Loading

Musimy wydostać córkę z Irpienia

autor Marcin Suder
Rozpocznij
Materiał zawiera ścieżkę audio

Jest 5 marca 2022 r. Wojska rosyjskie atakują Irpień od jakiegoś czasu, ale od kilku dni miasto jest pod ciężkim ostrzałem artyleryjskim. Tego dnia Rosjanie ogłosili otwarcie korytarza humanitarnego dla mieszkańców.

Jest 5 marca 2022 r. Wojska rosyjskie atakują Irpień od jakiegoś czasu, ale od kilku dni miasto jest pod ciężkim ostrzałem artyleryjskim. Tego dnia Rosjanie ogłosili otwarcie korytarza humanitarnego dla mieszkańców.

Jest 5 marca 2022 r. Wojska rosyjskie atakują Irpień od jakiegoś czasu, ale od kilku dni miasto jest pod ciężkim ostrzałem artyleryjskim. Tego dnia Rosjanie ogłosili otwarcie korytarza humanitarnego dla mieszkańców.

Rodzice 10-letniej Kristiny docierają do mostu o godzinie 15.39. Most został jakiś czas temu wysadzony w powietrze przez armię ukraińską, aby powstrzymać przejazd rosyjskich kolumn pancernych. Pod nim utworzono jednak system kładek, by umożliwić mieszkańcom Irpienia ewakuację.
Około godziny temu ostrzał miasta bardzo się nasilił, a Rosjanie zaczęli także ostrzeliwać most, w związku z czym ewakuacja została wstrzymana. Ludzie ukryli się pod mostem.

Rodzice Kristiny są jednak zdesperowani, żeby dotrzeć do swojej córki, która wraz z dziadkami przebywa w domu rodzinnym swojej mamy Stelli. Po przekroczeniu mostu zostają zatrzymani przez żołnierzy, którzy nie chcą ich przepuścić dalej ze względu na ciężki ostrzał artyleryjski i toczące się w mieście walki.
Podczas gdy ostatni szczęśliwcy docierają do mostu z oblężonego miasta, Stella i jej mąż próbują przekonać żołnierzy, aby ich przepuścili. Są przerażeni sytuacją w Irpieniu, ale też zdeterminowani, żeby dotrzeć do córki. Żołnierze dają się przekonać i po sprawdzeniu oraz zweryfikowaniu ich tożsamości, żeby wykluczyć możliwość przepuszczenia szpiegów na pozycje ukraińskiej armii, pozwalają im wejść do miasta.

Rodzice Kristiny docierają do linii obrony mostu położonej około kilometra od niego, żołnierze jednak ich zatrzymują i nie pozwalają im iść dalej. Wieżowce w oddali zostały opanowane przez Rosjan, skąd jest prowadzony ostrzał. Jako że są to jedne z najwyższych punktów miasta, znajdują się tam również rosyjscy koordynatorzy artyleryjscy, którzy namierzają cele do ostrzału w mieście. Ukraińscy żołnierze mówią rodzicom Kristiny, żeby nie szli dalej, bo ukraińska artyleria zaraz poprowadzi ostrzał wieżowców.

Nagle przejeżdża samochód i rodzice krzyczą, żeby się zatrzymał. Żołnierze się przyłączają i auto się zatrzymuje. Kierowca zgadza się podwieźć ich do miasta.

Miasto jest opustoszałe. Cały czas trwa ostrzał artylerii rosyjskiej, podczas gdy samochód przemierza ulice.

Rodzice Kristiny mają bardzo dużo szczęścia. Kierowca jedzie akurat na ulicę, przy której mieszkają rodzice Stelli, mamy Kristiny. W dodatku samochód podjeżdża dokładnie pod ich budynek. Gdy wysiadają z auta, podbiega do nich kobieta, która szuka schronu.

Jej dom, stojący w pobliżu, właśnie został trafiony pociskiem artyleryjskim i kompletnie zniszczony. Ona i jej kilkuletnia córka cudem ocalały, ale nie mają już gdzie się ukryć i szukają schronienia w piwnicach pobliskich wieżowców.

Do grupy dołączają kolejne osoby szukające schronienia. Obchodzą wieżowiec, chcąc odnaleźć wejście do piwnicy.

W końcu udaje im się je znaleźć.

W piwnicy panuje całkowita ciemność. Nowo przybyli nawołują, szukając ukrywających się ludzi.

Wreszcie na nich trafiają.

