą być czytane przez osoby, które nie są prenumeratorami, jeżeli linkiem podzielą się z nimi ci, którzy opłacają abonament. To system oparty na serwisach działających w Dolinie Krzemowej, na przykład  w “The Information”. W Holandii stosuje go “De Correspondent”.

– Być może jesteśmy konserwatywni, uważamy jednak, że najlepszym sposobem na zapewnienie dziennikarskiej niezależności jest finansowanie naszej pracy bezpośrednio przez czytelników. Korzystanie z reklam, dotacji, patronatów? Prędzej czy później napotyka się konflikt interesów – twierdzi van den Broeck. – Nie zarabiamy na reklamach, a dotacje rządowe wykorzystujemy tylko w przypadku szczególnych projektów, a nie w naszej codziennej działalności – dodaje.

Apache przynosi na razie straty finansowe. – Jesteśmy startupem. Nasz plan biznesowy jest zgodny z przyjętym harmonogramem, potrzebujemy jednak dalszego rozwoju, aby osiągnąć próg rentowności – przyznaje Karl van den Broeck. Na początku 2019 roku powinno już być około dziesięciu tysięcy subskrybentów. Obecnie finanse serwisu to połączenie dochodu ze sprzedaży akcji, subskrypcji, pożyczek bankowych i rządowych dotacji na wybrane projekty.

Od powstania serwisu Apache często publikował sensacyjne materiały, które miały poważne krajowe reperkusje. Tak było podczas “Kazachgate”, gdy dziennikarze znaleźli belgijski wątek w aferze korupcyjnej, łączącej francuskich i kazachskich polityków. Dziennikarze serwisu zdemaskowali kazachską stronę internetową koncentrującą się na Belgach i piszącą nieprawdziwe informacje. Dużym echem odbił się również materiał o funduszach ubezpieczeń zdrowotnych, które sprzedawały informacje o pacjentach firmom farmaceutycznym.

– W ostatnich latach wszczęto w Belgii kilka dochodzeń parlamentarnych, niektóre z nich zostały zainspirowane przez nasze publikacje – podkreśla van den Broeck. Zauważa, że każdy istotny materiał jest związany ze wzrostem liczby subskrybujących. –  Naszego abonenta trzeba zachęcić indywidualnie, jednak gdy artykuł zdobywa popularność, liczba prenumerat od razu się zwiększa – dodaje redaktor naczelny Apache’a.

Co ciekawe – w kwestii wzrostu dochodów z abonamentu – serwis szczególnie skorzystał na wspomnianej wcześniej sprawie sądowej związanej z pozwem od firmy handlującej nieruchomościami. – Podwoiliśmy wtedy liczbę subskrybentów z 1500 do 3000. W tym samym roku podwyższyliśmy cenę abonamentu z 39 na 80 euro, ale nie straciliśmy ani jednego czytelnika. Jak wspomniałem, podwoiliśmy ich liczbę – dodaje van den Broeck. Dziennikarz ma nadzieję, że dotychczasowy model serwisu – spółdzielnia oraz prenumerata kosztem reklam – pozwoli na ochronę takiego modelu dziennikarstwa śledczego, jakie jest potrzebne teraz bardziej niż kiedykolwiek.

– Dzięki takim światowym przywódcom jak Donald Trump dziennikarstwo śledcze łapie drugi oddech. W czasach, gdy rządzą sfabrykowane, nieprawdziwe wiadomości, ludzie szukają czegoś, na czym mogą się oprzeć. I coraz częściej znajdują to w wysokiej jakości dziennikarstwie. Myślę że dziennikarstwo śledcze w Belgii ma się coraz lepiej. Wydawcy zdają się rozumieć, że kolejne cięcia w redakcjach nie mają sensu. Wartościowe, klasycznie rozumiane dziennikarstwo, zgodne z regułami rzemiosła, odróżnia gazetę od treści, którą wypełnione są media społecznościowe – kończy redaktor naczelny serwisu Apache.

Artykuł autorstwa Toma Cassauwersa został opublikowany w serwisie NiemanLab.

Nie przegap kolejnych reportaży i analiz.
Zapisz się do newslettera!

czytaj również

Zapisz się
do newslettera!

Reportaże, analizy i podsumowania w Twojej skrzynce.

Stwórzmy nowy model mediów.
Zbieramy fundusze
na dalszą działalność.

Wzmocnij nas