W Stanach Zjednoczonych pisanie o klasach społecznych jest wciąż tematem tabu

26 czerwca 2017

The Guardian stara się rozwiązać ten problem poprzez ambitne nowe projekty raportowania obszarów wiejskich. Te rzeczy pozostają faktem: w miarę jak wymierają lokalne gazety, większość pozostałych prac dziennikarskich w Ameryce jest coraz bardziej skoncentrowana na wybrzeżach, gdzie główną siedzibę mają duże publikacje. W szczególności publikacje internetowe są w dużej mierze domeną elit przybrzeżnych. A jeśli mieszkasz na wsi, prawdopodobnie nie czytasz wielu artykułów dziennikarzy pochodzących z tej klasy co Ty.


Artykuł autorstwa Laury Hazard Owen ukazał się w serwisie NiemanLab, z którym współpracujemy.


„Nie chcemy się nigdy wywyższać w stosunku do dziennikarzy w całym kraju” – powiedziała Jessica Reed, redaktorka prowadząca z The Guardian w USA. „Publikowanie i współpraca z lokalnymi biurami informacyjnymi w całym kraju jest jednym ze sposobów, aby nie traktować ich jako czegoś oczywistego – jest to jeden ze sposobów, aby w zasadzie zrobić to dobrze.”

Reed prowadzi ambitny nowy projekt The Guardian: Nierówność i Szansa w Ameryce. Seria, finansowana do końca lata przez Fundację Rockefellera (jako część większej dotacji o wartości 150 000 USD) składa się z trzech elementów. The Guardian współpracuje z Economic Hardship Reporting Project (projekt sprawozdawczy dotyczący ekonomicznych trudności), który jest dziennikarską organizacją non-profit założoną w 2012 roku przez Barbarę Ehrenreich, autorkę bestsellera Nickel i Dimed: On (Not) Getting By in America, aby publikować artykuły pisarzy z obszarów wiejskich w Stanach Zjednoczonych we współpracy z lokalnymi biurami informacyjnymi; ta część projektu obejmuje również opracowanie bazy danych redaktorów w całym kraju, którzy będą zainteresowani współpracą. The Guardian zatrudnił swojego pierwszego korespondenta z Rust Belt, Drew Philp’a. Nowa kolumna „Outclassed” (po polsku: „Zdeklasowani”) – napisana przez redaktor naczelną Economic Hardship Reporting Project Alissę Quart i neurobiolog Maię Szalavitz – zajmuje się tematem traktującym o tym, że Amerykanie czują się niekomfortowo, kiedy mówi się o klasach.

„Część kraju ma pretensje do nas, tzw. elit medialnych nie tylko ze względów ekonomicznych, ale dlatego, że czują, że zdominowaliśmy dyskurs. Decydujemy, komu przypadnie jaki udział, nie tylko jeśli chodzi o finansowe korzyści, lecz także narrację narodową” – powiedziała Quart, była stypendystka Nieman. „To kolejny sposób, aby spróbować to złamać. Chcemy wspierać ludzi, którzy faktycznie żyją w tych miejscach, pisząc o ich własnych stanach, o nierówności, a następnie chcemy doprowadzić ich do tradycyjnych elitarnych odbiorców”.

We wszystkich sprawozdaniach dotyczących wyboru Trump’a „klasa robotnicza” jest często synonimem „białej klasy robotniczej”. Jest to pułapka, którą Reed stara się uniknąć. „Ostatnio czytałam o tym, że w Stanach Zjednoczonych jest trzy miliony kobiet pracujących na kasie – wiele z nich nie jest białych”, powiedziała. „Ogromna część ich pracy jest zagrożona przez automatyzację. Wiele z tych kobiet ledwo wiąże koniec z końcem i często chwytają się dodatkowych dwóch lub trzech prac na umowy krótkoterminowe. Jeśli chodzi o górników, grupę, o której czytamy wiele, ponieważ są oni określani w sposób słuszny lub też nie, jako skrót dla „wyborców Trump’a” (większość wyborców Trump’a nie pochodziła z klasy robotniczej) więc …dla porównania jest ich 80 000. Dzięki temu wiem, w jaki sposób dziennikarze, którzy chcą pisać o klasach powinni to robić, zwracając uwagę na ten podział. ”

The Guardian posiada historie o górnikach napisane przez białych dziennikarzy pochodzących z terenów wiejskich, takich jak piąte pokolenie Kansan Sarah Smarsh, która dorastała w biednym gospodarstwie. („Uważam, że „wiejska v miejska narracja jest myląca tak jak czerwony v niebieski”- napisała w The Guardian w kwietniu). Historie mówią także o czarnych przedsiębiorcach zajmujących się produkcją konopi indyjskich i wietnamską artystką do paznokci na południu. Niektóre przyszłe historie skoncentrują się na nierówności pomiędzy wiejskimi i miejskimi plemionami Indian.