Stella spotyka tam swojego ojca.

Ale nie może znaleźć Kristiny.

Tata Kristiny zaczyna namawiać ludzi, żeby uciekali z miasta. Mówi, że za mostem czekają autobusy, które wywiozą ich w bezpieczne miejsce. Później zostaną ewakuowani do Kijowa, gdzie w porównaniu z Irpieniem jest bezpiecznie.

Gdy Stella dowiaduje się, że jej córki nie ma w schronie, przebywa bowiem z babcią w mieszkaniu na czwartym piętrze, wybiega z piwnicy, żeby się z nią spotkać.

Dociera na piętro, gdzie znajduje się mieszkanie jej rodziców, a w nim jej mama wraz z córką. Korytarz, w którym mieszczą się drzwi do poszczególnych mieszkań, oddzielają od klatki drzwi wejściowe. Dzwonki jednak nie działają, bo w mieście nie ma już elektryczności.

W końcu Stelli udaje się odnaleźć swoją córkę Kristinę.

Stella namawia rodziców, żeby uciekali z oblężonego miasta. Ci początkowo nie chcę się zgodzić, lecz w końcu ulegają namowom córki i zaczynają się pakować.

Pomimo zagrożenia trudno podjąć decyzję o porzuceniu dorobku całego życia. Trudno też wybrać, co spakować, człowiek nie wie przecież, dokąd trafi. Brak oszczędności również nie pomaga, gdyż nie wiadomo, jak i za co żyć dalej. Stella tłumaczy jednak rodzicom, że w Kijowie są wolontariusze i miejsca, gdzie pomaga się uchodźcom. Czas nagli. Wokół wieżowca nieustannie eksplodują pociski, a niedługo zacznie się ściemniać.

Wreszcie są gotowi i ruszają w drogę.

Na dole ojciec Kristiny ciągle stara się namówić sąsiadów, żeby uciekali z Irpienia, ponieważ Rosjanie są już w mieście i wkrótce mogą nadejść także tutaj. Mimo to niewielu ludzi się na to decyduje.

Jeszcze przez chwilę próbują przekonywania, ale w końcu postanawiają ruszyć w drogę do mostu.

Stella jest szczęśliwa, bo odnalazła Kristinę. Niestety, to nie koniec, a właściwie dopiero początek. Teraz muszą dotrzeć do mostu. Tym razem nie znajdują samochodu, który mógłby ich tam podwieźć. Czeka ich pięciokilometrowy marsz do względnie bezpiecznego miejsca, skąd mogą być dopiero ewakuowani dalej.

Ruszają z tym, co zdołali w pośpiechu spakować.

Z rodziną Stelli grupa uchodźców liczy 10 osób.

Czeka ich długa droga, a miasto jest pod ciągłym ostrzałem artyleryjskim.

Trudno się czuć bezpiecznie, lecz pociski spadają względnie daleko.

Ostrzał jednak nie ustaje, a wszędzie wokół eksplodują pociski.

Momentami spadają blisko grupy.

Żeby przeżyć, trzeba jednak dotrzeć do mostu.

Widać również ślady czołgów i nie wiadomo, czy rosyjskie wojska są już w tej okolicy, czy też nie.

Udaje im się dotrzeć w miarę bezpiecznie i szczęśliwie 1,7 km od mostu. Znaleźli się jednak w okolicy wieżowców zajętych przez rosyjskie wojsko, skąd koordynatorzy dają namiary artylerii na cele w mieście.

Nagle ostrzał się poważnie wzmaga, a pociski zaczynają spadać coraz bliżej.

Słychać świst spadających pocisków i grupa co chwilę musi się rzucać na ziemię, by chronić się przed eksplozjami.

Choć dopiero co przeszli kilka kilometrów, teraz problemem zaczyna być pokonanie kilku metrów.

Szukają schronienia…

...przed spadającymi wokół pociskami.

Ziemia zaczyna drżeć od coraz bliższych eksplozji.

Strach paraliżuje.

Zaczynają spadać na nich odłamki pocisków.

Trudno zrobić choć krok. Nadchodzi przerażający moment, kiedy zdają sobie sprawę, że to już nie jest przypadkowy ostrzał miasta – stali się celem, a koordynator artyleryjski wprowadza korekty do ich pozycji. Pociski spadają coraz bliżej.

Pozostanie tutaj to śmierć. Żeby przeżyć, muszą ruszyć dalej w kierunku pozycji ukraińskich żołnierzy, gdzie rodzicom Kristiny udało się zatrzymać samochód.