Część projektu bazy danych sięga także do gazet południowych należących do czarnoskórych, a Quart szuka więcej tego rodzaju partnerów do współpracy. „Te gazety też się starają, a ich losy nie zostały zbadane tak samo jak te dotyczące wielu lokalnych, zazwyczaj dość konserwatywnych gazet na Środkowym Zachodzie”, powiedziała Quart. (Mimo że wszystkie media się starają „nacisk na media należące do czarnoskórych jest jeszcze ostrzejszy”, napisał New York Times w zeszłym roku).

„Nasze relacje o klasach nie powinny i nie będą dotyczyły wyłącznie białych pracowników”, powiedziała Reed. „To jest coś, o czym zawsze pamiętam.”

Dyskusja na temat nierówności to „mój chleb powszedni jako dziennikarki The Guardian”, powiedziała Reed. „The Guardian w Wielkiej Brytanii, ludzie, z którymi pracowałam w Australii – to wszystko co w zasadzie robimy, piszemy dużo o nierówności! Możesz pisać o nierówności jako amerykański dziennikarz -a dziennikarze w tym kraju są naprawdę dobrzy w mówieniu o przywileju jeśli chodzi o rasę, czy niepełnosprawność, i tak dalej, ale ja często nie zauważam słowa „klasa” powiązanego z pojęciem przywileju w artykułach. Jest to coś, co bardzo chciałabym zbadać i dokładnie to, co Alissa robi w swoich felietonach”. (Ostatnie felietony dotyczyły sposobów, w jaki nagła wściekłość pasażera samolotu związana jest z widocznym statusem klasy i różnic między elitą kulturalną a elitą korporacyjną).

Za namową Quart, Reed opisała własne tło ekonomiczne. „Mam ten przywilej, że jestem białą kobietą zdolną do pracy w dziennikarstwie”, zaczęła. „Ale mam też szczęście, że jestem dziennikarką. Pochodzę z rodziny o bardzo niskich dochodach. Miałam szczęście, że ​​studiowałam we Francji, dostawałam stypendium i nie miałam kredytu studenckiego. Ale zła strona tej sytuacji jest taka, że muszę płacić za mieszkanie mojej matki, ponieważ ma ona zbyt niskie dochody. Nadal czuję się trochę gorsza jeśli chodzi o kwestie klasowe – prawdopodobnie dlatego pracuję w The Guardian – ale to po prostu oznacza, że ​​identyfikuję się osobiście z dużą ilością materiału, który publikujemy.”

Jedną z kluczowych rzeczy, jaką Fundacja Rockefeller robi dla The Guardian, jest opłacanie pisarzy niezależnych pochodzących z terenów wiejskich, przy czym niektóre fundusze pochodzą również z EHRP (finansowanego przez fundację Open Society Foundations i fundację JPB). Pisarzom płaci się za słowo- „bardzo przyzwoitą kwotę”, powiedziała Quart – i pokryte są wydatki. – Należy przejść od słów do czynów – powiedziała Reed. „Jeśli mówimy o zatrudnianiu ludzi, którzy starają się związać koniec z końcem, musimy im dobrze zapłacić.”

Reed liczy na znalezienie sposobów rozszerzenia tego co robi – i to jest jeden z powodów, dla których liczy na to, że redaktorzy w całym kraju będą się starali o współpracę i współautorstwo. „Nie chcę, aby był to wyłącznie kaprys”, powiedziała. „Chciałabym, aby ten sposób zlecania pracy był sposobem, jakiego najczęściej będę używać”.

Nie przegap kolejnych reportaży i analiz.
Zapisz się do newslettera!

czytaj również

Zapisz się
do newslettera!

Reportaże, analizy i podsumowania w Twojej skrzynce.

Stwórzmy nowy model mediów.
Zbieramy fundusze
na dalszą działalność.

Wzmocnij nas