Oślepiający błysk. A potem ciemność. Mówi się, że pocisku, który cię trafi, nie usłyszysz. Tak było i tym razem. Może dlatego, że nie był on artyleryjski, a moździerzowy.

Tutaj urywa się zapis audio, prawdopodobnie od fali uderzeniowej wybuchu. Dyktafon rejestruje jeszcze kilka minut po eksplozji, lecz po tym czasie nagranie się urywa.

Fala uderzeniowa pierwszego pocisku zdmuchnęła grupę niczym sztorm szmaciane lalki i rozrzuciła wokół.

Prawdopodobnie to uratowało im życie…

gdy nadleciały dwa kolejne, bo wszyscy leżeli wtedy na ziemi.

Kiedy ludzie podnosili się w szoku, rosyjski koordynator nadal kierował artylerię w ich pozycje.

Bardzo możliwe, że pierwszy pocisk trafił w budynek i wpadł do mieszkania, a nie wylądował obok nich na ulicy. Inaczej zginęliby na miejscu.

Po chwili, gdy opada szok i zdajesz sobie sprawę, co się wydarzyło, dochodzi do ciebie, że wciąż żyjesz.

Sprawdzasz, czy jesteś ranny i kto obok ciebie odniósł obrażenia.

I zaczynasz ratować życie swojego rannego dziecka…

choć nadal trwa ostrzał, a ty sam(a) również jesteś ranny(a).

Z 10 osób, które wyruszyły do mostu, rannych zostało pięć, w tym 10-letnia Kristina i jej babcia – obie ciężko.

Część ocalałych w szoku po prostu usiadła na przystanku pomimo wciąż trwającego ostrzału. Reszta grupy, która schowała się w pobliskim lesie, wołała do nich, żeby też się tam ukryli.
Znajdujący się w pobliżu las, który ciągnął się aż do linii armii ukraińskiej, to drugi czynnik, który uratował im życie, ponieważ rosyjski koordynator stracił uciekających z oczu.
Tu też zaczął się triaż. Członkowie grupy musieli podjąć decyzję o pozostawieniu ciężko rannej babci, ponieważ ze względu na obrażenia, które sami odnieśli, nie mogli jej nieść. Postanowili walczyć w pierwszej kolejności o życie Kristiny, której przeniesienie było dla nich ogromnym wyzwaniem.

Las dał im nadzieję i chwilę wytchnienia. Gdy przeszli 550 m, drzewa się przerzedziły, a w ich stronę poleciały kolejne pociski. Grupa znowu została przygwożdżona do ziemi. Ranni i wyczerpani niesieniem Kristiny uznali, że nie mają szans dotrzeć do ukraińskich okopów, jedna z osób zdecydowała się więc pójść tam samotnie po pomoc. Udało jej się..

Ukraińscy żołnierze natychmiast wyruszyli do wskazanego miejsca, gdzie znajdowała się grupa z ranną Kristiną i jej rodzicami. Tata Kristiny także został ranny.

Wysłano po nich vana, który zawiózł ich do mostu. Dzięki wskazówkom ocalałych i za pomocą drona żołnierzom udało się zlokalizować ranną babcię wraz z pozostałymi członkami grupy, których również ewakuowano do mostu.

Stamtąd wojskowy ambulans zabrał ich do odległego o 6 km szpitala.

Słup dymu wskazuje miejsce, w którym grupa została trafiona pociskami. W lewej części kadru widać wieżowce, gdzie znajdował się rosyjski koordynator artyleryjski.

Ranni zostali dowiezieni do szpitala, gdzie udzielono im pomocy.

Zebrano też ich dane. Pomimo odniesionych obrażeń nikt z grupy nie zginął i wszystkim udało się dotrzeć do celu. Choć wydostali się z atakowanego Irpienia i ich sytuacja się poprawiła, przed wojną jednak nie uciekli. W okolicy szpitala przez całą noc słychać było eksplozje.

Następnego dnia Kristina została przewieziona do szpitala dziecięcego Okhmatdyt w centrum Kijowa. Tego samego dnia ukraińska obrona przeciwlotnicza stolicy zestrzeliła rakietę wystrzeloną przez rosyjską armię w ten właśnie szpital.

Marcin Suder

POPRZEDNIE NASTĘPNE
1 / 63
pokaż opis
Jeśli chcesz oglądać, obróć telefon i włóż słuchawki